PAP/Radek Pietruszka

Minister B. Kempa rozmawiała z ambasador Jemenu o pomocy humanitarnej

O pomocy humanitarnej poszkodowanym w wyniku konfliktu zbrojnego w Jemenie rozmawiała we wtorek minister Beata Kempa z ambasador tego kraju w Polsce Mervat Mojali.

Minister ds. pomocy humanitarnej podkreśliła, że pomoc ofiarom konfliktu w Jemenie jest, obok wsparcia dla ludności Syrii i Sudanu Południowego, najbardziej palącą kwestią na świecie. Kempa poinformowała, że podczas spotkania z ambasador Mervat Mojali omawiano przede wszystkim sprawę pomocy głodującym dzieciom.

Minister Kempa poinformowała, że polskie organizacje takie, jak Polska Misja Medyczna czy Polska Akcja Humanitarna „starają się już udzielać pomocy”. Podkreśliła, że potrzebne jest im wsparcie dyplomatyczne i finansowe.

W ocenie Beaty Kempy najbardziej skuteczną pomoc niosą nie wielkie organizacje humanitarne, ale mniejsze organizacje pozarządowe, które działają bezpośrednio wśród osób poszkodowanych w wyniku konfliktów zbrojnych. Podkreśliła, że niesienie pomocy potrzebującym jest wyjątkowo trudne i niebezpieczne.

Polska w odpowiedzi na apel Jemenu w ubiegłym roku przekazała 2 mln złotych na rzecz programu żywnościowego.

We wtorek Polska Akcja Humanitarna zaapelowała o pomoc dla mieszkańców Jemenu. W komunikacie przekazanym PAP, PAH poinformowała, że na pierwsze działania pomocowe przeznacza 400 tys. złotych.

„Przedłużający się konflikt zbrojny sprawia, że pomocy potrzebuje coraz więcej osób. Trzy czwarte populacji cierpi z powodu braku żywności. Mieszkańcy zmagają się także z epidemią cholery. Zniszczone ostrzałem systemy kanalizacyjne oraz brak dostępu do nieskażonych źródeł wody powodują błyskawiczne rozprzestrzenianie się choroby, która nieleczona może zabić w ciągu kilku godzin. W kraju pracuje tylko połowa szpitali i przychodni. Wszystkie są przepełnione, stale brakuje w nich leków, sprzętu i personelu” – czytamy w apelu.

Wojna w Jemenie toczy się od końca 2014 roku. Oficjalnie szacuje się, że w jej wyniku zginęło 10 tys. ludzi, jednak coraz częściej mówi się o liczbie nawet pięć razy większej. Strony konfliktu nie przestrzegają żadnych praw, bomby spadają na dzielnice mieszkalne, szkoły, szpitale i bazary. Od ostrzału ginęły też dzieci przewożone w autobusach szkolnych, goście weselni i żałobnicy idący w konduktach.

PAP/RIRM

drukuj