PAP/EPA

Napięta sytuacja w Armenii

Nikol Paszynian, przywódca antyrządowych protestów w Armenii, nie został wybrany na stanowisko premiera. Opozycjoniście zabrakło ośmiu głosów. W tej chwili trwa kampania obywatelskiego nieposłuszeństwa. Erywań jest dosłownie sparaliżowany.

Aby zostać szefem rządu, Nikol Paszynian potrzebował przynajmniej 53 głosów w 105-mandatowym parlamencie. Takiego wyniku oczekiwali jego zwolennicy, którzy spędził dzień na stołecznym placu Republiki.

Tak się jednak nie stało. Za jego kandydaturą opowiedziało się 45 deputowanych, co wywołało wielkie oburzenie wśród Ormian.

Wcześniej poparcie Nikolowi Paszynianowi obiecała rządząca Partia Republikańska, której przywódca Serż Sarkisjan musiał ustąpić ze stanowiska premiera po tygodniach masowych protestów. Wczoraj wieczorem rządząca partia zdecydowała się jednak nie popierać kandydatury opozycjonisty.

Nikol Paszynian nie zamierza się poddawać. Wczoraj wezwał swych zwolenników do rozpoczęcia ogólnokrajowej kampanii nieposłuszeństwa obywatelskiego. Dziś w całej Armenii rozpoczął się strajk generalny. Protestujący blokują drogi, dworce kolejowe i lotniska.

Nikol Paszynian to nadzieja dla Ormian, którzy buntowali się przeciw przedłużeniu rządów Serża Sarkisjana, który po dwóch kadencjach prezydenckich został premierem. To za jego rządów z trzymilionowego kraju wyemigrowało 305 tysięcy osób. Przyczyną jest pogłębiająca się zapaść gospodarcza. Według oficjalnych danych 29 procent ludności kraju żyje poniżej granicy ubóstwa, a pracownicy sektora publicznego zarabiają przeciętnie 47 000 dramów, czyli około 100 dolarów, podczas gdy płaca minimum to równowartość 120 dolarów.

TV Trwam News/RIRM

drukuj