fot. flickr.com

K. Grajcarek w „Naszym Dzienniku”: Decyzja rządu o odejściu od węgla jest pierwszym krokiem do trwałego i nieodwracalnego zniewolenia Polski

Decyzja rządu o odejściu od węgla – bo to przecież Rada Ministrów zaakceptowała pomysły unijnych biurokratów – jest pierwszym krokiem do trwałego i nieodwracalnego zniewolenia Polski. Jeżeli państwo nie będzie miało własnych źródeł energii, a poza węglem takich nie mamy, to będziemy kupować albo energię, albo paliwo nuklearne do elektrowni atomowych. Tak jak dzisiaj importujemy gaz, tak trzeba będzie kupować paliwo nuklearne. I tego nie potrafię zrozumieć – wskazał w rozmowie z red. Rafałem Stefaniukiem z „Naszego Dziennika” Kazimierz Grajcarek, były przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”.

Krok do zniewolenia Polski

Unia Europejska zrywa z wydobyciem węgla. Pakiet prawa klimatycznego „Fit for 55” ma to zalegalizować. To koniec kopalni, ale też i wielu elektrowni w Polsce. Jaki los czeka tysiące pracowników tego sektora i ich rodziny?

– Związki zawodowe dbają o to, żeby los rodzin górniczych nie zamienił się w koszmar. I wierzę w to, że tak będzie także i teraz, po decyzji Unii Europejskiej o odejściu od węgla. Nie wiem tylko, jak zachowa się kolejny rząd, który przejmie stery państwa już po okresie Zjednoczonej Prawicy, bo jak wiemy, żadna władza nie trwa wiecznie. Ze swojego doświadczenia wiem, że z politykami różnie bywa. Wielu z nich nie chce dotrzymywać porozumień, które zawarli ich poprzednicy. I tego się bardzo obawiam. Mnie bardzo boli to, że ginie zawód – Polska zostanie pozbawiona wielu tysięcy miejsc pracy.

Rząd obiecuje, że nikt nie zostanie pozostawiony sam sobie.

– Do górników przyjeżdżają posłowie lub lokalni działacze partyjni. Od czasu do czasu pojawia się i jakiś minister. Obiecują stworzenie nowych miejsc pracy. Takie obietnice słyszałem milion razy w ciągu ostatnich dekad. Zawsze odpowiadałem w jeden sposób: „Stwórzcie nowe miejsca pracy. Zacznijcie już teraz. Jeżeli górnicy uznają, że nowe miejsca pracy, które im przygotowaliście, są dużo lepsze, to przecież bez wahania rzucą pracę na kopalni i pójdą do was”. Nikt nigdy tego nie zrobił. Likwidowano kopalnie, obiecywano złote góry, a na koniec górnicy zostawali z niczym. Decyzja rządu o odejściu od węgla – bo to przecież Rada Ministrów zaakceptowała pomysły unijnych biurokratów – jest pierwszym krokiem do trwałego i nieodwracalnego zniewolenia Polski. Jeżeli państwo nie będzie miało własnych źródeł energii, a poza węglem takich nie mamy, to będziemy kupować albo energię, albo paliwo nuklearne do elektrowni atomowych. Tak jak dzisiaj importujemy gaz, tak trzeba będzie kupować paliwo nuklearne. I tego nie potrafię zrozumieć. Pan Bóg był dla nas bardzo łaskawy i dał nam potężne pokłady węgla. Szacuje się, że moglibyśmy produkować energię z węgla przez następne 600 lat. A my chcemy to zniszczyć. Chcemy uzależnić się od obcej energii, a przecież nawet dziecko wie, że prąd jest dzisiaj potrzebny do wszystkiego. Korzysta z niej każdy: służba zdrowia, bankowość, siły zbrojne itd.

Energia będzie dalej produkowana, tylko z innych źródeł.

– Jeżeli wybudujemy elektrownie jądrowe, to niezależni i tak nie będziemy. Będziemy żebrać o paliwo atomowe. Z kolei tak ubóstwiane przez zielonych marksistów odnawialne źródła energii nie pokryją naszych potrzeb. Do wielu polityków mam ogromny szacunek. Nie rozumiem jednak, dlaczego te osoby udają, że nie widzą, że podpisują wyrok na Polskę. Jeżeli nie masz swojej energii, to musisz prosić innych o pomoc. Chciałbym na łamach „Naszego Dziennika” zadać kilka pytań premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Panie Premierze, dlaczego zgodził się Pan na rozwiązania, których efektem będzie pozbawienie nas suwerenności energetycznej? Czy ktoś Pana oszukał w tej sprawie? Czy nikt Pana nie ostrzegał? A może za Pana plecami dochodziło do konszachtów z obcymi państwami? Czy polskie służby zajmujące się bezpieczeństwem analizowały przebieg prac nad tzw. transformacją energetyczną?

Jak będzie wyglądać Polska bez kultury górniczej, którą tworzyliśmy przez wieki?

– Mam nadzieję, że kultura górnicza przetrwa. Na razie niszczy się jedynie górnictwo węgla kamiennego. Za chwilę dojdziemy do likwidacji węgla brunatnego. Ale będziemy jeszcze wyrywać ziemi kluczowe surowce. Mamy jeszcze górnictwo cynku i ołowiu, jest jeszcze miedź. Mam nadzieję, że rozwinie się węgiel koksujący. To wszystko może przyczynić się do tego, że jeszcze przez kilka dekad kultura górnicza w Polsce będzie trwała. Ale rzeczywiście, ten prawdziwy śląski charakter umrze.

Śląska kultura górnicza to jest coś wyjątkowego.

– To był duch, który nadawał rytm życia wszystkim rodzinom. Świadomość tego, że tato wykonuje bardzo niebezpieczną pracę, wpływała na wszystkich. Rodziców darzyło się wielkim szacunkiem. Jeżeli twój starszy brat wychodzi teraz do pracy, a ty dobrze wiesz, że on może nigdy nie wrócić do domu, to zupełnie inaczej patrzysz na życie, inaczej oceniasz ludzi, co innego ma dla ciebie szczególną wartość. Człowiek wie, że tą ciężką pracą musi utrzymać rodzinę. Nie poradziłby sobie, gdyby nie świadomość nieustannej obecności Boga. Stąd tak mocno górnictwo jest związane z Kościołem katolickim. Stąd wziął się kult św. Barbary. Dlatego górnicy nieustannie oddają cześć Duchowi Świętemu.

Zawsze tak było?

– Byłem górnikiem w okresie komuny. Każdy, kto zjeżdżał pod ziemię, robił to z modlitwą na ustach. Gdy odwiedzali nas prominentni dygnitarze partyjni, to witali się z nami słowami: „Szczęść Boże!”. Tak, to byli komuniści. Oni może nawet w Boga nie wierzyli, ale wiedzieli, że górnik, który każdego dnia zjeżdża pod ziemię, wykonuje tę ciężką pracę dla swojej rodziny i dla Boga. Pracowałem na wielu kopalniach, bo byłem ratownikiem górniczym. Wszędzie przychodzili wysocy komunistyczni działacze i każdy z nich mówił do nas: „Szczęść Boże!”. Górnictwo to jest ten zawód, który w swoje DNA ma wpisane to, że wychwala Boga. Nie znam żadnego innego zawodu, który taką uwagę przykładał do wychwalania Boga i szacunku do jego wyroków. Służbę zaczynało się i kończyło od pozdrowienia Boga i św. Barbary. Dziękowaliśmy za kolejny przeżyty dzień. Każde uderzenie kilofem było poświęcone Bogu. Takie jest to prawdziwe górnictwo, które wkrótce ma przestać istnieć.

Kopalnie mają zniknąć za kilka lat. Czy obecni 40-50-latkowie poradzą sobie w nowych realiach? Czy będą w stanie zmienić pracę, przebranżowić się?

– Myślę, że oni nie będą stanowić problemu dla systemu. Da się im wcześniejsze świadczenia górnicze i w wieku 50 lat przejdą na emeryturę. A to jest bardzo złe, gdy człowiek z pracownika staje się rentierem. Gdy byłem związkowcem, to zawsze podkreślałem, że najważniejszy jest człowiek. A człowieka kształtuje jego wiara i praca. Wydaje mi się, że władza sięgnie po dotychczasowe metody. Zdrowy 50-letni mężczyzna, który jeszcze może przez wiele lat pracować na utrzymanie swojej rodziny, zostanie pozbawiony pracy, ale będzie dostawał pieniądze do końca życia za nicnierobienie. Widziałem, jakie skutki to przynosiło w przeszłości. Wielu naprawdę fajnych chłopaków dostawało pieniądze za nic i duża część z nich się stoczyła. A stało się tak, bo ludzie ci nie mieli co ze sobą zrobić. Jego dziadek wstawał rano do kopalni. Potem jego ojciec. W końcu i on pracował na kopalni. Żona rano przygotowywała mu jedzenie do pracy, całował ją w rękę lub policzek i jechał do pracy. Po południu wracał i czekał na niego ciepły obiad. Wieczorem spacer z żoną i dziećmi. Wyjście z kolegami na mecz. Żyło się kopalnią. A gdy zabrano im zakłady, to ludzie nie mieli co ze sobą zrobić. Moi koledzy związkowcy zadbali o to, żeby byli górnicy mieli z czego żyć, ale nie zadbali o to, jak mają żyć. Oczywiście, bardzo dobrze, że zabezpiecza się byt tych ludzi. Zawsze to lepsze niż wyrzucenie z pracy bez środków do życia, ale trzeba też zrozumieć naturę mężczyzn. Wielu 50-latków zadaje sobie pytanie: kim jestem bez mojej pracy? Nawet wielu niepełnosprawnych mężczyzn podkreśla, że wolałoby pracować niż pobierać zasiłki. A my mówimy o zdrowych mężczyznach, przed którymi jeszcze wiele lat życia.

Regiony utrzymujące się z kopalni lub elektrowni czekają wielkie problemy społeczne?

– Miast górniczych jest wiele: Katowice, Wałbrzych, Nowa Ruda, Rybnik itd. Górnicy są także związani z Małopolską czy Lubelszczyzną. Śląsk jest w innej sytuacji, bo jest on w centrum uwagi. Związkowcy zadbają o to, żeby o ludziach pracy z tego regionu było głośno. Warszawa nie będzie mogła o nich zapomnieć. Ale przypatrzmy się Wałbrzychowi i Nowej Rudzie. Jak żyło się mieszkańcom tych miast, gdy mieli swoje kopalnie, a jak jest teraz. A przecież rząd przed zamknięciem kopalni obiecywał im nowe miejsca pracy. Obiecywano im pieniądze z Unii Europejskiej. Do dziś ta część Polski jest niedoinwestowana. Wałbrzych upadł wraz z zamknięciem kopalni. Podupadła i kondycja rodzin. Jeżeli obecny rząd, a także ten, który będzie następny, dotrzymają porozumień z górnikami, to wydaje mi się, że górnicze rodziny mogą być spokojne. Ale martwić się mogą dzieci i wnuki górników. Bo oni już nigdy pracy na kopalni nie dostaną. Co im pozostanie? Zakładam, że wielu z nich zostawi ojca i matkę i wyjedzie szukać szczęścia za granicą. Pewnie tam założą rodziny i tam będą mieć dzieci. To przykre, ale tak będzie.

UE tworzy Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Ma on pomóc obszarom borykającym się z poważnymi problemami społecznymi i gospodarczymi wynikającymi z transformacji energetycznej. Nie wierzy Pan w jego skuteczność?

– Jeżeli Unia Europejska jakikolwiek swój problem lub swoją strategię nazywa sprawiedliwą, to już jest to podejrzane. Unia Europejska nigdy nie była sprawiedliwa, nie jest i nie będzie. Dzisiaj tzw. sprawiedliwa transformacja jest najbardziej niesprawiedliwym działaniem UE. Dlatego za każdym razem używają słowa „sprawiedliwość” i odmieniają je na wszystkie sposoby. W UE nie ma za grosz uczciwości. Bo jeżeli ludziom odbiera się chleb, a w zamian za to daje im się mgliste obietnice, że może w przyszłości dostaną inną pracę, to nie jest uczciwe. Węgiel jest niezwykłym elementem rozwoju. Bo to nie tylko surowiec, ale też maszyny górnicze, technologia. Górnik to nie jest pojedynczych człowiek, to cały system. To nie jest sprawiedliwe, że dzisiaj niszczy się ludzi pracy, a także niewoli suwerenne narody, odbierając im niezależność energetyczną.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk. „Nasz Dziennik”

drukuj