Kultura solidarności

Plaga bezrobocia w Europie dosięgła już dziesiątki milionów ludzi i ich
rodziny. Jako jeden z najważniejszych problemów współczesności ucieka jednak z
pola widzenia, bo jest spychana na dalszy plan. Dzieje się tak dlatego, że
politycy, a zwłaszcza media przyjęły bankocentryczny punkt widzenia. Zalewają
nas informacjami, ile stracą banki na bankructwie Grecji i zawałowej sytuacji w
strefie euro. Winę przerzucają na tych, którzy żyli ponad stan na kredyt,
oskarżając ich o niefrasobliwość i nieodpowiedzialność. Natomiast nie
dostrzegają winy pazernych banków, które pożyczały pieniądze, choć miały
świadomość, że kredytobiorcy nie będą w stanie ich spłacić. Wiedziały, co robią,
bo obecny system jest tak skonstruowany, że zyski idą do prywatnych kieszeni,
ale straty są pokrywane z publicznych pieniędzy, czyli podatków płaconych przez
wszystkich.

Międzynarodowa Organizacja Pracy od lat ostrzega, że rynek pracy w krajach
rozwiniętych jest w permanentnym kryzysie. Raporty tej organizacji nie
pozostawiają złudzeń. Z ostatniego dowiadujemy się, że obecna stopa bezrobocia
jest rekordowa, a w najbliższych miesiącach nastąpi dalsze dramatyczne
zwiększenie tego zjawiska. W Polsce w 2008 roku stopa bezrobocia wynosiła 9,5
proc., a we wrześniu tego roku wzrosła aż do 11,8 procent. Brak pracy uderza
przede wszystkim w młodych, którzy już zostali okrzyknięci "pokoleniem
straconym". W Polsce już co czwarty obywatel zaczynający dorosłe życie (ponad
400 tys.!) pozostaje bez pracy. Podobnie jest w innych krajach UE. Autorzy
raportów MOP ostrzegają, że młodzi pozbawieni pracy w sposób trwały będą żyli w
traumie bezrobocia. Negatywnie odbije się na nich przedłużająca się bierność,
która demobilizuje, powoduje apatię i alienację społeczną oraz odkładanie
decyzji o założeniu rodziny, co tylko pogłębi zapaść demograficzną i zwiększy
skalę kryzysu.
Receptą na zwiększenie miejsc pracy jest m.in. wzrost gospodarczy. Nie
przypadkiem szczególnie zła sytuacja na rynku pracy jest w strefie euro, która
oscyluje wokół zerowego wzrostu PKB, co oznacza zwiększanie bezrobocia, bo
pracodawcy tną koszty, czyli zwalniają pracowników. Dlatego w eurozonie mamy
zerowy albo nawet ujemny wzrost PKB. Zalecenia MOP: gwarantowane kredyty dla
firm, ulgi podatkowe dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy,
zwiększenie podatków dla najbogatszych, 3-procentowy podatek od bogactwa – to
środki doraźne. Problem jest głębszy. Globalizacja, bez odpowiednich zmian,
dzieli ludzi na niewielką mniejszość sytych i bogatych oraz przeważającą
większość skazanych na coraz większą pauperyzację i walkę o byt.
Sami zwolennicy globalizmu przyznają, że globalistyczny świat będzie urządzony
według formuły "20:80". To znaczy, że w niedalekiej przyszłości wystarczy
zaledwie 20 proc. populacji, aby utrzymać światową gospodarkę w rozruchu. I ta
1/5 ludzkości będzie miała aktywny udział w życiu, dochodach i konsumpcji –
obojętnie, w jakim kraju. Dlatego potrzebna jest głęboka korekta światowego
systemu polegająca na przywróceniu wymiaru etycznego polityce i ekonomii oraz
wdrożeniu "kultury solidarności". Mówił i pisał o tym bł. Jan Paweł II, a do
jego myśli nawiązuje jego następca. Benedykt XVI podkreśla, że potrzebna jest
synteza dobra wspólnego i rynku, kapitału i pracy, która stanowi warunek
niezbędny do budowy pomyślnej przyszłości świata.

 

Jan Maria Jackowski

drukuj