Macierzyństwo a miłość małżeńska

W czasach swobody dokonywania aborcji, stosowania antykoncepcji i sztucznego zapłodnienia dziwnie wygląda pamiętanie o Dniu Matki. Czyżby macierzyństwo obejmowało w swoim sensie także te antymacierzyńskie praktyki?

Jeśli zatem media, politycy i niektórzy naukowcy na co dzień je popierają, to przypomnienie sobie pod koniec maja o godności bycia matką jest niekonsekwencją. Może ona uruchomić przebudzenie sumień. Inaczej bowiem przyjdzie nam doświadczyć epoki opisanej w powieści Aldousa Huxleya „Nowy wspaniały świat”. Jest to totalitarny świat bez rodziny, ojców i matek. Słowo „ojciec” jest tu odbierane jako komiczne, a słowo „matka” jako wstydliwe. Już znamy przedsmak tej epoki, skoro dla polskiej kobiety macierzyństwo to zazwyczaj jednorazowy epizod, pewnie o smaku goryczy, skoro nie decyduje się na powtarzanie tego doświadczenia.

Pewnie ten współczesny lęk przed macierzyństwem to także owoc doświadczenia męskiej słabości i zawodności, bo przecież „bycie matką” jest nierozłącznie związane z intymną relacją z mężczyzną. Należy negatywnie ocenić tzw. macierzyństwo zastępcze traktowane jako „usługa”, którą odpłatnie lub nieodpłatnie (w formie np. adopcji prenatalnej) można realizować bez miłosnego związku z mężczyzną. Z rozumieniem tego sensu „macierzyństwa” mają dzisiaj jednak problemy zarówno zwolennicy, jak i niektórzy przeciwnicy „macierzyństwa zastępczego”. Widoczne to było podczas debaty „Jak uregulować kwestię macierzyństwa zastępczego” zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Bioetyczne w 2009 roku (do lektury w internecie). I tak, zdaniem prezesa tego Towarzystwa (prof. dr hab. Włodzimierz Galewicz „Zastępcze macierzyństwo a zakaz czysto instrumentalnego traktowania osób”), „instrumentalizm” (w sensie potraktowania drugiej osoby jako tylko środka do własnego celu) „nie jest cechą swoistą dla matek zastępczych, lecz jest postawą znacznie powszechniejszą, by nie rzec ogólnoludzką”. Wyprowadza się stąd wniosek, iż „jest to chyba trochę nie fair, jeżeli zastępcze matki potępia się za to, że nie czynią zadość temu wymaganiu”, czyli wymaganiu „personalnej miłości”. Owa „personalna miłość” do własnych dzieci to zaś „kochanie ich dla nich samych”, do czego jakoby nie mieli być zdolni także „normalni rodzice”, którzy „pragną mieć dzieci, aby się nimi cieszyć – aby doświadczyć radości rodzicielstwa”. To postawienie znaku równości pomiędzy „macierzyństwem zastępczym” a macierzyństwem będącym owocem miłości oparte jest jednak na błędnym założeniu, iż pragnienie rodzicielstwa to tylko pragnienie, aby „cieszyć się dziećmi”. Oczywiście i z tego ostatniego, tylko „instrumentalnego” powodu niekiedy podejmuje się rodzicielstwo, a w szczególności macierzyństwo. Z pewnością jednak nie jest to właściwy, „na miarę” człowieka powód. Macierzyństwo (ew. rodzicielstwo) to istotny element miłości małżeńskiej polegającej na daniu siebie wzajemnie przez małżonków, daniu siebie poprzez życiodajną moc ludzkiego ciała, a zatem miłości wyrażanej poprzez obustronny, dla siebie wzajemnie, dar „naszego” dziecka. Taki dopiero kontekst czyni w pełni osobowym macierzyństwo i ojcostwo. Błędem zatem w sporze na temat „macierzyństwa zastępczego” jest odrywanie ludzkiego rodzicielstwa od osobowego sensu miłości małżeńskiej i sprowadzanie macierzyństwa i ojcostwa do swoich subiektywnych pragnień, w tym także pragnienia potomstwa, wobec którego to pragnienia własne dziecko jest tylko w pozycji „instrumentalnej”, czyli w pozycji tylko środka do celu. To nie wystarczy, aby w pełni rozumienia – i konsekwentnie – świętować Dzień Matki.

Marek Czachorowski

drukuj