M. Ryba: Wyciąganie polskich spraw na zewnątrz zawsze kończy się tragicznie
„Mentalność tzw. kosmopolityczna uznaję, że kiedy nam się rząd nie podoba, bo jakaś procedura została złamana, to można szukać rozwiązań dla polskich spraw za granicą” – mówił prof. Mieczysław Ryba, porównując realia, jakie panowały w I Rzeczypospolitej w czasie uchwalenia Konstytucji 3 Maja do tych nam współczesnych.
Prof. Mieczysław Ryba – w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja tłumaczył, że pewna procedura została niedopełniona również przy uchwalaniu Konstytucji 3 Maja. Złamano wówczas demokrację szlachecką, ale dzięki temu wzmacniano siłę państwa polskiego. W tym kontekście historyk pytał, co jest ważniejsze czy traktowanie wszystkich procedur, jako „świętych”, czy jednak polska Niepodległość.
– Niektórzy mówią „święta” procedura, bo przecież my już dzisiaj nie rządzimy to niech nas obca potęga, obca moc, do tej potęgi, czy do tej władzy w kraju przywróci. Zawsze się to kończy źle i tą mądrość z historii trzeba wyciągać – podkreślał wykładowca WSKSiM.
Prof. Mieczysław Ryba, w związku z 225. rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja wskazywał, jakie jest podobieństwo sytuacji politycznej w Polsce z obecnych czasów do tej w XVIII w.
– Podobieństwo jest zawsze, ponieważ geopolityka się nie zmienia, ciągle jesteśmy położeni między Niemcami, a Rosją, wtedy Niemcy były reprezentowane przez państwo pruskie. […] Geopolityka i to porozumienie niemiecko-rosyjskie wisiało gdzieś nad nami. Był pewien błąd, który towarzyszył środowiskom patriotycznym w czasie Konstytucji 3 Maja. Polegał on na tym, że zaufano Prusakom. Uważano, że to będzie ten sojusznik, który obroni Konstytucję. […] Tymczasem ten sojusznik zdradził nas w sytuacji kluczowej i był głównym współarchitektem kolejnych dwóch rozbiorów – mówił, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL.
Historyk zaznaczał, że oprócz sytuacji wokół Polski ważna była wówczas – i jest obecnie – również sytuacja wewnątrz naszego kraju.
– Spór zasadniczy, jaki się wówczas kształtował w środowiskach politycznych Polski, oprócz kwestii ideologicznych, […] jeśli weźmiemy pod uwagę wewnętrzne stosunki polskie. Pojawił się podział na środowisko patriotyczne i środowisko nazwijmy to umownie: kosmopolityczne. A więc takie, które widziało w czynnikach politycznych zewnętrznych siłę, która ma prawo i powinna regulować wewnętrzne stosunki w państwie – podkreślał historyk.
Wykładowca zwrócił uwagę, że Konstytucja 3 Maja – gdyby trzymać się drogi ściśle legislacyjnej – została uchwalona bez zachowania wszystkich niezbędnych procedur.
– Gdyby był wówczas Trybunał Konstytucyjny, prezes Rzepliński to pewnie by załamywał ręce. Ale pamiętajmy, że Konstytucja była uchwalona w momencie, kiedy Rosja zaangażowana w wojnę z Turcją, czyli była względnie słaba. Konstytucja została uchwalona nade wszystko po to żeby usprawnić aparat państwowy w Polsce, żeby umożliwić Polsce wybicie się na suwerenność – podkreślał historyk.
Prof. Ryba wskazywał, że tak naprawdę w I Rzeczypospolitej tej suwerenności nie było już od początku XVIII w. Polska stała się wówczas pewnym narzędziem w rękach polityki obcych dworów. To one starały się ugrać u nas swoje interesy, między sobą walczyły o wpływy. Rzecząpospolitą traktowano, jako kawał sukna, którą się rozszarpuję może nie, wprost, ale przez różne zakulisowe działania.
– Z jednej strony mamy Konstytucję 3 Maja, a z drugiej strony konfederację targowicką. Targowica wzywała obcy dwór, czyli carycę Katarzynę do tego ażeby prawa szlacheckie, prawa obywatelskie w Polsce uchronić przed zamachem konstytucyjnym. Konstytucję uznawano, jako rodzaj zamachu stanu na wolności szlacheckie, na prawa szlacheckie. To prawda, że wezwanie obcego dworu skutkowało wojną polsko-rosyjską i kolejnymi rozbiorami. Druga prawda, to to, że ci, którzy zdradzili Rzeczpospolitą później byli nikim w tych relacjach wewnętrznych u państw zaborczych, bo już nie mieli nawet, kogo w tej skrajnej sytuacji zdradzić – analizował historyk.
Prof. Ryba zauważał, że „targowica” stała się pewną symboliką zdrady. Ale w przekonaniu targowiczan ich działanie było ratunkiem dla Rzeczypospolitej. Natomiast to Powstanie Kościuszkowskie stało się symbolem bronienia konstytucji, czy obrony niepodległości Polskiej. To było starcie tego, co zwiemy suwerennością i tego, co zwiemy kosmopolityzmem.
– Trzeba pamiętać, że w XVIII w. carycę Katarzynę i Petersburg niektórzy Polacy uważali za swój dom ojczysty. Zresztą targowiczanie później mówili o tym, że była obietnica, że państwo Polskie przetrwa, że będą w Ojczyźnie coś stanowić. Caryca odpowiadała im wtedy, że: „Ojczyzna wasza jest teraz tutaj w Petersburgu”. Niektórzy w sposób płynny przeszli od Ojczyzny do tzw. „Ojczyzny” – zaznacza prof. Mieczysław Ryba.
Historyk podkreślał, że to wielki kłopot, kiedy pomyli się to, co jest rzeczywiście Ojczyzną, z tym, co jest tylko pewnym oszustwem. Skutkuje to według niego daleko idącymi konsekwencjami.
– Pamiętajmy, nie tylko dla tych, którzy taki błąd lub taką zdradę popełnili, ale to skutkuje potem również na wiele pokoleń. Dzisiaj to się wielokrotnie podnosi. Ta sytuacja z XVIII w. to nie jest ani pierwszy ani ostatni przypadek, gdzie niektóre nasze czynniki polityczne szukały za granica wsparcia. Takie działania miały miejsce również w wielu innych przypadkach. Tak było przez cały okres PRL. […] Rzeczywiście była to inna ideologia – totalitarna – ale tam wszystko rozstrzygało się za granica. Wcześniej był Potop Szwedzki, podczas którego też niektórzy uważali, że chaos, który jest w Polsce i słabe rządy można naprawić, bo „idzie Karol Gustaw idą Szwedzi i to będzie nasz nowy król”. Zawsze takie typu myślenie okazywało się katastrofą dla całej naszej Ojczyzny – mówił profesor.
Te wszystkie wydarzenia jak podkreślił historyk powinny uczyć, że są pewne kanony polityki polskiej, m. in. do tych kanonów należy zaliczyć to, że sprawy wewnętrzne należy rozważać wewnątrz, a nie na zewnątrz kraju.
– Ktoś powie, ale przecież za czasów Jaruzelskiego szukało się pomocy na zachodzie. Tak mówią tzw. KOD-owcy, czy Platforma Obywatelska. Na zachodzie szukaliśmy pomocy, kiedy gen. Jaruzelski wprowadził Stan Wojenny, ale to była inna sytuacja. Stan Wojenny był w czasie, kiedy Polska była pod obcym panowaniem. Obcej potęgi w sensie państwowym i obcej ideologii. […] Natomiast dzisiaj mówimy o niepodległej Rzeczypospolitej, która wciąż jest – podkreślał kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL.
Prof. Mieczysław Ryba apelował na zakończenie, aby uczyć się na błędach, jakie w przeszłości popełniali nasi przodkowie. Gdy nie będziemy tego robić to historia lubi się powtarzać, a źle by było gdybyśmy tą z zaborami musieli przeżyć ponownie.
Całość rozmowy w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [tutaj]
RIRM
