Koszty energii zachwiały sytuacją przedsiębiorstw w Polsce
Rosnące ceny energii uderzają silnie w firmy energochłonne. To tysiące miejsc pracy, dlatego pilnej interwencji premiera chce „Solidarność”. W nadchodzącym tygodniu rząd przedstawi pakiet rozwiązań dla branży. Potrzeby są jednak większe, gdyż koszty energii zachwiały także kondycją małych i średnich przedsiębiorstw.
Firmy energochłonne zużywają dużą ilość energii przy produkcji. Należą do nich między innymi huty lub zakłady azotowe. W związku z kryzysem energetycznym, w oczy tych firm zagląda widmo upadłości.
– Jeżeli chodzi o hutnictwo, to prawie całe jest zagrożone. Jeśli chodzi o pracę w firmach energochłonnych, to jest ponad milion pracowników i firm, które kooperują z tymi zakładami pracy – wyjaśnił Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”.
Azoty i Anwil – jedni z największych producentów nawozów w Polsce – zawiesiły na pewien czas produkcję. Huta w Dąbrowie Górniczej wstrzymuje prace jednego z dwóch wielkich pieców. Zagrożonych jest około 2500 miejsc pracy.
– Jeżeli te piece zostaną wygaszone – teraz mówimy o wygaszeniu jednego z nich – to nie oczekiwałbym, że zostanie on ponownie uruchomimy z tego względu, że po prostu produkcja stali w Unii Europejskiej jest dla przedsiębiorców nieopłacalna – ocenił prof. Wojciech Piontek z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.
Unia Europejska sama „dolewa oliwa do ognia” swoją polityką klimatyczną – tłumaczył prof. Wojciech Piontek. A precyzyjniej – opłatami za emisję dwutlenku węgla na zasadach Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS). Produkcja tony stali to dwie tony dwutlenku węgla. Za każde wytworzenie tony stali trzeba zapłacić dodatkowe 160 euro. Jeśli do tego dołożymy ceny prądu i gazu, to firmy energochłonne mają poważny problem – mówił Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, w Telewizji Trwam.
– Zaczynają się dusić z tego tytułu, że dostają rachunki za energię o 300-400 procent wyższe. To są olbrzymie koszty i firmy ich nie wytrzymują. Nie ma rozwiązań systemowych dotyczących możliwości stabilizacji i obniżenia cen energii – zwrócił uwagę Dominik Kolorz.
Rząd liczy tu na wsparcie Brukseli. Premier Mateusz Morawiecki zarzuca Unii Europejskiej opieszałość w działaniach.
– Potrzebna jest szybka reakcja, ale sposób reagowania jest bardzo powolny – mówił premier RP.
Polska propozycja, dotycząca zawieszenia EU ETS na dwa lata lub zamrożenia cen uprawnień, nie odniosła sukcesu. Polska chce jednak dalej rozmawiać – ma poparcie części państw Europy Środkowo-Wschodniej.
– Jesteśmy gotowi wrócić już jutro, już za tydzień, w każdym dowolnym momencie, żeby te przepisy przygotować – zapewniła Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska.
Nie czekając na Brukselę, premier zapowiedziała wsparcie dla sektora energochłonnego.
– Będziemy w najbliższym czasie proponować dla co najmniej kilkuset przedsiębiorstw: dużych, średnich i największych – w tym także tych, które produkują nawozy – specjalny pakiet dla przedsiębiorstw energochłonnych – poinformował Mateusz Morawiecki.
Pakiet ma być wart około 6 mld złotych. Szczegółowe założenia poznamy po weekendzie – zapowiedział Piotr Müller, rzecznik rządu.
– Mówię o rozwiązaniach dla firm energochłonnych – to jest pakiet. Tak, w przyszłym tygodniu chcemy to przedstawić – zaznaczył rzecznik rządu.
Wysokie ceny energii uderzają też w sektor małych i średnich przedsiębiorstw.
– Piszą do mnie, dzwonią do mnie, mówią: „Nie damy rady utrzymać cen produktów spożywczych, także tych, które rząd objął tarczą antyinflacyjną, jeśli zaczniemy dostawać te rachunki”. Zamiast 2 tys. – 10 tys. Zamiast 3 tys. – 12 tys. – akcentował Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.
Jeśli małe firmy podniosą ceny, aby zniwelować koszty, wtedy klienci pójdą do tzw. sieciówek, które są bardziej odporne – mówił rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Jednocześnie oczekuje, że rząd zamrozi ceny energii dla tych firm na poziomie z czerwca 2022 roku. Podobne rozwiązanie przyjęto w Grecji – wskazał Grzegorz Piątkowski, ekonomista.
– Większość produktów, dóbr i usług, jakie konsumujemy w ciągu miesiąca, pochodzi właśnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – zwrócił uwagę Grzegorz Piątkowski.
Na ten moment nie ma jednak szans na wsparcie na zasadzie dopłat.
– Mam wrażenie, że niekoniecznie nas na to po prostu stać. Musielibyśmy zapłacić za to wielkim deficytem, większymi zobowiązaniami – powiedział Waldemar Buda, minister rozwoju i technologii.
Nie pozwalają na to unijne regulacje. Zgodę musiałaby wyrazić Komisja Europejska. Mimo wszystko – rząd proponuje zmianę tych przepisów, a następnie stworzenie specjalnego funduszu na wsparcie małych i średnich firm.
TV Traw News



