fot. PAP/EPA

Jak 62. Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa przełoży się na sytuację geopolityczną na świecie?

Monachium ponownie stało się stolicą dyskusji o globalnym bezpieczeństwie. Tym razem uniknięto napięć. W trakcie konferencji partnerstwo transatlantyckie potwierdził przedstawiciel amerykańskiej administracji. W to partnerstwo zdaje się, że wątpią Niemcy, a jeszcze kilka dni temu otwarcie podważali je organizatorzy wydarzenia.

Marco Rubio, sekretarz stanu USA, był oklaskiwany w Niemczech na stojąco, co wcale nie było oczywiste po tym, co stało się przed rokiem, gdy uczestnicy Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wysłuchali pełnego krytyki – pod adresem Europy – wystąpienia przedstawiciela amerykańskiej administracji.

– Może nie antyeuropejskiego, ale bym powiedział antyestablishmentowego, antyunijnego wystąpienia JD Vance’a, wiceprezydenta – wyjaśnił dr Marek Kawa, amerykanista.

Oklaski dla Marca Rubio to konsekwencja słów, jakich użył pod adresem Europy: „Nie chcemy się rozstawać, lecz odnowić starą przyjaźń”.

– W dobie nagłówków zwiastujących koniec ery transatlantyckiej, niech wszystkim będzie wiadome, że koniec nie jest ani naszym celem, ani naszym pragnieniem – mówił Marco Rubio.

Amerykański sekretarz stanu przekonywał, iż rozbieżności we wzajemnych relacjach biorą się z troski Waszyngtonu o Europę. Przekonywał, że i Amerykanie, i Europejczycy są spadkobiercami tej samej cywilizacji.

– Chcemy sojuszników, którzy potrafią się bronić, aby żaden przeciwnik nigdy nie był kuszony, by wystawić na próbę naszą zbiorową siłę – powiedział sekretarz stanu USA.

Organizatorzy monachijskiej konferencji odczytali wystąpienie M. Rubio jako potwierdzenie partnerstwa.

– Nie jestem pewien, czy usłyszałeś westchnienie ulgi dochodzące z tej sali – akcentował Wolfgang Ischinger, przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, b. ambasador Niemiec w Stanach Zjednoczonych.

 Jeszcze kilka dni temu ci sami organizatorzy szykowali się na powtórkę sprzed roku, gdy europejskie błędy publicznie wyliczał amerykański wiceprezydent. Przed konferencją w Monachium powstał raport. Dokument miał rzucić cień na działania amerykańskiej administracji.

Dla dr. Marka Kawy ten raport to dowód na hipokryzję.

 – Nie słyszymy takich raportów wobec Chin – stwierdził dr Marek Kawa.

Red. Wojciech Kozioł z portalu defence24 tłumaczył, że Stany Zjednoczone od dawna zauważają, że obecny system polityczno-gospodarczy służy nie im, ale Chinom, więc żądają rewizji.

– Póki jeszcze mają ku temu zasoby, siły i potencjał jako najpotężniejsze państwo na świecie – oznajmił red Wojciech Kozioł.

Przy tej potędze znak zapytania postawił w Monachium niemiecki kanclerz. Jego wystąpienie w niemieckiej prasie zostało uznane za deklarację niepodległości Europy. Friedrich Merz mówił, że być może Stany Zjednoczone straciły roszczenia do światowego przywództwa.

– Globalnego przywództwa domagają się Chiny. W dającej się przewidzieć przyszłości Pekin może dorównać Stanom Zjednoczonym pod względem militarnym – przekonywał kanclerz RFN.

Wtedy jeszcze niemiecki kanclerz nie wiedział, z czym do Monachium przyjechał Marco Rubio. Według dr. Marka Kawy nową amerykańską strategię ujawnia sposób, w jaki próbują wypracować pokój na Ukrainie.

– Myślę, że strona amerykańska chce to zrobić rękami państw europejskich w NATO – zauważył dr Marek Kawa.

Stany Zjednoczone chcą przy tym zachować dotychczasowy wpływ na decyzje, jakie zapadają w NATO.

– W nadchodzących latach będziemy dostrzegać NATO coraz bardziej europejskie – powiedział Mark Rutte, sekretarz generalny NATO.

Symbolicznie ten kierunek odsłania decyzja dotycząca struktury dowodzenia w NATO. Na jej podstawie większą rolę będą odgrywać europejscy sojusznicy. Co ważne, przy nowym podziale nie pominięto Polski.

„Po raz pierwszy w historii oficer Wojska Polskiego – czterogwiazdkowy generał stanie na czele dowództwa połączonego NATO” – napisał gen. Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, na X.

Polski oficer ma pełnić nową rolę rotacyjnie, na przemian z Niemcami.

TV Trwam News

drukuj