fot. pexels.com

Kampania pogardy wobec głowy państwa

Koalicja rządząca po prezydenckim wecie do ustawy wiatrakowej stawia na ostry i konfrontacyjny ton wobec prezydenta. Zarzuca mu, że pławi się w luksusach. W tym samym czasie siłowo przejęta prokuratura kieruje do sądu akt oskarżenia przeciwko szefowi Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Pytanie, czy to nowa odsłona kampanii pogardy, którą wcześniej oglądaliśmy w trakcie kampanii.

Poprzez serię internetowych wpisów i spotów Platforma Obywatelska próbuje udowodnić, że przez Karola Nawrockiego Polacy zapłacą więcej za prąd.

– Zamiast ulgi i realnego wsparcia prezydent wybrał rozwiązanie, które sprawi, że za wszystko będziemy płacić więcej – przekonuje PO.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, w której koalicja rządząca postanowiła połączyć zamrożenie cen energii z budową wiatraków na lądzie.

– Kilkadziesiąt stron o wiatrakach, o tym, jak pomagać tym, którzy chcą budować wiatraki, jak wprowadzić zapisy lobbystyczne. Tylko dwie, trzy strony o mrożeniu cen energii dla Polaków – zwrócił uwagę szef Kancelarii Prezydenta RP, Zbigniew Bogucki.

Zapisy na temat wiatraków prezydent uznał za złe. Podzielił on m.in. obawy resortu obrony, który sygnalizował, że takie obiekty nie powinny stać w pobliżu lotnisk wojskowych oraz obawy tych Polaków, którzy nie chcą wiatraków w odległości 500 metrów od domów. Głowa państwa przygotowała alternatywę. Nie ma w niej wiatraków. Jest mrożenie cen prądu. Zapisy prezydenckiego projektu to słowo w słowo to, co przygotował rząd. Ministrowi energii, Miłoszowi Motyce, trudno jednak nazwać ten projekt rządowym.

– Przygotujemy własne rozwiązania, pan prezydent złożył własny projekt – oznajmił szef resortu energii.

Jeśli koalicja rządząca zgodzi się na prezydencką alternatywę, to poprze zapisy, które sama przygotowała. Na razie jednak wybrała ścieżkę rosnących emocji wymierzonych w prezydenta. Na przykład próbowała zrobić z prezydenta kogoś, kto chce sięgać po rosyjskie surowce energetyczne.

Platforma Obywatelska usiłuje też ukazać prezydenta jako kogoś, kto wykorzystuje władzę dla przywilejów.

W ataku na prezydenta przoduje poseł Roman Giertych z Koalicji Obywatelskiej.

„Po pierwsze Polska – powiedział Batyr, płacąc dwa miliony za niemieckiego BMW z pieniędzy podatników” – napisał polityk na platformie X.

– Mamy do czynienia z kłamstwami, z podłymi insynuacjami – podkreśliła Dorota Kania, publicystka i autorka książek.

Tym razem dotyczą one pojazdu, z którego Karol Nawrocki korzysta jako głowa państwa.

– Przecież samochód został zakupiony wcześniej, miał nim jeździć prezydent Rafał Trzaskowski. Tylko, że nie on został prezydentem Polski, ale Karol Nawrocki – zaznaczyła Dorota Kania.

W mediach sprzyjających rządowi zdziwienie budzi fakt, że prezydent, który wygrał wybory, chce rządzić.

Internetowo-medialna nagonka na Karola Nawrockiego jest znana z kampanii, kiedy Platforma Obywatelska jednym z dominujących tematów próbowała uczynić przeszłość prawicowego kandydata. Przypisywała mu ona wyłudzenie mieszkania i powiązania przestępcze. Władza przelicytowała, gdy premier zaczął publicznie powoływać się na Jacka Murańskiego – patocelebrytę, kryminalistę i mitomana, skazywanego wielokrotnie m.in. za pomówienia.

Wtedy zwolennicy Karola Nawrockiego skutecznie punktowali szefa rządu w sieci. Według Doroty Kani prawa strona sceny politycznej potrafi się już skutecznie bronić.

– Taka fala hejtu będzie się wylewała, tylko jest – na szczęście – mocniejsza obecność strony konserwatywnej – stwierdziła publicystka.

Reakcja rządu na prezydenckie weto pokazuje, że jest on nastawiony na konfrontację z prezydentem. Elementem tej konfrontacji – według Pałacu Prezydenckiego – jest akt oskarżenia dla szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Alicja Szelągowska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie próbowała wytłumaczyć mediom, jaki był udział prof. Sławomira Cenckiewicza w ujawnieniu planu obrony Polski na linii Wisły.

– Wykorzystane były fragmenty odtajnione w serialu „Reset” i głównym autorem, beneficjentem był pan Cenckiewicz – przekazała prokurator.

Sama prokuratura mówi, że prof. Sławomir Cenckiewicz korzystał z odtajnionych materiałów, dlatego zarzut brzmi kuriozalnie – podwójnie kuriozalnie, bo ta sama prokuratura stwierdziła, że dokumenty zostały wyrwane z kontekstu i nie mówiły prawdy o planach obrony Polski.

„Proszę postawić mi zarzuty za wykorzystanie jawnych dokumentów w blisko 40 moich książkach! Koniecznie!” – sarkastycznie odpowiedział na argumentację prokuratury szef BBN.

Próbę konfrontacji z prezydentem uzupełnia blokowanie prof. Sławomirowi Cenckiewiczowi dostępu do informacji niejawnych, wbrew wyrokowi sądu.

TV Trwam News

drukuj