(fot. PAP/EPA)

Obama odpowie na petycję

Już wczoraj rano liczba głosów poparcia dla petycji do Białego Domu w sprawie katastrofy smoleńskiej przekroczyła wymagany próg 25 tysięcy

 

Gratulujemy i dziękujemy wszystkim, którzy podpisali się pod petycją o wsparcie w umiędzynarodowieniu dochodzenia smoleńskiego. Tempo elektronicznego podpisywania petycji po osiągnięciu wymaganego pułapu spadło, ale i tak po południu sygnatariuszy było już o kolejny tysiąc więcej. Zgodnie z zasadami serwisu internetowego We the People teraz administracja Baracka Obamy ma obowiązek odnieść się do poruszonej w petycji sprawy. E-mail od urzędnika amerykańskiego rządu powinien dotrzeć do wszystkich, którzy podpisali petycję. Nie jest jednak w żaden sposób określony termin. Biały Dom zapewnia, że dołoży starań, by rozpatrzyć sprawę jak najszybciej.
Przypomnijmy, że 5 czerwca za pomocą serwisu We the People na portalu internetowym Białego Domu został zgłoszony wniosek o zajęcie się przez amerykańską administrację sprawą katastrofy smoleńskiej. Autorce petycji Barbarze C. chodzi przede wszystkim o pomoc w zorganizowaniu niezależnej komisji o międzynarodowym składzie, która zajęłaby się ponownie badaniem przyczyn katastrofy. Inicjatorka wskazuje na niejasne umocowanie rosyjskiego MAK i błędy wytknięte przez specjalistów komisji Millera.
Petycja opublikowana na stronie internetowej przez 22 dni była niemal niezauważona. Poparło ją niecałe 600 osób i wyraźnie była skazana na usunięcie po upływie miesięcznego terminu. Po publikacji w „Naszym Dzienniku” w ostatnią środę brakujące 24,5 tys. podpisów zebrano w ciągu kilku dni. Wiele osób wciąż dodaje swoje głosy, choćby po to, żeby także osobiście otrzymać odpowiedź z Białego Domu.
Zainteresowanie władz amerykańskich katastrofą było dotąd bardzo małe. Można wręcz mówić o unikaniu tego tematu, czemu z pewnością sprzyja ogłoszona przez prezydenta Obamę polityka „resetu” w stosunkach z Rosją. Przedstawiciele administracji podkreślają też zawsze, że brakuje oficjalnej prośby o pomoc ze strony rządu polskiego. Nie pomagają nawet bardzo liczne głosy Polonii ani fakt, że o interwencję zabiega rodzina jednej z ofiar katastrofy – śp. Wojciecha Seweryna, który był obywatelem amerykańskim.
W ostatnim czasie nastawienie polityków amerykańskich nieco się zmienia. Po spotkaniach z politykami PiS Anną Fotygą i Antonim Macierewiczem w sprawę zaangażowali się dwaj republikańscy senatorowie. Jeszcze w 2010 roku uchwałę w tej sprawie przygotował Richard Burr. Nie została ona dotąd nawet rozpatrzona przez komisję spraw zagranicznych. Kieruje nią były kandydat na prezydenta, demokrata John Kerry. Ostatnio zajęcie się tym tematem obiecał Fotydze inny były kandydat do Białego Domu, senator John McCain. Sam jest weteranem wojennym i lotnikiem. Walczył w wojnie wietnamskiej. Samolot, który pilotował, został strącony przez komunistów, a ciężko ranny kapitan McCain był torturowany przez Wietnamczyków. Przesiedział 6 lat w najcięższym wietnamskim więzieniu i został wypuszczony przez komunistów jako ostatni jeniec amerykański. Jednak aby inicjatywy Burra i McCaina przyniosły efekt, w USA sukces musieliby odnieść Republikanie. W tym roku, 4 listopada, Amerykanie wybiorą nie tylko prezydenta, ale też nową Izbę Reprezentantów i jedną trzecią składu Senatu. Deklarację wszelkiej pomocy Polsce amerykańskie władze składały wielokrotnie. Między innymi zastępca doradcy Baracka Obamy ds. bezpieczeństwa państwowego Ben Rhodes zapewniał, że Stany Zjednoczone są do tego gotowe, ale muszą otrzymać prośbę polskich władz. Nie jest planowane żadne oddzielne dochodzenie w USA. Wątpliwe jest, by petycja to zmieniła, ale z pewnością administracja będzie musiała szczegółowo odnieść się do problemu i wytłumaczyć swoje stanowisko.

drukuj