Nowe fałsze Grossa (2)

Przytaczane przeze mnie w pierwszej części "Nowych fałszów Grossa" ("Nasz
Dziennik", 29-30 lipca) fragmenty książki "Strach" J. T. Grossa
dowodzą, że mamy tu do czynienia z klinicznym przykładem antypolonizmu. Jest
to zarazem przykład szczególnie wyrachowanego antypolonizmu. Autor doskonale
wie, że prawda była całkowicie odmienna niż to, co podaje w swym obrazie Polski
i Polaków. Podszedł do tematu, zajmując postawę skrajnie cynicznego utylitaryzmu.
Wszystkie stosowane przezeń antypolskie kalumnie mają uświęcić główny cel –
maksymalne skompromitowanie Polaków w opinii wpływowych środowisk amerykańskich.
Tak, aby poparły one w pełni plany wyduszenia na Polakach jako narodzie "krwiożerców" i "grabieżców" postulowanych
kilkudziesięciu miliardów dolarów za mienie żydowskie. Temu celowi służy opisane
w poprzednim odcinku świadome przemilczenie przez Grossa rozmiarów martyrologii
polskiej czasów wojny czy ogromnych rozmiarów strat materialnych poniesionych
przez Naród Polski.

Grossa pod sąd!
Szczególnie skandaliczny jest fakt, że Gross w pewnym miejscu swej książki
(s. 248) uskarża się na to, że obok żydowskiej także niemiecka własność w
Polsce uległa "olbrzymiemu rabunkowi" ("only Jewish and German
property were ever massively plundered in Poland"). Jak pogodzić to
z faktem, że ten sam Gross nigdzie w swej całej ponad 300-stronicowej książce,
pisanej dla Amerykanów, nawet jednym zdaniem nie wspomina o naprawdę olbrzymim
rabunku Polski przez Niemców! Ani o olbrzymich zniszczeniach polskiego majątku
narodowego, które o kilka dziesięcioleci cofnęły nas w rozwoju gospodarczym.
Gross wszystko przemilcza z niebywałą konsekwencją. Nazbyt bowiem kłóciłoby
się to z tak starannie sączoną przez niego wizją Polaków jako narodu "grabieżców" i "katów".
Robi w swej książce dosłownie wszystko, aby przekonać nie mających pojęcia
o historii Europy Amerykanów, że czas wreszcie maksymalnie ukarać Polaków
za ich rzekome "haniebne grabieże i mordy". Niech zapłacą za nie
Żydom prawdziwie słoną cenę!
Przy okazji ostatniego cytatu z książki Grossa konieczne jest jedno bardzo
ważne podkreślenie. Uważam, że już sam fakt napisania przez Grossa o "olbrzymim
rabunku" niemieckiej własności w Polsce przy równoczesnym całkowitym pominięciu
zrujnowania na tak wielką skalę polskiego majątku narodowego i jego grabieży
przez Niemców powinien być jednym z powodów wytoczenia Grossowi sprawy sądowej
przez polskie władze. Czy rząd PiS się na to zdobędzie?
Dobrze się stało, że najwyraźniej z myślą o takich jak Gross wstawiono nowy
zapis do ustawy lustracyjnej pozwalający skazać na trzy lata więzienia osoby,
które napiszą o współodpowiedzialności Polaków za zbrodnie nazistowskie. Myślę,
że ten zapis w ustawie powinien odnosić się również do polskich klakierów polakożerczych
książek i do redakcji, które drukują ich peany na cześć polakożerców. Mamy
oto świeży, aż nadto jaskrawy przykład niegodnej postawy tego typu. Oto w "Gazecie
Wyborczej" z 29-30 lipca 2006 r. ukazał się tekst Piotra Wróbla, wykładowcy
z Toronto. Jest on od dawna znany tamtejszym Polakom jak zły szeląg z powodu
swej zapiekłej niechęci do prawdziwej polskości i polskiego patriotyzmu. Wróbel
pozostaje najwyraźniej wierny swoim oszczerczym uprzedzeniom do polskiej historii.
W publikowanym w "Gazecie Wyborczej" tekście wysławia nową książkę
Grossa; mimo pewnych zastrzeżeń twierdzi, że "Strach" to lektura
obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się najnowszą historią Polski,
że "podziwia Grossa za przenikliwość i odwagę". Niżej chyba nie można
było upaść, pisząc takie brednie po polsku! Jak ocenić redakcję, która drukuje
panegiryk o fanatycznej polakożerczej książce? Najlepiej zrobiłby to sąd w
oparciu o dokładne, udokumentowane analizy ekspertów.
W tym kontekście należy zauważyć, że właśnie w najnowszym biuletynie IPN ukazały
się dwie obszerne, miażdżące książkę Grossa recenzje znawców problematyki z
Polonii kanadyjskiej i amerykańskiej: R. Tyndorfa i J. Radziłowskiego. Wydrukowanie
takich właśnie dwóch tekstów w biuletynie IPN jest tym bardziej warte zauważenia,
że to właśnie były, tak niegodny prezes IPN Leon Kieres był przez lata głównym
polskim protektorem Grossa (obok A. Kwaśniewskiego). Dodam, że właśnie w tych
dniach otrzymałem z Kanady inną miażdżącą recenzję książki Grossa. Jest to
tekst znanego publicysty polonijnego Jana Czekajewskiego zatytułowany "Polacy!
Obrzydliwe plemię", który ukazał się w tygodniku "Goniec" (Mississauga,
Kanada) 28 lipca 2006 roku.
Stare przysłowie mówi: Uderz w stół, a nożyce się odezwą! Zaledwie przegłosowano
w Sejmie projekt ustawy lustracyjnej z zapisem o karaniu oszczerstw o współodpowiedzialności
Polaków za zbrodnie nazistowskie, a już pojawiło się w związku z nim donośne
bicie na alarm. Znany liberał Wojciech Sadurski w obszernym tekście w "Gazecie
Wyborczej" z 31 lipca 2006 r. z furią protestuje przeciw niemu. Cóż, "Gazeta
Wyborcza" ma aż nadto czego się bać w przypadku ostatecznego zaakceptowania
ustawy z takim zapisem. Podobnie jak jej ulubieńcy z J.T. Grossem na czele!

Jak Gross deformuje fakty
Panegiryści Grossa typu dość szczególnego naukowca profesora (!) Piotra Wróbla
przemilczają to, że Gross ordynarnie fałszuje podstawowe fakty, wciąż zachowując
się jak hochsztapler i manipulator. Oto kilka jakże wymownych przykładów.
Na stronie 37 swojej książki kłamliwie pisze o 1600 Żydach zamordowanych
w Jedwabnem. Zamieszcza te tak fałszywe, zawyżone dane pomimo jednoznacznych
ustaleń IPN w czasie niepełnej ekshumacji w Jedwabnem. Dowiodły one, że w
Jedwabnem zamordowano ok. 300 Żydów, a więc ponad 5 razy mniej, niż podaje
Gross.
Typowym przykładem świadomego oczerniania Polaków przez Grossa jest umieszczenie
przez niego na obwolucie książki twierdzenia, jakoby "pogrom" w Kielcach
był "najkrwawszym pogromem europejskim w czasach pokojowych w dwudziestym
wieku". To ordynarne fałszerstwo zostaje powtórzone również na stronie
156 książki Grossa. Jak wiadomo, w 1946 r. w Kielcach zginęło 37 Żydów i 3
Polaków. Tymczasem w czterodniowym pogromie w Odessie w 1905 r. zamordowano
ponad 400 Żydów, a więc ponad 10-krotnie więcej (por. P. Johnson, Historia
Żydów, Kraków 1993,
s. 389; Najnowsze dzieje Żydów w Polsce, Warszawa 1993, s. 43). W pogromie
w Kiszyniowie w 1903 r. zamordowano blisko 45 Żydów, poraniono 600, ograbiono
1500 domów (według polskiej edycji Encyklopedii Britannica, t. 32, s. 390).
W czasie zorganizowanego przez nazistów w 1938 r. pogromu, tzw. nocy kryształowej,
zginęło 91 Żydów (Britannica, edycja polska, t. 29, s. 121).
Powielając kłamliwe tezy komunistycznej propagandy o rzekomych wielkich tłumach
antysemickich w Kielcach, Gross pisze na s. 94, że w "pogromie" uczestniczyła
jakoby jedna czwarta ludności Kielc [wówczas prawie 50-tysięcznego miasta –
J.R.N.]. W rzeczywistości "grupa osób znajdujących się na ul. Planty i
wokół budynku Komitetu Żydowskiego w apogeum swojej liczebności – po dojściu
na miejsce robotników – liczyła nie więcej jak 500 osób" (wg raportu prokuratora
K. Falkiewicza o umorzeniu śledztwa – por.: Wokół pogromu kieleckiego, Warszawa
2006, s. 480). Dodajmy, że podobne oceny liczebności tłumu były już znacznie
wcześniej definitywnie określone w latach 90. (np. w czasie śledztwa prowadzonego
przez sędziego A. Jankowskiego). Tym bardziej szokuje upór Grossa, wielokrotnie
zawyżającego faktyczną liczbę uczestników tłumu w imię swojej przyjętej z góry
tezy.
Na s. 81 Gross podaje, że w "pogromie" w Krakowie zginęło od jednej
do pięciu osób. Nie przeszkadza mu to w twierdzeniu już na następnej stronie,
za S. Hartmanem, że "pogrom" w Krakowie był straszniejszy niż pogrom
we Lwowie w 1941 r., gdzie zabito kilka tysięcy Żydów (!). Na s. 172 Gross
powtarza twierdzenia z wiersza Czesława Miłosza "Campo di Fiori",
opisującego wymyśloną przez poetę rzekomą radosną zabawę Polaków na karuzeli
przy murach getta, w którym płonęli mordowani przez Niemców Żydzi. Takiej radosnej
zabawy nie było i być nie mogło, choćby dlatego że karuzela była unieruchomiona
od początku pacyfikacji getta przez Niemców, jak stwierdzali autentyczni świadkowie
wydarzeń. Nie kto inny jak słynny kurier Polskiego Państwa Podziemnego Jerzy
Lerski pisał w swych wspomnieniach o "wózkach zastygłej w bezruchu karuzeli" (por.
omawiający te wspomnienia tekst W. Bartoszewskiego "Wierny krajowi", "Zeszyty
Historyczne", Paryż 1985, z. 71, s. 229). Co więcej, inny świadek ówczesnych
wydarzeń – wspomniany Władysław Bartoszewski – całkowicie potwierdzał faktograficzną
informację Lerskiego, akcentując: "Tak było! Karuzela była nieczynna od
chwili wybuchu walk w getcie" (tamże, s. 229). Przykłady różnych deformacji
faktów przez Grossa można by długo mnożyć. Powrócę do nich przy opisie poszczególnych
przekłamanych tematów.

Szkalowanie Kościoła katolickiego
Jadowitemu antypolonizmowi Grossa towarzyszą równie jadowite ataki na Kościół
katolicki w Polsce w dobie wojny i w pierwszych latach powojennych. Gross
zajadle szkaluje Kościół katolicki, przedstawiając go jako do cna przeżarty
antysemityzmem. Na s. 151 pisze wprost o "kanibalicznej teologii, jaka
sprawowała kontrolę nad umysłami polskiego kleru". Starannie przemilczając
rolę zorganizowanej pomocy polskich duchownych katolickich dla Żydów, Gross
tym skwapliwiej stara się maksymalnie przyczernić obraz stosunku Kościoła
katolickiego w Polsce do Żydów w czasie wojny. Na s. 46 pisze o wyrażanej
jakoby przez Kościół "antysemickiej ideologii". Na s. 140 dodaje,
że "polski kler był tak rażąco antysemicki". Na s. 261 zarzuca "fundamentalnie
antysemickiemu duchowieństwu" Polski, że dowiodło "swej niechęci
do wystąpienia i przeszkodzenia swej trzódce w zaangażowaniu po stronie nazistów".
Na tej samej stronie Gross twierdzi, że "ratujący [Żydów – J.R.N.] reprezentowali
małą mniejszość, poddawaną ostracyzmowi w ich własnym środowisku, podczas
gdy warstewka religijności cechująca polskie duchowieństwo była cienka, łatwo
rozpadała się na skutek uprzedzeń i chciwości, które podzielali wraz z przeciętnymi
ludźmi" (prejudice and greed, they shared with the common folk). Na
tejże 261 stronie Gross pisze, że reprezentanci Kościoła mogli zabronić swym
parafianom udziału w zabijaniu Żydów i że mogli to zrobić jakoby bez narażenia
życia. Jakby nie było w ogóle faktu zamordowania przez Niemców kilku tysięcy
polskich duchownych, w tym kilku biskupów. Gross twierdzi, że w każdym takim
regionie, gdzie nie słychać było głosu reprezentantów Kościoła w tej sprawie
[tj. mordowania Żydów – J.R.N.], Kościół stawał się "faktycznie wspólnikiem
w morderczych napaściach polskich katolików przeciwko ich żydowskim sąsiadom" (in
each district, where the voice of its representatives was not heard on this
issue, the Church become complitious in murderous assaults by Polish Catholics
against their Jewish neighbours).

Oczernianie kardynała Sapiehy
Gross zupełnie zaciera prawdziwy, a nieznany amerykańskim czytelnikom rzeczywisty
obraz sytuacji w okupowanej Polsce. Wystąpienia księży przeciwko mordowaniu
Żydów byłyby faktycznym samobójstwem w ówczesnej sytuacji, groziłyby natychmiastowym
aresztowaniem duchownych i ich straceniem. Dużo efektywniejsza była droga
ukrytej konspiracyjnej pomocy Żydom. Taka, jaką konsekwentnie realizował
w oburzający sposób oszkalowany przez Grossa metropolita krakowski, arcybiskup,
a od 1946 r. książę kardynał Adam Sapieha, jeden z największych polskich
duchownych XX wieku. Gross oszczerczo pisze, że kardynał Sapieha "podzielał
niechęć swych kolegów do Żydów" (s. 139), przytacza w odniesieniu do
niego epitet "antysemita" (s. 139). Przypomnijmy więc tu, że tak
oczerniony przez Grossa metropolita krakowski A. Sapieha był głównym organizatorem
potajemnej akcji pomocy Żydom w Małopolsce w czasie wojny. Autor głośnej
kilkutomowej książki "Polska walcząca 1939-1945" Jerzy Ślaski (Warszawa
1986, t. 3-4, s. 518) tak pisał o znaczeniu pomocy metropolity krakowskiego
dla Żydów: "Wzorem dla duchowieństwa był także w tym zakresie [pomocy
dla Żydów
– J.R.N.] metropolita krakowski arcybiskup Adam Sapieha, który wielokrotnie
apelował do Franka o zaprzestanie terroru wobec ludności żydowskiej, a gdy
apele pozostawały bez skutku, osobiście stanął na czele akcji ratunkowej. Zaopatrywał
Żydów w metryki, zlecał to duchowieństwu archidiecezji, otwierał przed nimi
wrota klasztorów, umieszczał żydowskie dzieci w prowadzonych przez zgromadzenia
zakonne internatach i sierocińcach. Prawą ręką arcybiskupa w tej pracy był
znany działacz społeczny i kaznodzieja, ks. dr Franciszek Machay […] w kościele
Najświętszego Sakramentu na krakowskim Zwierzyńcu".
O interweniowaniu metropolity krakowskiego A. Sapiehy w obronie Żydów u władz
niemieckich już w 1940 r. pisał m.in. żydowski lekarz, dyrektor żydowskiego
szpitala zakaźnego w getcie krakowskim Aleksander Biberstein w książce "Zagłada
Żydów w Krakowie" (Kraków 1985, s. 38). Niestety, jedyną reakcją na tę
interwencję było – jak pisze Biberstein, op. cit., s. 223 – uwięzienie w Oświęcimiu
trzech rabinów, którzy ośmielili się prosić o interwencję metropolity. Prawa
ręka Papieża Piusa XII mons. Tardini tak pisał w nocie z 18 maja 1942 r. o
wyjątkowo ciężkiej sytuacji arcybiskupa Sapiehy: "Aż do teraz biskup Krakowa
był wsparciem episkopatu i katolików: jego niezłomna i nieustraszona postawa
zyskała mu sympatię oraz szacunek wszystkich, ale jak było do przewidzenia,
ściągnęła na niego również ciosy Niemców, którzy otaczają go przez gestapo,
szpiegują go, ustawiają na niego pułapki, pozbawiają go, zamykając w więzieniu,
współpracowników: jednym słowem, tworząc wokół niego atmosferę duszenia się" (cyt.
za: P. Blet SJ, Pius XII i druga wojna światowa w tajnych archiwach watykańskich,
Katowice 2000, s. 141).
Pomimo tej atmosfery osaczania metropolita krakowski kontynuował tak niebezpieczną
akcję ratowania Żydów z Małopolski. O jego zasługach w tym względzie pisze
m.in. dr hab. Jan Żaryn w swej najnowszej pracy publikowanej w książce "Wokół
pogromu kieleckiego" (Warszawa 2006, IPN, s. 82): "Arcybiskup krakowski
wbrew zakazom niemieckim zezwalał swoim kapłanom na potajemne udzielanie chrztu
Żydom i fałszowanie metryk oraz interweniował osobiście w sprawie żydowskich
katolików. Zob. przede wszystkim 'Księga Sapieżyńska’, t. 1-2, red. J. Wolny,
Kraków 1982-1986. Por. najnowsza biografia kardynała: T. Pawlikowski: 'Kardynał
Sapieha’, Warszawa 2004, s. 82-86".
Według wspomnianego studium J. Żaryna (Wokół pogromu, s. 78): "Stosunek
Kościoła katolickiego do zagłady Żydów był, nie tylko w sferze deklaratywnej,
jednoznaczny. Kapłani, a także siostry zakonne (w tym ze zgromadzeń bezhabitowych)
nieśli pomoc ludności żydowskiej, modląc się, przemycając żywność do getta,
fałszując metryki chrztu św., wspierając materialnie uciekających, a przede
wszystkim przechowując dzieci żydowskie, np. podrzucane pod furtę klasztorną
przez prześladowanych rodziców". Żaryn zwraca uwagę (s. 81) na ryzyko
podejmowane przez zakony, gdyż cały dom zakonny odpowiadał przed Niemcami za
podjęcie przez siostrę przełożoną decyzji o ukryciu dziecka żydowskiego. To
groziło natychmiastową egzekucją osób duchownych ratujących Żydów.
Historyk Marek Jan Chodakiewicz pisał: "Ksiądz profesor Franciszek Stopniak
ustalił wstępnie, że w akcji pomocy Żydom brało udział 769 księży (w tym 17
biskupów), zakonnic i zakonników w 389 miejscowościach w Polsce. Historyk Ewa
Kurek uważa, że same zakonnice uratowały co najmniej 1,5 tysiąca dzieci żydowskich
w około 200 domach zakonnych" (por. M.J. Chodakiewicz, Żydzi i Polacy
1918-1955, Warszawa 2000, s. 306). Znamienne dla skrajnej tendencyjności Grossa
jest to, że całkowicie przemilcza fakt, iż niektórzy polscy duchowni i zakonnice
zapłacili życiem za pomoc Żydom w czasie wojny, przypomnijmy tu choćby postaci
beatyfikowanych przez Jana Pawła II trzech zakonnic:
E. Noiszewskiej, M. Wołowskiej i K. Staszewskiej, oraz ks. J. Pawłowskiego,
straconych przez Niemców za ratowanie Żydów (por. J. Żaryn, op. cit., s. 79).
Gross konsekwentnie przemilcza rozliczne świadectwa polskich Żydów i autorów
zagranicznych na temat pomocy Kościoła katolickiego w Polsce dla Żydów w dobie
wojny. Za to, jak zwykle wierny swej skrajnie tendencyjnej selektywności, wielokrotnie
przywołuje pełne zacietrzewienia opinie niechętnego wobec Kościoła katolickiego
w Polsce brytyjskiego ambasadora Victora Cavendisha-Bentincka (por. s. 138-139,
140, 141, 151, 152, 261).
A przecież w samej Wielkiej Brytanii Gross znalazłby wręcz przeciwstawne świadectwa,
choćby wyszłe spod pióra świetnego znawcy Polski Stewarta Stevena, autora głośnej
książki "The Poles" (Polacy). S. Steven pisał tam m.in.: "Kościół
zachowywał się z nadzwyczajną odwagą, pomimo tego, że nawet zakonnice i księża
nie byli wolni od prześladowań przez władze. Ustalono, że każdy klasztor w
Polsce zajmował się Żydami w swej okolicy ukrywając tysiące osób, głównie kobiet
i dzieci (…) Indywidualne akty heroizmu polskich duchownych są zbyt liczne,
by móc je wszystkie wymienić. Ojciec Andrzej Gdowski z Wilna nie tylko ukrywał
Żydów w swym kościele, lecz udostępnił im pokój odpowiednio zakonspirowany,
by mogli go używać jako swą synagogę. Ojciec Urbanowicz z Brześcia nad Bugiem
został rozstrzelany przez Niemców w 1943 roku za pomaganie Żydom. Rektor Akademii
Teologicznej w Warszawie został posłany za tę samą "zbrodnię" do
obozu koncentracyjnego w Majdanku, gdzie zmarł od tortur w październiku 1943
roku. Dziekan parafii w Grodnie i przeor zakonu franciszkańskiego zostali rozstrzelani
za pomaganie Żydom" (S. Steven, The Poles, New York 1982, s. 318-319).
Rozliczne przykłady polskich duchownych zamordowanych za pomoc Żydom możemy
znaleźć w niemal całkowicie przemilczanej w Polsce książce Wacława Zajączkowskiego "Martyrs
of Charity" ("Męczennicy miłosierdzia"), wydanej w 1988 r. w
Waszyngtonie w wydawnictwie Fundacji św. Maksymiliana Kolbe.
Tak szkalującemu polskich katolików Grossowi warto przypomnieć niezwykle piękne
i wzruszające wspomnienia wybitnego polskiego matematyka żydowskiego pochodzenia
Stefana Chaskielewicza "Ukrywałem się w Warszawie. Styczeń 1943 – styczeń
1945" (Kraków 1988). Na s. 171 swych wspomnień Chaskielewicz pisał: "Ukrywając
się zrozumiałem, jak głęboko humanitarna jest rola religii, jak bardzo nauki
Kościoła katolickiego wpływają na kształtowanie się tego, co najpiękniejsze
i najszlachetniejsze jest u ludzi wierzących. Tak jak w momentach krytycznych
większość ludzi nawet nie wierzących głęboko zwraca się o pomoc do Boga, tak
samo myśl o Bogu dyktuje im potrzebę pomagania bliźnim będącym w niebezpieczeństwie".
Gross wielokrotnie z tendencyjną selektywnością powołuje się na różne zapiski
w IPN-owskim wydawnictwie "Wokół Jedwabnego", by udowodnić swe uogólnienia
na temat siły antysemityzmu wśród Polaków na Podlasiu. Szkoda, że całkowicie
przemilcza znajdujące się tam również informacje o pomocy zagrożonym Żydom
ze strony miejscowych duchownych. Choćby np. następujące dane. Według relacji
Nachmana Rappa, w Grajewie "miejscowy ksiądz Aleksander Peza w czasie
codziennych mszy wzywał parafian do opamiętania, by nie współpracowali z Niemcami
i nie uczestniczyli w ich antysemickich prowokacjach". Zapłacił za to
życiem (por.: Wokół Jedwabnego, Warszawa 2002, t. I, s. 183). O pomocy dla
Żydów ze strony księży w różnych miejscowościach Podlasia czytamy również w
tym samym tomie na s. 119-122, 123, 124, 126, 127, 181, 197, 202, 207, 225,
409.

Szkalowanie opozycyjnego PSL i harcerstwa
Prawdziwie rzetelny badacz stosuje zasadę bardzo dokładnego sprawdzania informacji
faktograficznych, porównywania różnych źródeł odnoszących się do tego samego
tematu. Szczególnie mocno ta zasada musi się odnosić do informacji szokujących
i budzących podejrzenia co do ich wiarygodności. Dla Grossa nie ma jednak
żadnych informacji zbyt niewiarygodnych w odniesieniu do szkalowanych przezeń
Polaków. Wystarczy, by te informacje służyły jego podstawowemu celowi – podłemu
oczernienieniu Polaków jako narodu, maksymalnemu utytłaniu ich w błocie pomówień.
Skwapliwie sięga nawet do niczym nieudokumentowanych anonimowych doniesień,
byle tylko dowieść rzekomych ogromnych rozmiarów "dzikiego polskiego
antysemityzmu". Na przykład Gross bardzo chętnie korzysta z wywodzących
się z kręgów reżimowych najbzdurniejszych nawet pomówień na temat głównej
ówczesnej siły opozycyjnej – PSL. Bardzo wymowne pod tym względem jest przytoczone
przez Grossa na s. 225-226 omówienie zebrania około 1000 delegatów PSL, zgromadzonych
19 sierpnia 1945 r. w kinie "Raj" w Bochni. Zebrani, wg Grossa,
byli "lokalnymi aktywistami, elitą politycznej opozycji Stanisława Mikołajczyka".
Jak pisze Gross, "Anonimowy sprawozdawca przedłożył relację ze spotkania
do urzędu wojewódzkiego w Krakowie, pisząc co następuje: 'Z kolei trzeci
mówca (nazwisko nieznane) […] wystąpił z rezolucją, aby Żydów wypędzić
z Polski i zaznaczył również, że Hitlerowi należałoby podziękować za zniszczenie
Żydów (burzliwa owacja i aplauz)’" (s. 226). Tego typu szokujący opis
zawarty w meldunku wrogiego wobec PSL "anonimowego" informatora
nie jest poparty żadnym sprawdzeniem w jakimkolwiek innym źródle. Pomimo
tego jest on dla Grossa wyrazem "przytłaczającego popularnego uczucia
w kwestii żydowskiej" w ówczesnej Polsce (s. 225). Rzetelny badacz musiałby
uznać, że w przypadku prawdziwości cytowanego żydożerczego wystąpienia na
zebraniu PSL byłoby ono natychmiast nagłośniane we wszystkich reżimowych
tubach propagandowych jako koronny dowód skrajnego rasizmu i głupoty PSL.
Ciągle nagłaśniano by je także w propagandzie anty-PSL-owskiej kierowanej
na Zachód. To, że tego nie zrobiono, może dowodzić tylko jednego. Tego, że
cała informacja o tym dzikim antysemickim wystąpieniu została wyssana z palca.
Klimatowi oczerniania Polaków odpowiednio służy również przytoczone na s. 246
przez Grossa twierdzenie, że wielu pamiętnikarzy słyszało uwagę, iż Hitlerowi
należałoby zbudować w Polsce pomnik za pozbycie się większości Żydów. Gross
nie podaje na dowód konkretnego świadectwa ani jednego pamiętnikarza.
Za komunistami Gross przejmuje również oszczercze oskarżenia pod adresem ówczesnego
harcerstwa. Przypomnijmy, że było ono w pierwszych latach powojennych organizacją
nastawioną szczególnie silnie opozycyjnie do reżimu komunistycznego. W kwietniu
1946 r. tłumnie zgromadzona młodzież harcerska (ok. 15 tys. harcerzy) podczas
uroczystości w Szczecinie "Trzymamy straż nad Odrą" gromadnie zademonstrowała
swą niechęć do komunizmu i do usiłującego przemawiać B. Bieruta. 3 maja 1946
r. środowiska harcerskie masowo uczestniczyły w zabronionych przez władze obchodach
majowego święta narodowego. Nieprzypadkowo więc komunistyczna propaganda wystąpiła
po zbrodni kieleckiej z gwałtownymi oskarżeniami pod adresem harcerstwa, oskarżając
je o rzekomy masowy udział w tej zbrodni. Historyk Ryszard Śmietanko-Kruszelnicki
pisał, że w rezolucji kieleckich wojewódzkich komitetów PPR i PPS z 7 lipca
1946 r. oskarżających "reakcję" za "pogrom", dorzucono "wątek
harcerski", nie wiadomo na jakiej podstawie stwierdzając, iż w "pogromie" miał
miejsce "masowy udział młodzieży harcerskiej" (por. R. Śmietanko-Kruszelnicki, "Pogrom
w Kielcach – podziemie w roli oskarżonego", w: "Wokół pogromu kieleckiego",
IPN, Warszawa 2006, s. 29). Według Śmietanko-Kruszelnickiego: "Brak jednak
wiarygodnych dokumentów, które wskazywałyby na jakikolwiek zorganizowany udział
młodzieży harcerskiej w wydarzeniach kieleckich. Wydaje się, że jedynym logicznym
uzasadnieniem nagłaśniania 'wątku harcerskiego’ była chęć propagandowego wykorzystania
sytuacji do brutalnego zaatakowania (w ramach ogólnej nagonki na antysemicką
'reakcję’) jeszcze jednego środowiska starającego się zachować swoją niezależność,
a niechętnego władzy komunistycznej".
Gross bez skrupułów przejmuje jako rzekomo prawdziwe niczym nieudokumentowane
ataki propagandy komunistycznej przeciw ówczesnemu harcerstwu. Prezentuje je
w dwóch miejscach swej książki (na s. 72 i na s. 114). W pierwszym przypadku,
pisząc o rozpowszechnieniu antysemityzmu w polskich szkołach, powołuje się
na wspomniane już rezolucje wojewódzkich komitetów PPR i PPS, potępiające rzekomy "masowy
udział młodzieży harcerskiej w dniu pogromu" i "liczny udział harcerzy
w roli podżegaczy do ekscesów". Na s. 114 Gross cytuje fragment wspomnianej
rezolucji komitetów PPR i PPS stwierdzający, że: "Masowy udział młodzieży
harcerskiej w dniu pogromu dowiódł, że wychowanie tej młodzieży znajduje się
w rękach osób nieodpowiedzialnych, pielęgnujących wśród młodzieży nienawiść
rasową i religijną". Dalej Gross przypomina, że "Trzecie i ostatnie
zalecenie zawarte we wspólnej rezolucji wzywało do zawieszenia miejscowego
kierownictwa harcerskiego za liczny udział harcerzy w roli podżegaczy do ekscesów".
Gross dodaje do tego wszystkiego swój komentarz: "Najwidoczniej nastolatkowie
przyczynili się bardziej od ich ilościowego udziału do gorszącego widoku jednostek
w uniformach biorących udział w zabijaniu swych współobywateli. Rzucająca się
w oczy rola harcerzy w tych makabrycznych wydarzeniach była szczególnie niepokojąca,
ponieważ reprezentowali oni, że się tak wyrażę; formę czystości: jako 'ministranci’
narodu" (s. 114).
W związku z tymi uwagami Grossa warto przypomnieć cytowane już stwierdzenia
historyka R. Śmietanko-Kruszelnickiego, krytykującego fałsz komunistycznych
oskarżeń przeciw harcerstwu i komentującego: "Oskarżenie kieleckiego środowiska
harcerskiego o udział w zajściach antyżydowskich miało doprowadzić do podważenia
ideowego wizerunku organizacji tak zasłużonej dla Polskiego Państwa Podziemnego" (s.
55).
W swoich wywodach piętnujących "antysemickich" harcerzy Gross strzelił
sobie kolejnego kompromitującego samobójczego gola. Powołał się (s. 114) jako
na koronny dowód "antysemityzmu" harcerzy na przykład zachowania
16-letniego harcerza Kazimierza Redlińskiego. Był on oskarżony o wyrzucanie
Żydów z pociągu w ręce tłumu, który "rabował ich i zabijał, najczęściej
kamienując na śmierć". Otóż właśnie przypadek harcerza K. Redlińskiego
jest jednym z najbardziej skandalicznych przykładów wymuszania przez władze
torturami nieprawdziwych przyznań się do popełnionych rzekomo przestępstw.
Jak pisał na ten temat Śmietanko-Kruszelnicki (op. cit., s. 55): "Przypadek
szesnastoletniego harcerza Kazimierza Redlińskiego oskarżonego o udział w zajściach
4 lipca 1946 r. w pociągu relacji Lublin – Wrocław (na odcinku Kielce – Częstochowa)
udowodnił ponadto, że materiały śledcze sporządzone przez funkcjonariuszy UB
są zupełnie niewiarygodne dla odtworzenia wydarzeń w pociągu". Śmietanko-Kruszelnicki
przytoczył na s. 55 w przypisie do swego opracowania fragment z przesłuchania
świadka Kazimierza Redlińskiege w dniu 6 lipca 1994 r. tak opisującego przebieg
swego wcześniejszego brutalnego przesłuchania z lipca 1946 r.: "W czasie
przesłuchania bito mnie po twarzy i kazano mi siadać na odwróconym do góry
nogami taborecie (…) na jednej z tych nóg (…). W ten sposób wymuszono na
mnie przyznanie się do mojego udziału w zajściach antyżydowskich w pociągu.
Po kolejnym takim przesłuchaniu, gdy noga od stołka uszkodziła mi odbytnicę,
powiedziałem, że przyznam się do wszystkiego, czego chcą ode mnie. Nie pamiętam,
co wtedy mówiłem (…). Podczas rozprawy (…) odwołałem moje przyznanie się
do udziału w zajściach w pociągu (…) i powiedziałem, że do przyznania się
do tego zostałem zmuszony (…). Mimo tego stwierdzenia zostałem skazany (…)
na dwa lata więzienia z warunkowym zawieszeniem na trzy lata".

prof. Jerzy Robert Nowak

Kolejna część artykułu ukaże się w sobotę, 5 sierpnia

drukuj