Nie damy się zastraszyć! R. Bąkiewicz w „Naszym Dzienniku”: Ruch Obrony Granic nie jest już niszowym zrywem – to fenomen, który zmobilizował tysiące ludzi w całym kraju. To Niemców boli najbardziej
Mamy bowiem do czynienia z procederem, w którym to właśnie niemieckie służby, w sposób całkowicie bezprawny, przerzucają przez granicę do Polski dziesiątki, setki, a może i tysiące osób. To się dzieje tu i teraz. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to celowe działanie, przykrywające ich własne nadużycia. I nie skończy się to na słowach. Już podjęliśmy konkretne działania, a w najbliższym czasie złożymy zawiadomienia do prokuratury, wskazując na działanie zorganizowanej grupy przestępczej – uzbrojonej – która systematycznie łamie prawo na polsko-niemieckiej granicy – podkreślił Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Rafał Stefaniuk: Niemcy oskarżają Ruch Obrony Granic o nielegalne przerzucanie migrantów na ich terytorium. Jaki jest cel takich działań?
Robert Bąkiewicz: To nie tylko insynuacja – to bezczelne kłamstwo, które ma jeden cel: zrzucić odpowiedzialność z własnych służb i odwrócić uwagę od realnego problemu. Mamy bowiem do czynienia z procederem, w którym to właśnie niemieckie służby, w sposób całkowicie bezprawny, przerzucają przez granicę do Polski dziesiątki, setki, a może i tysiące osób. To się dzieje tu i teraz. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to celowe działanie, przykrywające ich własne nadużycia. I nie skończy się to na słowach. Już podjęliśmy konkretne działania, a w najbliższym czasie złożymy zawiadomienia do prokuratury, wskazując na działanie zorganizowanej grupy przestępczej – uzbrojonej – która systematycznie łamie prawo na polsko-niemieckiej granicy. I tak, mówimy tu o niemieckiej policji, która – w naszej ocenie – dopuszcza się czynów o charakterze kryminalnym. Polskie państwo, niestety, na razie milczy. Ale my tego nie odpuścimy. Bo o ile zarzuty formułowane wobec Ruchu Obrony Granic są groteskowe i nie mają żadnego pokrycia w faktach, to działania niemieckiej strony mają wszelkie znamiona zorganizowanego, systemowego łamania prawa. I to są twarde fakty, z którymi – prędzej czy później – ktoś w Berlinie będzie musiał się zmierzyć.
Chodzi o zastraszenie tych wszystkich, którzy mają odwagę powiedzieć „dość” i skutecznie stawiają opór polityce otwartych drzwi?
Ruch Obrony Granic nie jest już niszowym zrywem – to fenomen, który zmobilizował tysiące ludzi w całym kraju. To Niemców boli najbardziej. Bo jeśli ktoś zaczyna burzyć misternie budowaną narrację o „europejskiej solidarności migracyjnej”, to staje się niebezpieczny. A w Berlinie nie lubią, gdy ktoś wytyka im hipokryzję. Dlatego próbują ten głos uciszyć – metodą prostą, lecz nieuczciwą: atakiem, kłamstwem, manipulacją.
Niemcy komukolwiek postawili już oficjalnie zarzuty prawne?
Do tej pory – przynajmniej według mojej wiedzy – nikt nie usłyszał żadnych zarzutów. Trwa jednak typowa kampania medialna, która ma nas obrzydzić społeczeństwu i odebrać nam wiarygodność. Choć szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby Niemcy w końcu zdecydowali się na jakieś kuriozalne oskarżenia. Z docierających do nas sygnałów wynika bowiem jednoznacznie: nasze działania są dla nich wyjątkowo niewygodne. I nie chodzi tu wyłącznie o zablokowanie konkretnego kanału przerzutowego czy uderzenie w zorganizowany przemysł transferowania migrantów z terytorium Niemiec do Polski. Chodzi przede wszystkim o coś znacznie groźniejszego z ich punktu widzenia – o przebicie medialnej bańki i pokazanie Polakom, jak ten proceder wygląda naprawdę. A to przekłada się na wzrost społecznej świadomości i lawinowy sprzeciw wobec polityki migracyjnej, której twarzą w Polsce staje się rząd Donalda Tuska. Berlin to doskonale widzi. Dlatego potrzebuje narracji, w której to my jesteśmy groźnym marginesem, a nie ludźmi, którzy po prostu mówią głośno: „sprawdzam”. I choć dziś jesteśmy celem propagandowej ofensywy, jutro możemy się spodziewać próby użycia aparatu prawnego – nawet jeśli będzie to teatr absurdu.
Jakie konkretne działania podejmują Państwo na granicach?
Prowadzimy regularne patrole w rejonach przejść, gdzie dokumentujemy i monitorujemy działania niemieckich służb – szczególnie te, które noszą znamiona procederu przemytu. Mamy do czynienia z sytuacjami, w których migranci są albo przewożeni wprost przez granicę, albo dowożeni pod samą linię graniczną i zachęcani, by pieszo przekraczali ją w kierunku Polski. To relacje zebrane od samych migrantów, z którymi rozmawiamy na miejscu. Wielu z nich twierdzi, że zostali okradzeni przez niemiecką policję: odbierane są im dokumenty, telefony, wszystko, co mogłoby posłużyć polskiej stronie do identyfikacji ich tożsamości i trasy, którą dotarli do Europy. A najczęściej jest to szlak śródziemnomorski – przez Libię, Włochy, Grecję, a nie przez Polskę. Niemcom ewidentnie zależy na tym, żebyśmy nie byli w stanie tego zweryfikować, dlatego pozbawiają tych ludzi wszelkich śladów podróży. A potem, bez skrupułów, próbują przerzucać ich do Polski, twierdząc, że dotarli tu przez Białoruś. To nie jest ochrona granicy – to cyniczna gra w przerzucanie odpowiedzialności, w której ofiarą ma być Polska. I my to ujawniamy.
A gdy udaje się Państwu zidentyfikować grupę migrantów przerzuconą przez niemieckie służby na terytorium Polski, to jakie działania Państwo podejmują?
Nie mamy uprawnień do podejmowania decyzji administracyjnych, ale mamy prawo i obowiązek dokumentować te sytuacje i zgłaszać je odpowiednim służbom. W praktyce wygląda to tak, że informujemy Straż Graniczną oraz policję o pojawieniu się migrantów, przekazujemy, co wiemy, i naciskamy, by reagowano zgodnie z procedurami. A to nie jest łatwe, bo funkcjonariusze – choć w większości są profesjonalni i świadomi zagrożeń – znajdują się pod presją polityczną, by przymykać oczy na działania niemieckiej strony. Jeśli migranci są otwarci na rozmowę, tłumaczymy im, że mają prawo ubiegać się o azyl w Niemczech. Informujemy ich też o obowiązkach, które wynikają z ich obecności w Polsce.
W obliczu działań niemieckich władz i medialnej nagonki jakie są morale członków ROG? Pojawił się strach?
Wręcz przeciwnie. To nas tylko napędza. Jeśli niemiecka prasa – na czele z „Die Welt”, gazetą, która realizuje interesy niemieckiego rządu – publikuje teksty, które są atakiem na Ruch Obrony Granic, to znaczy, że nasze działania są skuteczne i niewygodne. A my w takich chwilach nie spuszczamy z tonu, tylko zwiększamy aktywność. Mobilizujemy służby, bo kiedy otrzymują od nas konkretne informacje – z datą, godziną, lokalizacją – nie mogą już odwracać wzroku. Zdarza się, że dzięki naszym interwencjom migranci zostają zawróceni na drugą stronę Odry. Dokumentujemy to w miarę możliwości, nagrywamy, archiwizujemy. I to realnie przynosi efekty.
Brutalny atak na młodą kobietę w Toruniu, którego sprawcą był obywatel Wenezueli, nie jest momentem, w którym trzeba zadać sobie fundamentalne pytanie: czy Polska może dalej ignorować ryzyko związane także z tą tzw. legalną migracją?
Mówię to nie od dziś. Problemem nie jest tylko nielegalna migracja – prawdziwe wyzwanie stanowi każda migracja, zwłaszcza z obszarów obcych kulturowo. To jest już kwestia nie przewidywań, ale faktów. Kraje, które przez lata przyjmowały migrantów z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej czy Ameryki Łacińskiej – nawet w ramach legalnej migracji – dziś zmagają się z eksplozją przestępczości, falą napaści seksualnych, radykalizacją, a miejscami wręcz upadkiem struktur społecznych. I co istotne – te statystyki nie dotyczą tylko nielegalnych migrantów. Mówimy o osobach, które otrzymały azyl, pozwolenie na pobyt, przeszły przez cały biurokratyczny labirynt, oswojonych przez system – przynajmniej w teorii. W praktyce ten model integracji zbankrutował z hukiem. To, co miało być pokojowym współistnieniem kultur, okazało się receptą na napięcia etniczne i społeczną destabilizację. I właśnie dlatego trzeba dziś głośno powiedzieć: Polska nie może powielać tych błędów. Nasze społeczeństwo ma prawo oczekiwać bezpieczeństwa, ładu, ciągłości kulturowej. A sytuacja w Toruniu – gdzie młoda kobieta padła ofiarą brutalnego ataku ze strony przybysza z Wenezueli – to może być przedsmak tego, co się stanie, jeśli nadal będziemy bezrefleksyjnie otwierać granice.
Do tego dochodzą realne napięcia związane z migracją z kierunków, które wydawały się nam „bliższe”, jak Ukraina czy Gruzja?
Również tu pojawiają się problemy z przestępczością, łamaniem norm społecznych, a nawet konfliktem kulturowym. Dlatego zamiast dalszego otwierania drzwi Polska potrzebuje przemyślanej, odpowiedzialnej i twardej polityki migracyjnej. Wyciągajmy wnioski z doświadczeń Zachodu, które próbowano ignorować z uwagi na poprawność polityczną. Tylko że za tę naiwność zaczęto płacić krwią. My nie możemy powielać tych błędów.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk/„Nasz Dziennik”



