Ks. kan. dr M. Brzeziński: Ks. Jerzy Popiełuszko, będąc wiernym do końca, jakby oddając życie za wiarę, za Kościół, za ludzi, którym służył, pokazał tym, którzy zbłądzili, że trzeba być innym człowiekiem
Zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki – prawdopodobnie w założeniach tych, którzy je zaplanowali i zlecili – miało być ostrzeżeniem na zasadzie „uważajcie, bo to może spotkać każdego z was, nie wychylajcie się i przestańcie robić politykę” (…) ksiądz Jerzy, będąc wiernym do końca, jakby oddając życie za wiarę, za Kościół, za ludzi, którym służył, pokazał tym, którzy zbłądzili, że trzeba być innym człowiekiem – mówił proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie, ks. kan. dr Marcin Brzeziński, w programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam.
19 października odbędą się główne obchody upamiętniające 40. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, kapłana, który na zawsze zapisał się w historii Polski jako symbol odwagi, niezłomności i walki o prawdę. [czytaj więcej] Jak wspomniał ks. kan. dr Marcin Brzeziński, „ks. Jerzy, gdy chodził do szkoły, to zanim rozpoczęły się lekcje, szedł do kościoła, aby uczestniczyć we Mszy świętej”. To wielkie świadectwo wiary takiego małego chłopca – dodał. Później – już jako kapłan – skupiał wokół siebie wielu Polaków.
– Z całą pewnością był człowiekiem wyjątkowym i został – można powiedzieć – szczególnie obdarzony przez Pana Boga. Pewnie przez doświadczenia swojego życia, w momencie kiedy trafił na ostatnie cztery lata swojego życia na Żoliborz do parafii świętego Stanisława Kostki, kiedy zaczęły się dziać wydarzenia roku 1980, potem stanu wojennego, był przygotowany do tego, żeby duchowo udźwignąć to wszystko. Jednocześnie niezwykle rozwinął się jego charyzmat trafiania do ludzi, rozmowy, empatii, miłości – zaznaczył ks. kan. dr Marcin Brzeziński.
Ludzie przychodzili do parafii na Żoliborzu, gdzie posługiwał ks. Jerzy Popiełuszko, aby „usłyszeć słowa prawdy i poczuć się wolnymi”. Takie też było przeświadczenie uczestników Mszy św. za Ojczyznę – dodał.
– Ludzie mogli usłyszeć prawdę, mogli się czuć w pełni wierzącymi chrześcijanami i Polakami jednocześnie. Ksiądz Jerzy w trakcie tych Mszy świętych odnosił się do bieżących wydarzeń, do bieżącej rzeczywistości, a także inicjował modlitwę za uwięzionych i internowanych – wskazał gość TV Trwam.
Jak wskazał Paweł Kęska, przewodniczący Społecznego Komitetu Upamiętnienia 40. rocznicy Porwania i Męczeńskiej Śmierci Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki, wierni mówili o tym, że chodząc na Msze św. za Ojczyznę, wyzbywali się lęku i nienawiści.
– Poznając prawdę, stawali się wewnętrznie wolni, a człowiek wewnętrznie wolny dla każdego systemu – takiego jak komunistyczny – jest po prostu śmiertelnym zagrożeniem, dlatego że on kontroluje ludzi, również przez nienawiść. Budzenie nienawiści było sposobem kontroli, a człowiek wolny od nienawiści był niebezpieczny dla systemu komunistycznego. Dlatego ludzie, wychodząc z Mszy św. za Ojczyznę, stawali się po prostu „niebezpieczni”. Do tego ksiądz Jerzy był tak niesłychanie „niebezpieczny”, bo spod władzy komunistycznej uwalniał wewnętrznie dziesiątki, setki tysięcy ludzi – podkreślił Paweł Kęska w programie „Polski punkt widzenia”.
19 października 1984 roku, po odprawieniu Mszy św., ks. Jerzy został uprowadzony i zamordowany przez funkcjonariuszy SB. Od tych dramatycznych wydarzeń mija 40 lat. [więcej]
– Na Msze św. za Ojczyznę w 1984 roku przyjeżdżało już kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Poza tym z całej Polski przyjeżdżali duszpasterze opozycyjni (…) i w zasadzie ksiądz Jerzy stał się niepisanym, nieformalnym, liderem całej dużej grupy duszpasterzy opozycyjnych (…). Jak jest powiedziane w Ewangelii: jak się uderzy pasterza, to owce się rozproszą (…). Ksiądz Jerzy tworzył gigantyczną wspólnotę – zwrócił uwagę przewodniczący Społecznego Komitetu Upamiętnienia 40. Rocznicy Porwania i Męczeńskiej Śmierci Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki.
Ze strony władz komunistycznych padały oskarżenia, że Msze św. za Ojczyznę były wydarzeniami politycznymi.
– Zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki – prawdopodobnie w założeniach tych, którzy je zaplanowali i zlecili – miało być ostrzeżeniem na zasadzie „uważajcie, bo to może spotkać każdego z was, nie wychylajcie się i przestańcie robić politykę” (…) ksiądz Jerzy, będąc wiernym do końca, jakby oddając życie za wiarę, za Kościół, za ludzi, którym służył, pokazał tym, którzy zbłądzili, że trzeba być innym człowiekiem – podkreślił ks. kan. dr Marcin Brzeziński.
radiomaryja.pl



