Nowe fałsze Grossa (3)

"Anielscy" Żydzi i "diabelscy" Polacy

Przyjrzyjmy się bliżej wizji Polaków w pierwszych latach powojennych, tak
jak ona wygląda w najnowszej książce J.T. Grossa "Fear" ("Strach"). Pisałem
już wcześniej o nakreślonym przez niego skrajnie negatywnym obrazie polskiego
chłopstwa i klasy średniej, jako tych warstw, które "zbrodniczo" wzbogaciły
się na rabunku żydowskiego mienia. Pisałem o zgodnym z dawnymi komunistycznymi
stereotypami szkalowaniu Kościoła katolickiego, głównej partii opozycyjnej
– PSL, i dawnego harcerstwa. Z książki Grossa "dowiadujemy się" jednak również
o rzekomym "antysemityzmie" w lokalnej administracji ("Fear", s. 58-63), rzekomej
dyskryminacji Żydów w zatrudnieniu (s. 64-66), "antysemityzmie" w szkołach
(s. 66-73), "antysemityzmie" wśród polskich robotników (s. 120-126), o "prześladowaniu
Żydów" przez polską milicję (s. 237-238), a nawet UB (s. 238-239). To samo
UB – tak zdominowane przez Żydów, który to fakt Gross usilnie próbuje zanegować
i zafałszować.

Wielokrotnie padają u Grossa również skargi na polską partię komunistyczną
– PPR, jako rzekomo dystansującą się od Żydów, niedającą im należytej obrony,
a nawet będącą jakoby w zmowie z resztą antysemickiego narodu (s. 51, 63, 128
i in.). Zmowie mającej przeciwdziałać odzyskaniu przez Żydów mienia zagrabionego
przez Polaków.

"Antysemiccy"
robotnicy

Na s. 120-124 Gross rozpisuje się na temat rzekomego "antysemityzmu" polskich
robotników, oskarża "masy" robotnicze, że nawet po antyżydowskich zajściach
kieleckich w 1946 r. "nie czuły sympatii do Żydów, nawet w obliczu straszliwych
zbrodni, jakich ofiarami padli Żydzi". Jako koronny dowód tego robotniczego
"antysemityzmu" Gross podaje to, że robotnicy zastrajkowali w licznych zakładach
Łodzi, protestując przeciw narzucanym im rezolucjom w sprawie potępienia sprawców
antyżydowskich zajść w Kielcach w lipcu 1946 roku. Oczywiście nic nie pisze
na temat treści tych rezolucji, które chciano narzucić robotnikom, choć ma
to bardzo istotne znaczenie dla całej sprawy. Otóż w rezolucjach tych na ogół
starano się obciążyć winą za krwawe zajścia antyżydowskie "reakcję", "andersowców",
etc., a częstokroć mówiono nawet o rzekomej odpowiedzialności całego Narodu
Polskiego za mord kielecki. Przypomnijmy na przykład, jak wyglądała rezolucja
przedstawiona w partyjnym dzienniku "Głos Robotniczy" jako rzekomo podjęta
przez robotników łódzkiej Fabryki Nici: "My, robotnicy, zdaliśmy egzamin dojrzałości
politycznej w dniu Referendum Ludowego. Nie ustąpimy ani na krok w walce o
utrwalenie naszych zdobyczy, o które całe lata walczyliśmy tak za czasów Polski
sanacyjnej, jak i podczas krwawej okupacji hitlerowskiej.
Wszyscy zjednoczymy się w tej walce przeciwko zdrajcom narodu spod znaku trzy
razy nein, których dziełem jest pogrom w Kielcach – hańbą okrywający dobre
imię Polski.
Pamiętamy czasy przedwrześniowe, kiedy to sanacja starała się utrzymać przy
władzy przy pomocy antysemityzmu, przy pomocy judzenia jednych Polaków przeciwko
drugim. Te czasy już nie wrócą – nie dopuścimy reakcji do władzy! Wypadki w
Kielcach – to zamach na spokój wewnętrzny Polski. Domagamy się od naszego Rządu
wprowadzenia publicznych sądów doraźnych, które skazywać będą wrogów ludu spod
znaku NSZ, WiN, spod znaku Andersa.
W nowej Polsce Ludowej zniszczymy wroga, odbudujemy nasz kraj, w którym zapanuje
spokój i dobrobyt" (por. "Robotnicy polscy piętnują morderców czarnosecinnych
z Kielc", "Głos Robotniczy", 10 lipca 1946 r.).
Czyż ktoś o zdrowych zmysłach może się dziwić, że robotnicy łódzcy, nastawieni
antykomunistycznie, jak przeważająca część Narodu, nie chcieli zaakceptować
ułożonej poza ich plecami, w ich imieniu tak tendencyjnej stalinowskiej rezolucji?
Rezolucji porównującej sanację z czasami hitlerowskimi i żądającej nawet sądów
doraźnych dla ludzi z WiN-u, NSZ-u, Armii Andersa. Gross udaje, że nie rozumie
właściwej przyczyny sprzeciwu robotników, traktując go jako wyraz zajadłego
"antysemityzmu". I powołuje się na s. 128 na potępienie protestu robotników
w sejmowej mowie Adolfa Bermana, brata sławetnego Jakuba, z 21 września I946
r.: "Dla nas, przedstawicieli robotników żydowskich, wydarzenia w Łodzi i Ostrowcu
Kieleckim na szeregu fabryk po wyroku w procesie kieleckim to był wielki wstrząs,
to był drugi pogrom kielecki". Głupszego komentarza nie można było dać w odniesieniu
do robotniczych strajków. I na ten właśnie komentarz, nazywający strajki robotnicze
"drugim pogromem kieleckim", powołuje się aprobująco uparty tropiciel "polskiego
antysemityzmu" – J.T. Gross!
Podsumowując, według Grossa, poza niewielką liczbą osób z polskiej elity intelektualnej
i pewną niewielką częścią przedstawicieli wyższej administracji państwowej
i partyjnej oraz biskupem Teodorem Kubiną wszyscy inni Polacy byli zarażeni
głębokim antysemityzmem. Duża część z nich okazała się przy tym przesiąknięta
najdzikszą formą tegoż antysemityzmu, co w połączeniu z pazernością na żydowskie
mienie prowadziło ich do masowej aprobaty mordowania Żydów.
Co więcej, według Grossa, przeważająca część Polaków traktowała jako "wyrzutków
społeczeństwa" tych rodaków, którzy pomogli Żydom w czasie wojny.

Łże jak Gross!
Niedawno Antoni Zambrowski już w tytule swego wywiadu dla "Gazety Polskiej"
użył zwrotu: "łże jak Gross". Przypomniał przy tym, że już w 2001 r. w niektórych
środowiskach używano go dla charakteryzowania ludzi o wyjątkowych "talentach"
hochsztaplerskich. Ja sam pisałem o "100 kłamstwach Grossa". Dziś, po lekturze
"Strachu" Grossa musiałbym tę liczbę zwiększyć przynajmniej w dwójnasób.
Skąd wynika ta niebywała skłonność Grossa do kłamstw i kalumnii? Gross po
prostu jest bardzo konsekwentny w swej fanatycznej nienawiści do Polski i
Polaków. Ogromnie pracowicie zbiera wszystko, możliwie wszystko, co tylko
najgorszego napisano w Polsce i za granicą o stosunku Polaków do Żydów, stara
się nic z tego nie uronić. Byle lepiej dołożyć Polakom. Byle mocniej zmieszać
ich z błotem w oczach Amerykanów, na trwale zaszufladkować Polaków jako "najdzikszych
antysemitów" i utrwalić ten stereotyp. Nawet najbardziej niewiarygodne oszczerstwa
o Polakach mają absolutne szanse na wykorzystanie w składance Grossa. Byle
tylko pokazywały nas w najczarniejszych kolorach jako "krwiożerczych rabusiów"!
W najnowszej książce Grossa spotykamy się dosłownie z setkami oszczerczych
uogólnień na temat Polaków, Kościoła katolickiego. Czasami na jednej i tej
samej stronie (np. s. 247, 261) spotykamy po pięć i więcej oszczerczych uogólnień
na temat Polaków, ich rzekomego "wspólnictwa" (complicity) z nazistami w mordowaniu
i rabowaniu Żydów. Gross powtarza wielokrotnie, wręcz łopatologicznie, te same
stwierdzenia, żeby tym silniej wbić w głowy naiwnym czytelnikom amerykańskim
nieodparte przekonanie o wyjątkowej "krwiożerczości, dzikim antysemityzmie
i podłej chciwości" Polaków. I to najwyraźniej skutkuje, jak pokazują obłąkańcze
tezy recenzji z książki Grossa w "Baltimore Sun", gdzie stawia się na równi
rzekomą "krwiożerczość" Polaków z najgorszymi okrucieństwami dawnych handlarzy
niewolników.
Temu wszystkiemu towarzyszy niezwykle tendencyjny wybór źródeł. Zadałem sobie
trud bardzo szczegółowego przyjrzenia się dobranym przez Grossa źródłom. I
cóż się okazało? Otóż aż blisko sto cytowanych przez niego świadectw żydowskich:
dokumentów, oświadczeń, wypowiedzi, zeznań, zawiera treści o wymowie nieprzychylnej
dla Polaków. Podobnie jest w odniesieniu do 115 świadectw: dokumentów, zeznań,
wypowiedzi, artykułów pochodzących od Polaków lub obserwatorów z Zachodu. Zaledwie
w kilkunastu przypadkach znajdujemy jakieś bardziej pozytywne, najczęściej
bardzo zdawkowe, informacje o jakichś zachowaniach polskich, głównie o sprzeciwieniu
się jakimś działaniom antyżydowskim. Do tego dochodzi garść cytatów z artykułów
polskich intelektualistów, najczęściej w sposób skrajny potępiających "polski
antysemityzm", i informacje o wypowiedziach ks. bp. Teodora Kubiny, potępiających
zbrodnię kielecką. To wszystko jest jednak tylko małym ułamkiem na tle setek
negatywnych uogólnień Grossa o polskim zachowaniu i podobnie negatywnej wymowy
ponad 200 odpowiednio dobranych "świadectw" żydowskich, polskich i zachodnich.
Równocześnie zaś, co jest bardzo znamienne, tylko w czterech miejscach znalazłem
bardzo zdawkowe zresztą uwagi o negatywnych zachowaniach jakichś grup Żydów
(por. s. 44, 226 i dwukrotnie na s. 256). Na przykład na s. 226 Gross pisze,
że grupa wysokich funkcjonariuszy bezpieczeństwa pochodzenia żydowskiego to
byli rzeczywiście "źli ludzie" ("bad people"). Porównajmy "ostrość" tego określenia
np. z atakami Grossa na "kanibalistyczną teologię, kontrolującą umysły polskiego
duchowieństwa" (s. 151), na "wspólnictwo Kościoła z morderczymi atakami polskich
katolików przeciwko ich żydowskim sąsiadom" (s. 261).
Zastanówmy się nad tym, co ta stylistyka i te niebywałe dysproporcje mają wspólnego
z prawdziwą wiedzą, z wymogami warsztatu naukowego?! To są po prostu metody
godne najgorszych propagandystów komunistycznych, którzy starannie odrzucali
lub zatajali wszystko, co mogłoby w najmniejszym nawet stopniu wzbudzić wątpliwości
co do ich tez.

Przemilczenia Grossa
Mamy więc u Grossa setki informacji i uogólnień ukazujących Polaków jako "diabolicznie
złych" i zaledwie cztery zdawkowe (trzy jednozdaniowe i jedno dwuzdaniowe)
stwierdzenia pokazujące jakieś złe cechy u pewnych grup Żydów, generalnie
przedstawianych jako niewinne, "anielskie" ofiary polskich "nikczemnych działań".
Jakim sposobem udało się Grossowi uzyskać tak niesamowitą dysproporcję w
obrazie dwóch nacji? Zrobił to w bardzo prosty sposób. Po pierwsze, starannie
przemilczał wszystkie źródłowe świadectwa polskich Żydów i świadectwa zagraniczne
pokazujące rozmiary polskiej martyrologii pod okupacją niemiecką i sowiecką.
Całkowicie przemilczał również rozliczne świadectwa żydowskie o pomocy Polaków
dla Żydów w czasie wojny. Po drugie, konsekwentnie przemilczał wszystkie
informacje źródłowe pokazujące konkretne niegodziwe zachowania jakichkolwiek
pojedynczych Żydów czy środowisk żydowskich. I tak na przykład całkowicie
przemilczał sprawę antypolskich zachowań dużej części Żydów na kresach wschodnich
RP w latach 1939-1941, majowej kolaboracji wielu środowisk żydowskich z Sowietami,
w tym niemało przypadków zabijania Polaków przez żydowskich komunistów (np.
w Grodnie, Brzostowicy Małej, Czortkowie i in.). Całkowicie przemilczał sprawę
zbrodniczej kolaboracji z Niemcami ze strony wielu członków władz Judenratów
i policji żydowskiej. Całkowicie przemilczał wymordowanie polskiej ludności
wsi Naliboki i Koniuchy przez żydowskich partyzantów sowieckich. Całkowicie
pominął podanie jakiegokolwiek konkretnego przykładu zbrodni popełnionych
przez wpływowych Żydów z UB (typu zbrodni S. Morela w Świętochłowicach w
1945 r., zbrodni J. Różańskiego, A Fejgina etc.). Całkowicie przemilczał
informacje o bardzo znaczącej roli wpływowych Żydów w niszczącej sowietyzacji
polskiej gospodarki (rola H. Minca i in.), kultury i prasy, w oszczerczej
walce propagandowej z niepodległościowym podziemiem, Kościołem, tradycjami
narodowymi. Całkowicie przemilczał liczne świadectwa Żydów lub Polaków żydowskiego
pochodzenia krytykujących rolę niektórych środowisk żydowskich w sowietyzowaniu
Polski.
Całkowicie przemilczał fakty dowodzące bezwstydnego proreżimowego służalstwa
kierownictwa Centralnego Komitetu Żydów Polskich (CKŻP), na którego oświadczenia
wielokrotnie powołuje się w swej książce. Całkowicie pominął informacje o prawdziwie
kompromitujących w swym prokomunistycznym i antypolskim zacietrzewieniu wystąpieniach
przewodniczącego światowego Kongresu Żydów Polskich Józefa Tenenbauma. Gross
rozpisuje się na parunastu stronach o dyskryminacji rosyjskich Żydów w ZSRS
w okresie wojny i w okresie powojennym. Nie znalazł natomiast ani jednego zdania
na informację o wyjątkowo dużej roli Żydów w tworzeniu i rozwijaniu komunizmu
w ZSRS w latach 20. i 30., w sowieckim aparacie terroru, w walce z Kościołem,
etc.
Dlaczego to wszystko przemilczał? Intencje Grossa były aż nadto wyraźne. Jeśli
Amerykanie nie będą nic wiedzieć o jakichkolwiek szczegółach odbiegających
od głównych tez Grossa, to przełkną z tym większym namaszczeniem wszystkie
kłamstwa, które on im podsunie. Nie będą mieli żadnych wątpliwości. Gross zaś
ułatwi im ślepą wiarę we wszystkie jego zmyślenia poprzez swą niebywałą pewność
siebie, uparte sączenie kabotyńskiego przekonania o swojej nieomylności.
Pisząc o Żydach polskich, Gross wielokrotnie używa zwrotów wychwalających ich
zachowanie jako całości. Kłamliwie twierdzi, że Żydzi byli rzekomo "państwowotwórczym
elementem" w Polsce międzywojennej (s. 198), "najbardziej przestrzegającą prawo
i wspierającą państwo społecznością" w owym okresie (s. 198, 242). Spotykamy
u Grossa jednoznacznie sprzeczne z prawdą uogólnienia o Żydach jako całości:
"Żydzi byli zawsze lojalnymi obywatelami" (s. 62). Aby wzbudzić szczególne
współczucie Amerykanów dla losu rzekomo gnębionych przez Polaków Żydów. Gross
podaje na s. 125 nieprawdziwe twierdzenie, jakoby żydowska ludność w powojennej
Polsce żyła w nędzy, była wyniszczona i chora. Na s. 164 "dowiadujemy się",
jakoby Żydzi "byli gnębieni przez swych polskich sąsiadów – przez stulecia,
ale specjalnie w czasie nazistowskiej okupacji" ("they had been victimized
by their Polish neighbors – for centuries, but especially during the Nazi occupation").
Ta Grossowa kalumnia jest szczególnie oburzająca w świetle faktu, że przez
całe stulecia Polska była jedynym schronieniem dla Żydów przepędzanych prześladowaniami
z reszty krajów europejskich. Nieprzypadkowo nawet w osiemnastowiecznej Wielkiej
Encyklopedii Francuskiej nazywano Polskę "paradisus Judeorum" (rajem dla Żydów).
Tak "gnębiliśmy Żydów", że aż słynny myśliciel, krakowski rabin Mojżesz Isserless
pisał w XVI w.: "Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju [tj. Polski – J.R.N.] za
schronienie, to los Żydów byłby nie do zniesienia". Tak "prześladowaliśmy"
Żydów, że w XIX wieku na terenach byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów żyły
cztery piąte ogółu Żydów świata (wg Normana Daviesa). Przypomnijmy, że współczesny
historyk żydowski Barnett Litvinoff ocenił w swym monumentalnym dziele "The
Burning Bush. Antisemitism and World History" (London 1988, s. 90), że "przypuszczalnie
Polska uratowała Żydów od całkowitego wyniszczenia" (w okresie średniowiecza
i odrodzenia). Trudno więc nie uznać oszczerstwa o Polakach "gnębiących Żydów
przez stulecia", podawanego przez Grossa zupełnie nieznającym historii Europy
Amerykanom, jako przykładu wyjątkowej podłości!
Z kłamliwymi uogólnieniami wybielającymi rolę Żydów polskich jako całej społeczności
czy przedstawiającymi ich jako "ofiary" Polaków od zawsze idą w parze negatywne
uogólnienia o przeważającej części Polaków, a czasem nawet o całym Polskim
Narodzie. Jaki miało sens np. aprobujące przytoczenie przez Grossa na s. 132
wyjątkowo bzdurnego uogólnienia wyszłego spod pióra Jerzego Andrzejewskiego
w "Odrodzeniu" z 1946 r.: "nie mogę dojść do innego wniosku, że naród polski
we wszystkich warstwach i na wszystkich poziomach intelektualnych, od samych
szczytów aż do dołu, był antysemickim i takim pozostaje po wojnie".

Fałsze o masowej
kolaboracji z Niemcami

Gross wielokrotnie powtarza oszczerstwa o rzekomo szeroko rozpowszechnionej
"polskiej kolaboracji" z niemieckim okupantem. Tezie tej wtóruje u Grossa kilkakrotne
powtórzenie – w sposób typowy dla łopatologicznych metod Grossa – zwrotu o
rozpętanej przez Polaków wielkiej fali mordowania Żydów na Podlasiu (s. 40-41,
54, 57, 181, 250). Na przykład na s. 40-41 Gross pisze: "Wydaje się, że polskie
napaści przeciw Żydom w lecie 1941 r. były powszechnie stosowane w całym województwie
białostockim, że mordowania trwały przez kilka miesięcy i że pochłonęły one
rozległe terytorium obejmujące dwa tuziny miast i spowodowały tysiące ofiar".
Gross unika przy tym podawania konkretnych liczb co do zabójstw Żydów w poszczególnych
miejscowościach. Zwrot o "tysiącach" Żydów zabitych rzekomo przez Polaków jest
przy tym całkowicie nieprawdziwy, niepotwierdzony przez udokumentowane źródła.
Jest on równie nieprawdziwy jak podana przez Grossa na s. 37 liczba 1600 Żydów
rzekomo zamordowanych w Jedwabnem. Na dowód, że zamordowano "tysiące Żydów"
na Podlasiu Gross odsyła do liczącego ponad 50 stron tekstu dr. hab. Pawła
Machcewicza w IPN-owskim wydawnictwie "Wokół Jedwabnego" (Warszawa 2002, t.
I). Tylko że za pierwszym powołaniem się na wstęp Machcewicza ("Fear", s. 41)
Gross nie podaje w ogóle strony, na której ma się znajdować rzekoma informacja
o wymordowaniu przez Polaków "tysięcy Żydów". Za drugim razem (s. 57 i 279)
autor "Strachu" podaje odpowiedni odnośnik do s. 21-22 wstępu Machcewicza.
Tyle, że na wspomnianych stronach tekstu nie ma w rzeczywistości żadnych informacji
tego typu. Na s. 31 natomiast Machcewicz pisze: "W niektórych miejscowościach
zabito kilka-kilkanaście osób, w innych – przede wszystkim w Jedwabnem i Radziłowie
– ofiarą masowych mordów padło kilkaset osób". Nie ma więc żadnej mowy o tysiącach
zamordowanych Żydów – jak pisze Gross – powołując się na rzekome dane Machcewicza.
Gross całkowicie milczy przy tym o roli Niemców w zbrodniach na Podlasiu. Nie
wszystkie relacje żydowskie o tych zbrodniach zostały w pełni podkreślone,
a niektóre ze świadectw żydowskich budzą spore wątpliwości (np. S. Wassersteina
czy M. Finkelsztejna). Ciągle nie jest całkowicie pewne, ilu Żydów padło z
rąk niemieckich, a ilu z polskich. Gross za wszystko tym skwapliwiej oskarża
Polaków, ich chce wyeksponować jako katów. Znamienne, że w pisanej dla Amerykanów
książce Gross całkowicie przemilcza fakt popełnienia w tym samym czasie na
Podlasiu zbrodni niemieckich na znacznie większą skalę. Choćby wspomnianej
przez Machcewicza ("Wokół Jedwabnego", t. I, s. 52) sprawy spalenia już 27
czerwca 1941 r. w synagodze białostockiej 700-800 Żydów. Fakt spalenia Żydów
w synagodze przez Niemców na szereg dni przed spaleniem Żydów w Jedwabnem skłania
do szukania właśnie w Niemcach organizatorów jedwabieńskiej zbrodni.
Nierzetelność naukową Grossa ilustruje fakt całkowitego przemilczenia przez
niego występujących niejednokrotnie na Podlasiu motywów zemsty za rolę części
Żydów w czasie okupacji sowieckiej. Pisał o tym niejednokrotnie właśnie P.
Machcewicz, były dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN. We wstępie do "Wokół
Jedwabnego" P. Machcewicz wielokrotnie powtarza twierdzenia o motywie zemsty
za rolę części Żydów w czasie okupacji sowieckiej (por. "Wokół Jedwabnego"…
op. cit, t. I, s. 34, 35, 36, 38, 39, 40, 41, 42, 44, 45). O tym wszystkim
całkowicie milczy Gross, tłumacząc udział Polaków w wystąpieniach przeciwko
Żydom ogromną polską pazernością na żydowskie mienie.
Wbrew faktom historycznym Gross chce przedstawić przypadki radosnego powitania
wojsk niemieckich przez część polskich społeczności na Podlasiu, cieszących
się z obalenia rządów sowieckich, jako dowód rzekomej masowej kolaboracji polskiej
z Niemcami. Szczególnie oburzające jest przedstawienie przez Grossa krótkotrwałego
epizodu z Podlasia w lecie 1941 r. jako dowodu na trwałą kolaborację w tym
regionie, choć nastroje ludności polskiej szybko się zmieniły. Już ponad miesiąc
po wkroczeniu Niemców na tereny Białostocczyzny – w meldunku z pierwszej połowy
sierpnia 1941 r. pisano, że ludność już się zraziła do Niemców (por. "Wokół
Jedwabnego"… op. cit, t. 2, s. 135). Jeszcze bardziej nieprawdziwe jest uogólnianie
przez Grossa krótkotrwałych wydarzeń z Podlasia na inne regiony Polski. Na
s. 250 Gross posuwa się do niepopartych żadnymi dowodami źródłowymi, całkowicie
wyssanych z palca oskarżeń, jakoby w centralnej i zachodniej Polsce doszło,
tyle że znacznie wolniej niż na Podlasiu, do współudziału (complicity) Polaków
w masowym zabijaniu Żydów. Twierdzi tam (s. 250), że "Polacy, którzy znaleźli
szczere porozumienie z Niemcami w eksploatacji Żydów (…) początkowo nie
przewidywali, że dojdzie do zabijania ich żydowskich rodaków na olbrzymią skalę.
W zachodnich i centralnych częściach Polski miejscowa ludność była wciągana
do współudziału (complicity), w tym krok po kroku. Tylko na terytoriach zdobytych
na Sowietach po 22 czerwca 1941 r. doszło do szybkiej brutalizacji". Przypomnijmy
w tym kontekście ocenę Macieja Kozłowskiego w "Rzeczpospolitej" z 15-16 lipca
2006 r., iż: "(…) antyżydowskie wystąpienia, w których uczestniczyli polscy
mieszkańcy kilku wiosek i miasteczek na Podlasiu, trwały bardzo krótko, praktycznie
kilka dni, i ograniczyły się do garstki osiedli na małym skrawku Polski, który
w dodatku znalazł się w wyjątkowej sytuacji przejścia spod jednej okupacji
w drugą. Nigdzie, podkreślam, nigdzie poza tym szczególnym skrawkiem kraju
(podkr. – J.R.N.), gdzie przemieszana ludność polska i żydowska znalazła się
pod okupacją sowiecką, do zajść antyżydowskich, w których braliby udział Polacy,
nie dochodziło". Kozłowski z całą racją oskarżył Grossa o "manipulację faktami"
za to, że ten twierdził, jakoby sytuacja całej Polski wyglądała tak, "jak to,
co się wydarzyło w Jedwabnem i okolicach".
Warto przypomnieć, że już w 2001 r. prof. Tomasz Strzembosz zwrócił uwagę na
skrajną hipokryzję twierdzeń Grossa, który z jednej strony maksymalnie usprawiedliwiał
kolaborowanie zbolszewizowanych Żydów z Sowietami przeciw Polakom po 17 września
1939 r., a z drugiej strony atakował właśnie Polaków za rzekome masowe kolaborowanie
z Niemcami, powołując się przy tym głównie na to, że ludność polska na Kresach
radośnie witała wejście Niemców na swe tereny. Jak pisał prof. Strzembosz:
"(…) na Boga, czym innym jest radosne witanie Niemców, którzy przybywają
w samym środku strasznej deportacji, umożliwiając setkom ludzi opuszczenie
okrutnych miejsc kaźni – więzień (m.in. w Brześciu, Łomży, Białymstoku i w
Jedwabnem), czym innym atakowanie czerwonoarmistów, do wczoraj naszych okupantów,
a czym innym zabijanie żołnierzy WP. Rzeczywiście, Żydom w Polsce nie działo
się najlepiej, istniały niewątpliwie rachunki krzywd, żeby zacytować wiersz
Broniewskiego, ale wszak nie wywożono Żydów na Sybir, nie rozstrzeliwano, nie
zsyłano do obozów koncentracyjnych, nie zabijano głodem i katorżniczą pracą.
Jeśli Polski nie uważali za swoją ojczyznę, nie musieli wszak jej traktować
jak okupanta i wspólnie z jej śmiertelnym wrogiem zabijać polskich żołnierzy,
mordować uciekających na wschód polskich cywilów. Nie musieli także brać udziału
w typowaniu swoich sąsiadów do wywózek, owych strasznych aktów odpowiedzialności
zbiorowej (…).
Czy polscy mieszkańcy Jedwabnego i wsi okolicznych witali Niemców z entuzjazmem
i jako zbawców? Tak! Witali! Jeżeli ktoś wyciąga mnie z płonącego domu, w którym
mogę się spalić za chwilę, rzucę mu się na szyję i będę dziękował. Choćbym
jutro miał uznać go za kolejnego śmiertelnego wroga. Niemcy uratowali bowiem
wówczas setki mieszkańców wsi okolicznych (a może i Jedwabnego?), kryjących
się od kilku dni w zbożu i w krzakach nad Biebrzą. Uratowali od wywiezienia
na śmierć, gdzieś na pustynię kazachską czy do syberyjskiej tajgi" (T. Strzembosz:
"Przemilczana kolaboracja", "Rzeczpospolita" z 27-28 stycznia 2001 r.).
Także inny historyk, związany z IPN-em dr Marek Wierzbicki, stanowczo przeciwstawiał
się zacieraniu kontekstu historycznego, w którym Polacy na Kresach z zadowoleniem
witali wejście na ich tereny wojsk niemieckich na miejsce wojsk sowieckich.
Przypomniał o tym, że Polacy "po dwóch latach okrutnej eksterminacji sowieckiej
– wywłaszczeń, usuwania z pracy, tortur i deportacji, traktowali Sowietów jak
śmiertelnego wroga. Życzliwy stosunek Polaków do wkraczających wojsk niemieckich
był wynikiem ulgi, że skończyła się okupacja sowiecka, a nie radości z nowej
okupacji niemieckiej" (por. "Wybiórcze traktowanie źródeł". Rozmowa T.M. Płużańskiego
z M. Wierzbickim, "Tygodnik Solidarność" z 27-28 stycznia 2001 r.). Stanowczo
polemizował z twierdzeniami Grossa o rzekomej masowej współpracy Polaków z
Wehrmachtem dyrektor IPN dr hab. Paweł Machcewicz (por. "Życie" z 30 stycznia
2001 r.).
Cytowane wyżej argumenty historyków polskich uległy jednak całkowitemu przemilczeniu
w książce Grossa, który za wszelką cenę – wbrew faktom – postanowił obciążyć
Polaków oskarżeniami o rzekome masowe kolaborowanie z niemieckimi okupantami.
Hucpiarską kłamliwość wspomnianych oskarżeń Grossa możemy tym lepiej zauważyć
na tle niektórych świadectw żydowskich z czasów wojny, np. ze słynnych zapisków
byłego dyrektora szkoły hebrajskiej w Warszawie Chaima A. Kaplana (por. C.A.
Kaplan: "Scroll of Agony. The Warsaw Diary of Chaim A. Kaplan", New York 1973,
s. 206). Pod datą 8 października 1940 r. Kaplan zapisał m.in.: "(…) To jest
znak, że Polacy mają wyczucie polityki. Pomimo wielkich zmian militarnych i
politycznych źle wróżących dla ich przyszłości oni pozostają upartymi. Nie
znajdzie się pośród nich ani jednego znanego obywatela, który chciałby być
przedstawicielem zdobywców, mówić do swego narodu i przekonywać go do uznania,
że nie można zmienić rzeczywistości i trzeba zaakceptować jarzmo niemieckich
rządów – tak jak Hacha w Czechosłowacji i Quisling w Norwegii. Możemy również
dodać Pétaina we Francji (…)". Także w późniejszych o półtora roku zapiskach
– z 2 maja 1942 r. (por. C.A. Kaplan: op. cit., s. 322) Kaplan chwalił polską
ludność za to, że nie zachowała się tak jak Quisling.
Takie były wówczas powszechne wizje Polaków jako narodu niechętnego kolaboracji,
które dzisiaj próbuje zafałszować Gross.
Przepojona wrogością do Polaków "inwencja" Grossa nie ma granic. Na przykład
na s. 254-255 Gross porównuje postawy Polaków, rzekomo pełne nienawiści do
żydowskich sąsiadów, do "podobnych" zachowań grupy szympansów Kahana, zaobserwowanych
w czasie badań socjologicznych.

prof. Jerzy Robert Nowak

Kolejna część artykułu
w poniedziałek, 7 sierpnia

drukuj