fot. PAP/EPA

Minął rok od referendum, które doprowadziło do aneksji Krymu

Dziś mija rok od referendum, które doprowadziło do przyłączenia Krymu do Rosji. Zachód i Kijów potępiają aneksję jako złamanie prawa międzynarodowego. Moskwa przedstawia ją jako sprawiedliwość dziejową.

Podczas dzisiejszego posiedzenia w Brukseli, ministrowie spraw zagranicznych państw Unii Europejskiej mają przyjąć wspólne oświadczenie o nielegalnym zaanektowaniu Półwyspu Krymskiego.

Rok temu, 16 marca 2014 r., na Krymie odbyło się referendum, które doprowadziło do oderwania półwyspu od Ukrainy i przyłączenia go do Rosji.
Dwa dni po referendum, w którym przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej poparło 97 proc. głosujących, prezydent Rosji Władimir Putin podpisał stosowny traktat, przez co należący do Ukrainy półwysep i Sewastopol stały się oficjalnie częściami państwa rosyjskiego.

Moskwa długo zaprzeczała, że jej żołnierze uczestniczyli w inkorporacji Krymu. Jednak w filmie dokumentalnym „Krym. Droga do ojczyzny”, nadanym w niedzielę przez rosyjską telewizję państwową, Putin przyznał, że nakazał podjęcie przygotowań do przyłączenia Krymu jeszcze przed referendum, kilka godzin po odsunięciu od władzy ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Zdradził też, że Rosja w wypadku problemów z Krymem była przygotowana do postawienia w stan gotowości bojowej swoich sił nuklearnych.

Od rosyjskiej aneksji Krymu życie na półwyspie zmieniło się pod wieloma względami. Wzrosły pensje, emerytury i jakość świadczeń socjalnych, ale także bezrobocie i ceny. Ucierpiała również krymska branża turystyczna, która przed kryzysem była najważniejszym – obok rolnictwa – filarem miejscowej gospodarki.

Zakazane zostało organizowanie jakichkolwiek zgromadzeń i używanie ukraińskich symboli. W mediach niedeklarujących lojalności wobec nowej ekipy pracuje niewielu dziennikarzy.

W piątek rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa przeszukała mieszkania bliskich dwóch proukraińskich dziennikarek gazety internetowej „Centrum Dziennikarstwa Śledczego”. Według jej redaktorki, przeszukanie mogło mieć związek z niedawnym materiałem o mieszkańcach Krymu walczących w Donbasie przeciw prorosyjskim separatystom i ich nadziejach na powrót półwyspu do Ukrainy.

Na Krymie publiczna dyskusja o takich tematach jest obecnie uznawana za separatyzm – przestępstwo karane nawet pięcioma latami więzienia.

Represje dotykają też krymskich Tatarów, tradycyjnie podejrzliwie nastawionych do Rosji. Na poważne naruszenia praw człowieka na Krymie wskazuje m.in. raport Rady Europy. Mowa w nim o przeprowadzanych przez uzbrojonych ludzi przeszukaniach w muzułmańskich instytucjach religijnych, biurach, a nawet domach przedstawicieli tatarskiej mniejszości. Wielu prominentnym przedstawicielom Tatarów krymskich zakazano wjazdu na Krym.


TV Trwam News/ RIRM

drukuj