Niemcy włączają się w kampanię w Polsce, chcąc wpłynąć na wynik niedzielnych wyborów
Fałszywe oskarżenia o tzw. aferę wizową, szantaż finansowy czy groźby pod adresem rządu Prawa i Sprawiedliwości. Tak Niemcy próbują włączyć się w kampanie w Polsce i chcą wpłynąć na wynik niedzielnych wyborów.
Korespondent niemieckiego „Die Welt” w Polsce na antenie Onetu podważał prace posłów do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.
– Jak rozmawiam z posłami Parlamentu Europejskiego i pytam, jak się zachowują Polscy posłowie, co oni tam w ogóle robią? To to, co słyszę, brzmi raczej jak sabotaż niż polityka – mówił Philipp Fritz, korespondent „Die Welt” w Polsce.
Rozmowa dotyczyła niemieckiego spojrzenia na wybory parlamentarne w Polsce. Dziennikarz przekonywał, że Polska ma potencjał do realizowania swoich interesów w Unii Europejskiej, ale woli atakować Berlin. Jeśli sabotażem nazywamy sprzeciwianie się niekorzystnym dla nas pomysłom, to oby tak dalej.
– Staramy się realizować jednak polskie interesy. Zostaliśmy wybrani w Polsce i mamy obowiązki polskie. To, że one są czasami sprzeczne z interesami niemieckimi, to trudno – mówił Zbigniew Kuźmiuk, poseł do Parlamentu Europejskiego.
Od kilku miesięcy politycy z Niemiec próbują zaangażować się w kampanię wyborczą w Polsce. Bruksela z Kijowem porozumiała się w sprawie ukraińskiego zboża ponad naszymi głowami. Przy dużym udziale Berlina. Niemiecki minister rolnictwa atakował m.in. polski rząd za udawaną solidarność z Ukrainą.
– Kiedy wam to pasuje, jesteście solidarni, a kiedy wam to nie pasuje, nie jesteście – zaznaczył Cem Ozdemir, minister rolnictwa i polityki żywnościowej Niemiec.
Polska pomoc dla Ukrainy jest umniejszana przy wielu okazjach. Posuwają się do tego też najważniejsi politycy w Brukseli.
– Pani Ursula von der Leyen podczas ostatniego wystąpienia – tzw. dorocznego – mówiąc o sprawie ukraińskiej ani razu nie powołała się na Polskę – zauważył Zbigniew Kuźmiuk.
Z kolei kanclerz Niemiec, Olaf Scholz, atakował Polskę za tzw. aferę wizową, której skala miała być bardzo duża.
Problem dotyczy tylko 268 nieprawidłowo wydanych wiz. Mimo to Parlament Europejski zdecydował się na wniosek Europejskiej Partii Ludowej – której szefem jest Niemiec Manfred Weber – zorganizować w Parlamencie Europejskim debatę o Polsce 3 października, na niecałe dwa tygodnie przed wyborami. Manfred Weber nie kryje się ze swoimi próbami wpływu na wynik wyborów w Polsce. W przeszłości mówił tak o obecnie rządzących.
„Jesteśmy jedyną siłą, która może zastąpić PiS w Polsce i poprowadzić kraj z powrotem do Europy. (…) Sformułowałem trzy warunki jakiejkolwiek współpracy: za Europą, za Ukrainą, za praworządnością. W ten sposób budujemy zaporę ogniową przeciwko PiS” – podkreślał Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej.
Do Polski wciąż nie trafiły środki na realizację Krajowego Planu Odbudowy. Wypłatę blokuje Komisja Europejska. Przewodniczy jej Niemka Ursula von der Leyen z Europejskiej Partii Ludowej, namaszczona na to stanowisko przez kanclerz Angelę Merkel. Komentarze niemieckich polityków przed wyborami w Polsce nie są przypadkowe.
– To jest próba wywierania nacisku politycznego. Ich wpływ na kampanie jest nie raz bezczelny. Chodzi tu o naciski finansowe i wypowiedzi polityków niemieckich – zauważył prof. Mieczysław Ryba, wykładowca Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Ogromny wpływ na opinię publiczną mają media w Polsce, kontrolowane przez kapitał niemiecki. Berlin korzysta z tego narzędzia bardzo ochoczo.
TV Trwam News



