fot. pixabay.com

„Nasz Dziennik”: Zadbajmy o rozwój młodzieży

Nie możemy kształcić ludzi w oderwaniu od wymiaru ideowego, ludzi obojętnych na Polskę i Kościół, albo w ogóle im wrogich. Ich umiejętności nie mogą być skierowane, jak to się dzieje na wielu uczelniach, w oczekiwaną, propagowaną przez różne ośrodki stronę. Dlatego idea mecenatu, skierowanego wobec WSKSiM, jest ważna z tego względu, że jeśli trafi do instytucji, która jest godna zaufania i jest kompetentna, to może ona na większą skalę i skuteczniej wychowywać nowe pokolenia, które będą rzeczywiście służyły Polsce i Kościołowi – powiedział prof. Piotr Jaroszyński, filozof z KUL, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

***

„Nasz Dziennik”: W czasie pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR zaapelował szczególnie do polskich przedsiębiorstw, aby włączyły się w regularne wspieranie Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Dlaczego warto zostać mecenasem WSKSiM?

Prof. Piotr Jaroszyński: Finansowy system funkcjonowania szkolnictwa wyższego w Polsce nie wypełni należycie oczekiwań i potrzeb uczelni w zakresie tego, co jest potrzebne w prawidłowym rozwoju studenta. Oczywiście, funkcjonuje system różnych grantów i dotacji. Ale on jest schematyczny, a poza tym wciąga uczelnie w niekończący się system biurokratyczny, który w jakiejś mierze paraliżuje działania naukowe i zniechęca do nich, ponieważ zdobycie jakichkolwiek środków i później ich rozliczanie jest niezwykle trudne i czasochłonne.

Jednym słowem naukowcom rzuca się kłody pod nogi i wiąże w pewien sposób uczelnie.

Wykładowcy zamiast poświęcać się pracy naukowej i edukacyjnej tracą czas na wypełnianie kwestionariuszy. Od tej strony system jest niefunkcjonalny. Dlatego też, jeżeli mamy do czynienia z uczelnią, która jest na wysokim poziomie naukowym i edukacyjnym, jak również ideowym, do której mamy zaufanie, to należy ją wspierać. Jeżeli ma również ambicję kształcenia nie tylko specjalistów, ale również ludzi ideowych, tzn. że te umiejętności, jakie zdobędzie młodzież, zostaną wykorzystane w sposób odpowiedni po to, aby społeczeństwo w coraz większym stopniu mogło się rozwijać. I dlatego też taki apel ma sens, ponieważ ani szkoła nie wygeneruje potrzebnych środków finansowych, ani nie zrobi tego system państwowy.

Wsparcie WSKSiM to zatem dbanie o rzetelne i katolickie wychowanie młodych ludzi. Uczelnia, dysponując odpowiednimi środkami, doskonale wie, jak najskuteczniej je zagospodarować.

Tam gdzie mamy do czynienia z instytucją, która zna swoje potrzeby i wie, jaka powinna być droga rozwoju młodego człowieka, to ona sobie doskonale poradzi. Nie możemy kształcić ludzi w oderwaniu od wymiaru ideowego, ludzi obojętnych na Polskę i Kościół, albo w ogóle im wrogich. Ich umiejętności nie mogą być skierowane, jak to się dzieje na wielu uczelniach, w oczekiwaną, propagowaną przez różne ośrodki stronę. Najlepszym tego przykładem jest właśnie ofensywa nowej lewicy idąca przez uczelnie, gdzie często od strony formalnej, instytucjonalnej wszystko jest w porządku. Ale pytanie, kogo taka uczelnia wychowa. Wychowa wrogów Kościoła i Polski.

Dlatego ta idea mecenatu, skierowanego wobec WSKSiM, jest ważna z tego względu, że jeśli trafi do instytucji, która jest godna zaufania i jest kompetentna, to może ona na większą skalę i skuteczniej wychowywać nowe pokolenia, które będą rzeczywiście służyły Polsce i Kościołowi.

W obecnej formule kształcenia zagubiono idee, które dawniej przyświecały uczelniom.

W edukacji podmiotem jest człowiek, w tym przypadku student. Uczelnie nie mogą uczyć tylko samych umiejętności w oderwaniu od podmiotu, człowieka, który tę umiejętność zdobywa, ani też od osoby, do której skierowana jest ta umiejętność. Nie można się obyć bez kultury humanistycznej, która wkracza do edukacji na poziomie wyższym. Skąd taki inżynier czy lekarz może wiedzieć, że człowiek jest osobą? Tego w szkołach się nie uczy. Dlatego pojawia się problem, że mamy specjalistów, ale oni nie wiedzą, kim są, komu służą i po co to robią. Uczelnia, która obok kierunków zawodowych dysponuje programem humanistycznym, pozwala nadrobić te zaległości, czy nawet deformacje pojawiające się na innych uczelniach czy w innych programach nauczania. A to nie zawsze może zawierać się w ramach metod finansowania szkolnictwa, zwłaszcza wyższego. Wówczas powstaje luka, którą formalnie trudno jest wypełnić, zwłaszcza że np. w gremiach oceniających wnioski o granty uczestniczą ludzie z dawnego układu, nieżyczliwi chrześcijańskiej idei człowieka. I tym bardziej będą odrzucać wnioski, motywując to np. tym, że nie spełniają one kryteriów i w konsekwencji brakuje im wymaganej punktacji.

Obecnie w szkołach wyższych dominują ideologie, które godzą w człowieka. Jak się temu przeciwstawić?

Obrona kształcenia humanistycznego na uczelniach – takiego, w którego centrum leży człowiek pojmowany jako osoba – jest dla nas nieustannym zadaniem. Różne zagrożenia czy braki są ciągle obecne. W końcu ile mamy takich uczelni katolickich o wyraźnym personalistycznym profilu w Polsce? Bardzo mało. A jak spojrzymy na uczelnie państwowe, to widzimy, że w programach jest gender czy LGBT. To są poważne zagrożenia dla prawidłowego rozwoju studentów, którzy mogą nie wiedzieć, o co w tym chodzi, z uwagi na pojawiające się pokrętne nazwy czy kombinacje terminów obcojęzycznych. Uczelnie w swej naiwności albo pod presją ekonomiczną będą zatem odchodzić od kultury personalistycznej na rzecz edukacji na szczeblu wyższym pojętej w sposób czysto instrumentalny, funkcjonalny, albo nawet już z domieszką bardzo groźnych ideologii, o których wspomniałem.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik/Zenon Baranowski

drukuj