fot. flickr.com

Kanada: Kuba może odegrać konstruktywną rolę w przywracaniu demokracji w Wenezueli

Szefowa dyplomacji Kanady, Chrystia Freeland wyraziła w piątek opinię, że Kuba mogłaby odegrać konstruktywną rolę w przywracaniu demokracji w Wenezueli. Chrystia Freeland mówiła o tym podczas konferencji prasowej po zakończeniu rozmów z szefem MSZ Kuby Brunonem Rodriguezem.

Podczas transmitowanej przez stacje telewizyjne konferencji w Toronto Chrystia Freeland zastrzegła, że Ottawa i Hawana zgoła odmiennie oceniają politykę prezydenta Nicolasa Maduro, inaczej zapatrując się kwestię, czy powinien on w dalszym ciągu sprawować władzę.

23 stycznia na fali masowych antyrządowych protestów lider opozycji – Juan Guaido obwołał się tymczasowym prezydentem Wenezueli, uznając, że wybory prezydenckie z maja 2018 roku, które wygrał Maduro, nie były demokratyczne.

Dla Kanady, należącej do grupy kilkudziesięciu państw, które uznały za tymczasowego szefa państwa Juana Guaido, jest jasne, że Maduro powinien ustąpić.

Kuba należy natomiast do państw, które nie uznały Guaido. Nowego status quo nie zaakceptowała też Rosja, która oznajmiła, że uważa Maduro za jedynego prawowitego prezydenta Wenezueli. Poparcie dla rządu Maduro wyraziły też Chiny, Meksyk, Boliwia, Nikaragua, Iran i Turcja.

„Myślę, że jesteśmy świadkami coraz większej konwergencji w polityce międzynarodowej, jeśli chodzi o konieczność pokojowego charakteru przemian w Wenezueli za pośrednictwem wolnych i uczciwych wyborów. Kuba mogłaby tu odegrać konstruktywną rolę” – oświadczyła szefowa kanadyjskiej dyplomacji.

Reuters pisze, że zapytana, na czym taka rola mogłaby w wypadku Kuby polegać, Chrystia Freeland uchyliła się od odpowiedzi.

Agencja przypomina, że przed tygodniem sekretarz stanu Mike Pence zaapelował do władz Kanady, by zaangażowały się bezpośrednio w dialog z Hawaną.

„Mogłoby to zmniejszyć fatalny wpływ Kuby na kryzys wenezuelski” – wskazał Mike Pence.

Władze Kuby i Wenezueli od lat utrzymują niezwykle bliskie kontakty. Od 2000 r. Wenezuela zapewniała dostawy ropy naftowej do rządzonej przez komunistów Kuby po preferencyjnych cenach.

Władze amerykańskie, w tym prezydent Donald Trump, są przekonane, że w Wenezueli działają kubańscy wojskowi i policjanci, którzy wchodzą m.in. w skład prywatnej armii zapewniającej bezpieczeństwo prezydentowi Maduro. Z tej racji we wtorek wprowadziły cały szereg kolejnych ograniczeń i sankcji w odniesieniu do urzędników kubańskich. Ograniczenia objęły też obywateli USA pragnących podróżować na Kubę.

Minister finansów Steven Mnuchin wyjaśnił 4 czerwca, że krok ten jest odpowiedzią na politykę Hawany.

„Kuba nadal odgrywa destabilizującą rolę na półkuli zachodniej, zapewniając w regionie komunistyczny przyczółek i wspierając amerykańskich wrogów w takich miejscach jak Wenezuela czy Nikaragua, poprzez podsycanie niestabilności, podważanie rządów prawa i hamowanie procesów demokratycznych” – mówił.

Jak przypomniał, administracja prezydenta USA Donalda Trumpa „podjęła strategiczną decyzję o odejściu od rozluźniania sankcji” wobec kubańskiego reżimu.

„Działania te pomogą utrzymać amerykańskie dolary poza rękami kubańskiej armii, wywiadu i służb bezpieczeństwa” – oświadczył Steven Mnuchin.

Nowe restrykcje sygnalizował już w kwietniu doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton. Wówczas ponownie wprowadzono m.in. limit pieniędzy, jakie rodziny w Stanach Zjednoczonych mogą wysyłać krewnym na Kubie, zniesiony wcześniej przez administrację Baracka Obamy. Trump, w którego ocenie jego poprzednik poszedł na zbyt wiele ustępstw wobec Hawany, po objęciu władzy przywrócił część zniesionych za Obamy ograniczeń turystycznych i gospodarczych w kontaktach z wyspą.

Kuba odczuwa skutki zaostrzania sankcji, a władze w Hawanie twierdzą, że amerykańska polityka jest główną przyczyną narastających na wyspie problemów z zaopatrzeniem. W połowie maja Hawana ogłosiła z tego powodu zamiar wprowadzenia racjonowania żywności i artykułów higienicznych.

PAP/RIRM

drukuj