[NASZ DZIENNIK] Konsekwencje nielegalnej migracji
W Niemczech nastąpił znaczny wzrost przestępstw popełnianych przez migrantów – przypomina red. Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”.
Oficjalne statystyki niemieckiej policji nie pozostawiają złudzeń: w 2024 roku odnotowano aż 217 277 przestępstw z użyciem przemocy – to wzrost o 1,5 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Ale prawdziwe trzęsienie ziemi kryje się w trendzie pięcioletnim – przemoc w Niemczech wzrosła aż o jedną piątą.
– I nie, to nie jest przypadek, to nie są anomalie społeczne, to efekt polityki prowadzonej z pełną świadomością konsekwencji, której twarzą jest była kanclerz Angela Merkel – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Bogdan Musiał, ekspert od polityki Niemiec.
Liczby są jednoznaczne – w przypadku przestępstw z użyciem przemocy odsetek podejrzanych, którzy są obcokrajowcami, wzrósł do 41,8 proc., przy czym rok wcześniej wynosił 41,1 proc.
– Niekontrolowany napływ ludności spoza Europy to nie problem polityczny – to problem cywilizacyjny. Jeśli nie zrozumie tego klasa rządząca, jeśli nie zareaguje ponad partyjnymi podziałami, to przegra nie tylko wybory – przegra przyszłość kontynentu – mówi „Naszemu Dziennikowi” Andrzej Maciejewski, politolog.
Dane dotyczące przestępstw seksualnych są jeszcze bardziej alarmujące. W ciągu roku odnotowano ich wzrost o 9,3 proc. Uszkodzenia ciała – o 2,4 proc. Zabójstwa i próby zabójstw – wzrost o 0,9 proc.
– Przemoc seksualna, kradzieże, napaści – coraz częściej pojawiają się tam, gdzie masowo i bez planu sprowadzano migrantów. To nie jest żadna teoria spiskowa. To jest prosta obserwacja poparta danymi – akcentuje Jacek Ozdoba, poseł do Parlamentu Europejskiego.
I jeśli ktoś naiwnie wierzy, że Polska będzie wyjątkiem od tej reguły, to – jak twierdzi Jacek Ozdoba – niech lepiej przygotuje się na bolesne przebudzenie.
W samym tylko 2024 roku zanotowano 29 014 przestępstw z użyciem noża. Ponad 7 proc. wszystkich aktów przemocy. To pierwszy raz, gdy tego typu ataki uwzględnione są jako oddzielna kategoria statystyczna.
– W niemieckiej debacie funkcjonuje już pojęcie kultury noża (Messerkultur). To tylko pokazuje, jak dużym problemem są ataki z użyciem tego narzędzia, których dopuszczają się osoby wywodzące się ze środowisk migrantów i uchodźców – wyjaśnia prof. Bogdan Musiał.
Każdego roku ministerstwo spraw wewnętrznych Niemiec i konferencja ministrów spraw wewnętrznych, a więc organ zrzeszający ministrów krajów związkowych, przedstawiają oficjalne statystyki policyjne dotyczące wszelkiego rodzaju przestępstw.
Od lat debata na temat przestępczości w Niemczech była zamykana w szufladce politycznej poprawności. O pewnych sprawach się nie mówiło, innych wręcz nie wolno było nazywać po imieniu.
– Kiedy rozważano, czy podawać imiona i nazwiska sprawców, nikt głośno nie przyznawał, że problemem nie jest forma informacji, ale jej treść – a ta często wskazywała na pochodzenie sprawców, głównie z kręgu muzułmańskiego – podkreśla prof. Bogdan Musiał.
To, co się działo, było i nadal jest rezultatem decyzji politycznych – przede wszystkim kanclerz Angeli Merkel i jej fatalnego w skutkach „wir schaffen das”.
– Niemieckie pojęcie „wir schaffen das”, czyli dosłownie „damy radę” lub „poradzimy sobie”, zyskało szczególne znaczenie w kontekście politycznym i społecznym w Niemczech, a odnosi się do kryzysu migracyjnego i jego konsekwencji – akcentuje prof. Bogdan Musiał.
Niemcy sobie nie radzą
Kanclerz Angela Merkel pierwszy raz użyła zwrotu „wir schaffen das” 31 sierpnia 2015 r. podczas konferencji prasowej w Berlinie, podczas której podsumowywała swoją wizytę w obozie dla uchodźców w Dreźnie. W czasie tej konferencji musiała skonfrontować się z krytyką i protestami przeciwników jej polityki migracyjnej. Wówczas odpowiedziała: „Zrobiliśmy już tak wiele – poradzimy sobie z tym”.
– Statystyki pokazują, że Niemcy sobie nie radzą. Mamy do czynienia z niepokojącym trendem, który nie jest przypadkiem ani efektem „lepszej wykrywalności”. Mówiąc wprost: robi się coraz bardziej brutalnie. Fakty nie kłamią. I choć wielu próbowało – zaklinać rzeczywistości już po prostu się nie da – zwraca uwagę Andrzej Maciejewski.
Najnowsze niemieckie statystyki policyjne nie pozostawiają złudzeń: w 2024 r. odnotowano 217 277 przestępstw z użyciem przemocy – to o 3178 więcej niż rok wcześniej, czyli wzrost o 1,5 proc. A gdy cofniemy się o pięć lat, skala problemu robi się jeszcze poważniejsza – liczba takich przestępstw wzrosła o blisko 20 proc.
Z informacji policji wynika, że rok do roku wzrosła też liczba przestępstw seksualnych – o 9,3 proc.
– Co mają powiedzieć Niemki, które padły ofiarą napaści? Albo Francuzki, które codziennie mierzą się z realnym zagrożeniem? To nie są statystyczne byty – to konkretne kobiety, które zapłaciły za polityczną ślepotę – wskazuje Jacek Ozdoba.
Policja niemiecka informuje również o wzroście przemocy w niemal każdej kategorii. Uszkodzenia ciała – o 2,4 proc. Zabójstwa i próby zabójstw – o 0,9 proc.
– Dzisiejsze Niemcy to kraj, w którym niebezpieczeństwo staje się codziennością – zwłaszcza dla kobiet. I to nie jest przesadzone zdanie – to tylko kropka nad i w całej tej opowieści o rozpadzie bezpieczeństwa w modelowej dotąd Europie. Mit o bezpiecznych Niemczech czy Szwecji można włożyć między bajki – akcentuje Jacek Ozdoba.
I choć lewica w Polsce próbuje jeszcze tłumaczyć statystyki tym, że Skandynawia czy Niemcy „mają dokładniejsze definicje przestępstw seksualnych”, to umówmy się – to tylko zasłona dymna.
– Czas przestać przykrywać fakty ideologią – zauważa poseł do Parlamentu Europejskiego.
Od lat problemem w Niemczech są ataki z użyciem noża. Po każdym tego typu ataku, gdy jeszcze dojdzie do śmierci ofiary, wybucha medialna histeria. Niemniej jednak słowa potępienia, które padają z ust polityków, nie wpływają na ogólną poprawę sytuacji. Po tragedii w Solingen w Nadrenii Północnej-Westfalii, do której przyznało się Państwo Islamskie (IS), gdy nożownik zabił trzy osoby, rząd w Berlinie zakazał noszenia noży na imprezach masowych. W 2024 r. aż 7,2 proc. aktów przemocy popełniono z użyciem noża. W sumie odnotowano aż 29 014 tego typu przestępstw. Ponad połowa z nich to były ataki, reszta groźby.
– Zapamiętajmy termin „kultura noża”, bo wkrótce może stać się powszechny także w Polsce – podkreśla prof. Bogdan Musiał.
Prawda wygląda brutalnie
– A gdy w Niemczech nożownik atakuje, to politycy robią wszystko, by nie powiedzieć, kim był sprawca. Nie migrant, tylko „mieszkaniec Niemiec”. Taka gra słów to nic innego jak cenzura – świadome zaciemnianie obrazu rzeczywistości. A prawda wygląda brutalnie: przestępczość rośnie, a jej geografia i przyczyny są znane. Tylko trzeba mieć odwagę, by o nich mówić – tłumaczy Jacek Ozdoba.
To właśnie ślepe oddanie ideologicznym dogmatom doprowadziło Europę do miejsca, w którym dziś się znajduje.
– Jeśli chcemy wyjść z tego labiryntu, musimy odrzucić slogany i spojrzeć na dane. Tylko wtedy zobaczymy prawdziwy obraz – i może jeszcze będzie czas, by zawrócić – proponuje Andrzej Maciejewski. Jak ocenia, nie widać ani jednego poważnego planu na to, by przywrócić Europie bezpieczeństwo.
– Nie będzie łatwo. Od 2015 r. mamy do czynienia z falą migracyjną, której nikt nie kontroluje. A do tego dochodzi kompletnie martwy układ z Schengen – strefa bez kontroli, ale też bez odpowiedzialności. To wszystko wymaga czasu. Wymaga odwagi. I powrotu do zasad, które kiedyś gwarantowały Europie spokój – nie ma wątpliwości politolog.
Strefy bezprawia
Wydaje się, że będzie tylko gorzej. Przemoc staje się coraz bardziej powszechna wśród dzieci i młodzieży w Niemczech. W statystykach dotyczących aktów przemocy wśród podejrzanych było o 11,3 proc. więcej dzieci niż w roku 2023.
– Ale spójrzmy na konkretne miejsca: są dzielnice, są miasta, które de facto stały się strefami bezprawia. W Hanowerze okolice dworca kolejowego zamieniły się w teren, gdzie wieczorny spacer oznacza igranie z losem. Berlin? Przypomina pole minowe. Bawaria, Nadrenia Północna-Westfalia, nawet Badenia-Wirtembergia – wszędzie, gdzie powstały większe skupiska migrantów, wzrasta zagrożenie. Policja może mówić o działaniach, o patrolach, o kontrolach, ale rzeczywistość bije po oczach – obrazuje prof. Bogdan Musiał. Jak dodaje, to już nie margines – to codzienność.
Opublikowano również oficjalne dane dotyczące wniosków o azyl w Unii Europejskiej w I kwartale tego roku. Niemcy nie są już pierwszym wyborem migrantów. W tym okresie liczba wniosków o azyl w Niemczech spadła o 41 proc., do 37 387. Najwięcej wniosków złożono we Francji – 40 871, i w Hiszpanii – 39 318. Najmniej na Węgrzech – 22 wnioski, i w Słowacji – 7.
– Co to znaczy? Niemcy przerzucają problem na innych. Wykorzystują procedury, granice, manipulacje formalne – wszystko po to, by ograniczyć napływ. Ale nie zrezygnowali z samego modelu – tylko go eksportują – przypomina Andrzej Maciejewski.
Efekt?
– Polska staje się krajem, do którego zawracają migrantów, którzy chcieliby u nich złożyć wnioski o azyl. A po wyborach prezydenckich grozi nam powtórka z niemieckiego scenariusza – ostrzega prof. Bogdan Musiał.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik



