fot. PAP/Artur Reszko

M. Błaszczak o zmarłym strażaku: Etos służby miał za najwyższą wartość 

Służył innym, etos służby miał za najwyższą wartość – tak o 26-letnim ogniomistrzu Przemysławie Piotrowskim, który w czwartek zginął w akcji gaszenia pożaru w Białymstoku, mówił na pogrzebie strażaka szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

Msza św. pogrzebowa za ogniomistrza Przemysława Piotrowskiego odbyła się przed południem w kościele pw. Niepokalanego Serca Maryi na białostockich Dojlidach. Była koncelebrowana m.in. przez kapelanów straży pożarnej z całego kraju. Zmarły zostanie pochowany na pobliskim cmentarzu katolickim przy ul. Suchowolca.

„Żegnamy człowieka odważnego, człowieka ofiarnego, dzielnego, młodego. Przed nim stało całe życie, zarówno osobiste jak i zawodowe” – mówił minister Błaszczak w wystąpieniu na zakończenie żałobnego nabożeństwa.

Nawiązując do przysięgi składanej przez strażaków, iż będą ratowali życie, zdrowie ludzkie oraz mienie nawet z narażeniem własnego zdrowia i życia, Błaszczak mówił, że „ta przysięga kilka dni temu się wypełniła”. Był wierny tej przysiędze, służył innym, etos służby miał za najwyższą wartość – mówił o zmarłym szef MSWiA.

Po południu odbędzie się pogrzeb drugiego strażaka – ogniomistrza Marka Giro, który spocznie na cmentarzu rzymskokatolickim k. miejscowości Dzikie. Jego pogrzeb poprzedzi Msza św. w białostockim kościele św. Kazimierza Królewicza.

Strażacy zginęli na służbie w miniony czwartek wieczorem, w czasie akcji gaszenia w Białymstoku pożaru budynku magazynowego na terenie dawnych zakładów mięsnych PMB. W środku przechowywano m.in. plastikowe elementy sztucznych kwiatów i opony. Według dotychczasowych ustaleń, w parze weszli do środka, by rozpoznać sytuację. Po wejściu po stalowych schodach na wyższą kondygnację, przy słabej widoczności i dużym zadymieniu znaleźli się na podwieszanym suficie, który się pod nimi zawalił.

Mieli 26 i 29 lat; obaj pracowali w jednostce ratowniczo-gaśniczej nr 1 PSP w Białymstoku. Mieli blisko 4-letni staż w straży pożarnej. Obydwaj zostali pośmiertnie awansowani na stopień ogniomistrza.

PAP/RIRM

drukuj