[NASZ DZIENNIK] Zwycięstwo prof. Wojciecha Roszkowskiego
Sąd oczyścił prof. Wojciecha Roszkowskiego z zarzutów rzekomego obrażania dzieci poczętych metodą in vitro – informuje Urszula Wróbel na łamach „Naszego Dziennika”.
Pozytywny wyrok sądu zakończył ponad dwuletni proces, jaki historykowi wytoczyli rodzice dziecka poczętego metodą in vitro. Oskarżyli oni prof. Wojciecha Roszkowskiego, że na łamach szkolnego podręcznika do przedmiotu historia i teraźniejszość, którego jest autorem, rzekomo stygmatyzował dzieci urodzone po zastosowaniu tej metody. Za naruszenie dóbr osobistych pozwane zostało również wydawnictwo. Przypomnijmy, że fragment, który wywołał wściekłe oburzenie, pochodzi z rozdziału „Kultura i rodzina w oczach Zachodu” i wskazuje na zagrożenie cywilizacyjne w postaci eksperymentów medycznych na embrionach, które jest swoistym produkowaniem ludzi. W publikacji nie pada ani razu wyrażenie „in vitro”. Jak mówił na łamach „Naszego Dziennika” prof. Wojciech Roszkowski, w podnoszonym fragmencie nie chodziło nawet o samą procedurę in vitro, ale o znalezienie pretekstu do wymierzenia ataku na treści zawarte w publikacji.
– Ja napisałem o produkcji dzieci, ale nie użyłem określenia „in vitro”, bo nie miałem tego na myśli. Ale wydaje mi się, że w tym ataku na podręcznik nie chodziło o in vitro. Tym, co zaniepokoiło krytyków, był wyraziście przedstawiony komunizm ze wszystkimi jego zbrodniami, nadużyciami, kłamstwami itd. A to jest obecnie coraz mniej akceptowalne i warto się zastanowić, dlaczego dziedzictwo komunistyczne po upływie pokolenia od tak zwanego upadku komuny jest czymś godnym obrony – komentował w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Również prof. Mieczysław Ryba, politolog z KUL i AKSiM, nie ma wątpliwości, że powodem ataku na historyka nie było żadne naruszenie dóbr osobistych, ale fakt podważenia w podręczniku dwóch dogmatów najnowszej historii Polski i świata. Jeden dotyczy okrągłego stołu jako mitu założycielskiego III Rzeczypospolitej, a drugi wynika z rewolucji kulturowej mającej marksistowskie korzenie.
– Profesor Roszkowski napisał podręcznik pokazujący najnowszą historię Polski w krytycznym wydaniu, skrytykował cały ideologiczny ciąg opanowywania Polski i Europy. Rzucił też światło na proces kreowania się świata postkomunistycznego. A że ma ogromny autorytet, jest przecież autorem wielu podręczników historii najnowszej, celem ataku było nie tylko uderzenie w niego jako historyka, ale także uśmiercenie go w sensie cywilnym, jako właśnie ów autorytet. Dlatego w ten atak zaangażowały się nie tylko lewicowo-liberalne media, lecz także całe środowisko lewicowe – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Rozmówca podkreśla, że zmasowanie ataku w historyka miało nie tylko go zniszczyć.
– Ten atak miał wywołać efekt mrożący. Jeśli uderza się w tak wielki autorytet, w człowieka, który ma tak ogromną wiedzę i który potrafi z wielką przenikliwością obserwować współcześnie zachodzące procesy polityczne, robi się to po to, aby zaszantażować innych historyków, spowodować, że nie będą chcieli podejmować podobnych tematów – zaznacza.
Zniwelować amnezję
Profesor Mieczysław Ryba zwraca też uwagę, że atak prowadzony był równolegle z uderzeniem w samą ideę przedmiotu historia i teraźniejszość.
– Chciano zniszczyć szkolny przedmiot, który wprowadził prof. Przemysław Czarnek. A konkretnie: chciano zniszczyć przedmiot, który miał zniwelować amnezję naszego Narodu, zwłaszcza młodego pokolenia, które o „Solidarności”, o stanie wojennym, o czasach komunizmu wie naprawdę niewiele. A ta ich niewiedza wynika z tego, że w programach szkolnych na historię najnowszą nigdy nie było wystarczająco dużo miejsca. Ten arcyważny czas był przez lata traktowany marginalnie – ku uciesze obozu postkomunistyczno-liberalnego. Dlatego wejście do szkół podręcznika na wysokim poziomie merytorycznym i o wysokim walorze edukacyjnym musiało wywołać burzę – tłumaczy prof. Mieczysław Ryba.
Rozmówca, mimo że nie ma wątpliwości co do miałkości zarzutów stawianych autorowi podręcznika do HiT, akcentuje, że wyrok, jaki zapadł w tej sprawie, jest sukcesem, zwycięstwem sprawiedliwości, ale jednocześnie nie był do końca oczywisty.
– Obecna władza pokazała nam to już wielokrotnie, że do sądu nie idzie się dziś po sprawiedliwość, tylko po wyrok. Dlatego ten wyrok świadczy głównie o tym, że ani Donald Tusk, ani Waldemar Żurek, ani Adam Bodnar nie mają pełnej władzy nad polskimi sądami. Zdarzają się wyroki będące poza kontrolą tej demokracji walczącej – przyznaje.
Sprawę komentuje również Artur Górecki, który w latach 2020-2023 pełnił funkcję pełnomocnika ministra edukacji i nauki ds. podstaw programowych i podręczników oraz dyrektora Departamentu Kształcenia Ogólnego i Podstaw Programowych.
– Cały kontekst uderzenia w przedmiot, jakim była historia i teraźniejszość, czyli we wprowadzenie do polskiej szkoły realnej edukacji obywatelskiej i historycznej, dotyczył najnowszej, prawdziwej historii i odwrócenia liberalno-lewackiej narracji. Podręcznik prof. Roszkowskiego stał się takim „chłopcem do bicia”, mimo że tak jak wszystkie inne podręczniki przeszedł procedurę dopuszczeniową, czyli uzyskał pozytywne opinie rzeczoznawców, na podstawie których minister dopuszcza podręcznik do użytku szkolnego – wyjaśnia.
Wskazuje, że zdecydowano się na wykorzystanie in vitro do zaatakowania prof. Roszkowskiego, ponieważ nie doszukano się żadnych uchybień proceduralnych dotyczących wydania podręcznika.
– Nie znaleziono nic, co można by wykorzystać, dlatego zdecydowano się na atak na innym poziomie. In vitro zostało przez atakujących historyka ukazane w sposób wykoślawiony. Oni dopatrywali się w sformułowaniu o produkcji ludzi, o której pisał, powiązania z in vitro. To wszystko zostało użyte do ataku w historyka, ale nade wszystko do uderzenia w sam przedmiot – wyjaśnia Artur Górecki.
Dodaje, że mimo pozytywnego werdyktu sądu ideolodzy, którzy walczyli z przedmiotem, ostatecznie doprowadzili do tego, że zniknął on ze szkolnego planu lekcji.
– Nie tylko zniknął, ale w jego miejsce pojawiała się edukacja obywatelska ze swoim ideologicznym podejściem. Mamy więc do czynienia z realizowaną w sposób systemowy i programowy edukacją o przynależności Polski do struktur ponadnarodowych, czyli Unii Europejskiej, i jednocześnie z rozmyciem wszystkiego, co związane jest z tożsamością narodową, z chrześcijaństwem. Odchodzi się od właściwego zdefiniowania rodziny, Narodu na rzecz ideologicznych konstruktów, jak ponadnarodowość. Dlatego w tym sensie atak ideologów się powiódł. Jednak mam nadzieję, że wyrok sądu jest sygnałem dla myślącej części społeczeństwa, że jest to zwycięstwo ideologów zbudowane na kłamstwie, a więc kruche, niewiarygodne – stwierdza Artur Górecki.
Urszula Wróbel/Nasz Dziennik




