Mieszkańcy Głogowa i Nowej Soli zmagają się z falą powodziową
Fala powodziowa jest już w województwie lubuskim. Z powodzią walczą mieszkańcy Głogowa i Nowej Soli. Tymczasem na terenach, gdzie wielka woda opada, rozpoczęło się szacowanie strat rzędu miliardów złotych. Pojawiają się też pilne prośby o osuszacze, których brakuje w wielu miejscach.
Fala powodziowa dotarła do Głogowa. Miasto i okoliczne tereny wchodzą w kulminacyjny etap walk z wielką wodą. Doszło już do lokalnych podtopień. Część mieszkańców została ewakuowana z terenów zalewowych. Z relacji mieszkańców wynika, że z godziny na godzinę nurt Odry przyspiesza. Woda podmyła trakcje kolejowe w mieście.
Trwa walka o zabezpieczenie budynków na historycznym Ostrowie Tumskim, nisko położonej najstarszej dzielnicy Głogowa. Obecny stan Odry to 686 centymetrów – poinformował prezydent miasta Rafael Rokaszewicz i dodał, że wielka woda zbliży się wielkością do tej z 1997 roku.
– Myślę, że ten stan 702 cm, bardzo duży i niebezpieczny, bo tylko 10 cm niższy od powodzi w 1997 roku, uda nam się wszystkim opanować – zaznaczył Rafael Rokaszewicz.
W godzinach wieczornych fala kulminacyjna uderzy w Nową Sól w województwie lubuskim – 20 km od Zielonej Góry. Tam wielkość fali uderzeniowej ma być porównywalna z tą z 1997 roku. Mieszkańcy Nowej Soli całą noc przygotowywali się na nadejście żywiołu.
Z kolei z terenów, gdzie schodzi wielka woda, rozpoczyna się szacowanie strat. W samym woj. dolnośląskim mają one wynieść niemal 4 mld złotych. Nie są to jeszcze pełne szacunki, bo – jak podkreślił wiceprezes OSP w Ołdrzychowicach Kłodzkich, Mateusz Cybulski – wielu rzeczy nie udało się uprzątnąć.
– Nie jestem w stanie procentowo określić, jak to wygląda, ale sami mogą Państwo określić (przyglądając się budynkom), jaki jest ogrom strat – wskazał Mateusz Cybulski.
Z terenów powodziowych napływają alarmy o braku osuszaczy, czyli kluczowego w tym momencie sprzętu. Pomoc zadeklarowały państwa unijne w ramach mechanizmu ochrony ludności. W najbliższych dniach RARS ma dostać 10 tys. sztuk dodatkowych osuszaczy zza granicy. Ale to może nie wystarczyć, dlatego premier poprosił o dodatkowy sprzęt włodarzy poszczególnych województw.
– Mówię o tych województwach, które nie są w potrzebie. Proszę dać znać, tak żeby RARS mogła dalej rozdysponować te osuszacze – apelował premier Donald Tusk.
Bez osuszaczy powodzianie nie będą w stanie przywrócić swoich domów i miejsc pracy do ponownego użytku. Trwa walka z czasem, ponieważ prognozy pokazują spadek temperatur blisko zera w najbliższych nocach. Dlatego równie ważną kwestią jest przywrócenie pełnej elektryczności, co według wiceministra aktywów państwowych, Marcina Kulaska, ma przebiegać sprawnie.
– Tauron, bo to jest największa firma, która współpracuje na południu Polski, w tej chwili przywrócił prąd do ponad 90 proc. miejsc – poinformował Marcin Kulasek.
Tak rzeczywiście może być w większych miastach, jednak wiele miasteczek i wsi nadal pozostaje odcięta od świata, tak jak wieś Żelazno obok Kłodzka. Do takich miejsc docierają przede wszystkim wolontariusze.
– Kto tu pomaga? Jakby nas nie było … ci ludzie są przeszczęśliwi, jak nas widzą. Ja z moją ekipą procujemy w fabryce kapci, butów. Bez nas te magazyny dalej stałyby [w wodzie-red.] może jeszcze przez tydzień, bo jest tylko dwóch-trzech żołnierzy z WOT-u, którzy gdzieś tam chodzą i coś wynoszą – relacjonował Robert Wrzosek, wolontariusz z Wrocławia.
Na terenach objętych stanem klęski żywiołowej mieszka ponad 360 tys. uczniów, którzy uczęszczali do ponad 2700 placówek edukacyjnych. W szczytowym momencie powodzi zawieszone w użytkowaniu było ponad 600 placówek. Sytuacja ma się poprawiać – zapewniła wiceminister edukacji, Katarzyna Lubnauer i dodała, że dla części uczniów resort przygotował wyjazdy na tzw. zieloną szkołę.
– Obecnie do bardzo wielu z tych szkół nauka wraca. Natomiast około 200 placówek to są placówki w jakiś sposób podtopione, w związku z czym ta nauka wolniej będzie do nich trafiać. Chcielibyśmy też, aby część dzieci mogła wyjechać np. ze względów psychicznych, ale również po to, aby rodzice w spokoju mogli sprzątać domy – wyjaśniła Katarzyna Lubnauer.
Jak komentował poseł Konfederacji, Michał Wawer, wszystkie te kwestie są ważne, ale w chaosie komunikacyjnym rządu giną dwie kluczowe kwestie – jasne reguły pomocy w odbudowie nieruchomości i biznesu na zalanych terenach.
– Obie te rzeczy są trochę w tle deklaracji Ministerstwa Edukacji, że będą zielone szkoły, deklaracji ministra finansów, że będzie tam kasy fiskalne wysyłał – zwrócił uwagę Michał Wawer.
Premier Donald Tusk zapowiada program „Odbudowa Plus”.
– W sytuacji, w której będziemy musieli uruchomić miliardy złotych i euro do odbudowy terenów popowodziowych, ta sytuacja po powodzi musi być lepsza nie tylko od tej po zniszczeniach, ale musi być też lepsza od tej przed powodzią – stwierdził Donald Tusk.
Czekamy na konkretne kwoty i mechanizmy przyznawania odszkodowań – ocenił zapowiedzi premier poseł Suwerennej Polski, Michał Wójcik.
– Mogę powiedzieć, że jedyne, co Donald Tusk dzisiaj przygotował, to 2 mld złotych z budżetu. Oczywiście [Tusk – red.] ściemniał w kwestii dotyczącej pomocy Unii Europejskiej, bo przecież to są pieniądze, które już otrzymaliśmy, więc niczego nowego nie dostaniemy – zwrócił uwagę Michał Wójcik.
Stanem klęski żywiołowej objętych jest 749 miejscowości, które zamieszkuje niemal 2,5 mln osób. Liczenie strat zajmie jeszcze sporo czasu, ponieważ takie miasta jak Lądek-Zdrój czy Bystrzyca Kłodzka nadal zajmują się usuwaniem szkód.
TV Trwam News



