fot. PAP/Paweł Supernak

Głuchołazy znowu zalane – Tusk nie widzi problemu

Głuchołazy kolejny raz zostały zalane – wystarczyła krótka około 20-minutowa gwałtowna ulewa. Pojawiają się więc pytania o stan zabezpieczeń, które miały zostać wprowadzone po powodzi sprzed dwóch lat.

Obecnie trwa sprzątanie po wczorajszym nawalnym deszczu w Głuchołazach. Służby interweniowały tam 44 razy, głównie w związku z podtopieniami po przeciążeniu kanalizacji deszczowej.

Burmistrz Paweł Szymkowicz mówił, że podczas ulewy z brzegów wystąpił tamtejszy potok.

– Wylał Potok Bodzanowski, który był robiony przez Wody Polskie po powodzi. Teraz trudno powiedzieć, czy to, że woda nie wdarła się do mieszkań, to dzięki temu, że potop był zrobiony, miał umocnione brzegi, czy było tam coś źle zrobione, dlatego woda wylała. Proszę pamiętać, że to był deszcz, podczas którego przez pół godziny spadło tyle deszczu, ile spadło w sierpniu spada przez cały miesiąc – podkreślił Paweł Szymkowicz.

Krytycznie o sytuacji w Głuchołazach po ulewie wypowiadają się politycy opozycji. W ocenie posła PiS-u, Michała Wójcika, zalana miejscowość to symbol dziadowskiego działania rządu. Sprawę w mediach społecznościowych skomentował też europoseł Patryk Jaki.

– Tak wyglądają Głuchołazy dwa lata po powodzi. Pieniędzy – jak widać – na obronę miasta zabrakło, bo działacze Platformy nakradli je do własnych kieszeni – zaakcentował europoseł Patryk Jaki.

Poseł Marcin Ociepa wezwał rząd do natychmiastowej pomocy mieszkańcom.

Rzecznik rządu, Adam Szłapka, stwierdził – pytany o odpowiedzialność władz – że ekstremalne zjawiska pogodowe występują także poza Polską i nie przed wszystkimi skutkami można się zabezpieczyć. Jak dodał, trudno zarzucać np. rządowi Japonii, że nie zabezpieczył wszystkiego przed trzęsieniem ziemi.

RIRM

drukuj