Napięcia w koalicji rządzącej
Co dalej ze Zjednoczoną Prawicą? O sytuacji w Porozumieniu dyskutowało w piątek kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości. Napięcia w koalicji rządzącej wykorzystuje opozycja.
Trwa spór o przywództwo w Porozumieniu. Europoseł Adam Bielan uważa, że zarząd partii, rozszerzony w październiku 2020 r. na wniosek Jarosława Gowina, został uzupełniony niezgodnie ze statutem. W związku z tym nie uznaje on decyzji podejmowanych przez ten zarząd. Ponadto – jak powiedział Adam Bielan – trzyletnia kadencja Jarosława Gowina upłynęła w 2018 r. i przekonywał, że to on pełni obowiązki szefa partii jako przewodniczący Konwencji Krajowej Porozumienia. Zaprzecza temu Jan Strzeżek, wicerzecznik Porozumienia.
– Nic się absolutnie nie zmienia. Prezesem Porozumienia jest Jarosław Gowin. Mamy 15 parlamentarzystów w Sejmie, wielu radnych wojewódzkich, wielu burmistrzów, samorządowców. Cały czas jesteśmy częścią składową Zjednoczonej Prawicy – przekonywał Jan Strzeżek.
Dodał, że jeśli Zjednoczona Prawica jest zagrożona, to jedynie przez Adama Bielana.
– Rzeczywiście od jakiegoś czasu próbuje zniszczyć jedność Zjednoczonej Prawicy. Już raz mu się to udało – w 2007 r. odsunął prawicę od władzy, ale tym razem mu się to nie uda – zaznaczył wicerzecznik Porozumienia.
5 lutego decyzją krajowego sądu koleżeńskiego Adam Bielan oraz poseł Kamil Bortniczuk zostali wykluczeni z Porozumienia, a powodem miało być wielokrotne łamanie statutu partii. Porozumienie zdecydowało także o wykluczeniu kolejnych ośmiu polityków, w tym trzech członków rządu: ministra Michała Cieślaka, wiceministrów Zbigniewa Gryglasa i Jacka Żalka, którym wycofano rekomendacje. Krzysztof Sobolewski, szef komitetu wykonawczego Prawa i Sprawiedliwości, pytany w Polskim Radiu o usunięcie z rządu trzech ministrów, podkreślił, że PiS nie przewiduje jak na razie takiego scenariusza.
– W tej chwili ci wiceministrowie są powołani, pełnią swoją funkcję i nic nie zapowiada, aby miało być inaczej – oznajmił Krzysztof Sobolewski.
Tymczasem popołudniu kierownictwo PiS zebrało się na Nowogrodzkiej, by omówić między innymi sytuację w Porozumieniu.
– Nasi koalicjanci muszą mieć świadomość, że znowu w sytuacji nasilającej się pandemii, gdy chcemy przedstawić założenia naszego programu gospodarczego na najbliższe miesiące, my nie będziemy w kółko zajmować się ich problemami, więc najwyższy czas, żeby się ich problemy skończyły – zwracał uwagę Ryszard Terlecki, przewodniczący klubu PiS.
Także wyborcy partii rządzącej oczekują zgody w Zjednoczonej Prawicy, a nie ciągłych konfliktów – zauważył politolog Michał Siekierka.
– W odbiorze opinii publicznej kwestia, kto jest prezesem Porozumienia, a kto nie jest, to kwestia personalna, która nie interesuje większości wyborców. A jeżeli właśnie wokół niej będą koncentrowały się działania rządu, to PiS jak i cała Zjednoczona Prawica będzie swoje poparcie zatracać – tłumaczył politolog.
Tymczasem iskrzy także na linii Solidarna Polska – Prawo i Sprawiedliwość. Spór dotyczy unijnego funduszu odbudowy. Solidarna Polska przeciwna jest ratyfikacji. Druga oś sporu dotyczy kandydata na prezydenta Rzeszowa. Solidarna Polska widzi na tym stanowisku wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, natomiast PiS chciałoby tam mieć swojego kandydata. „Apele o wspólnego kandydata na prezydenta Rzeszowa nie przekonały kolegów z PiS, ale mam nadzieję, że przyjdzie refleksja” – podkreślił Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, lider Solidarnej Polski.
– Wybraliśmy racjonalne rozwiązanie. Pan minister Warchoł nie będzie kandydatem Solidarnej Polski. Będzie kandydatem obywatelskim z poparciem pana prezydenta Ferenca i wszystkich sił, które zdecydują się udzielić mu takiego mandatu poparcia. Chciałbym wierzyć, że racjonalnie zachowa się też Prawo i Sprawiedliwość i takiego poparcia udzieli człowiekowi, którego bardzo dobrze zna, swojemu koledze przecież – wyjaśnił Zbigniew Ziobro.
Pojawia się pytanie, czy kolejne spory zostaną zażegnane, czy też zagrożą istnieniu Zjednoczonej Prawicy. Politolog dr Paweł Momro podkreślił, że Zjednoczona Prawica mogłaby wiele stracić, rezygnując z koalicji.
– Sam Zbigniew Ziobro przyznał otwarcie, że wyjście z koalicji jego ugrupowania oznaczałoby przedwczesne wybory i bardzo prawdopodobne przejęcie rządów przez radykalną lewicę, przez koalicjantów Platformy Obywatelskiej. Świadomość i układ sił, jaki jest obecnie w koalicji, niemalże gwarantuje, że będą to jakieś wstrząsy, jakieś spory, natomiast będą one zażegnywane – mówił dr Paweł Momro.
Z wewnętrznego konfliktu u koalicjanta Prawa i Sprawiedliwości cieszy się opozycja, która tylko czeka na rozpad prawicowej koalicji, by przejąć władzę.
TV Trwam News



