O. dr hab. G. Bartosik OFMConv: Święty Franciszek pozostawił po sobie ogromne dziedzictwo duchowe, nie tylko w formie zakonu franciszkańskiego, ale przede wszystkim swoją osobą pokazał, jak kochać Boga i bliźnich
Mamy 800 lat od chwili, kiedy święty Franciszek z tej ziemi przeszedł do Ojca w otoczeniu braci. Pozostawił po sobie ogromne dziedzictwo duchowe, nie tylko w formie zakonu franciszkańskiego, ale przede wszystkim swoją osobą pokazał, jak kochać Boga i bliźnich. Miłość do Boga wynikała z faktu, że on traktował Boga Ojca jak swojego Ojca. Z uwagi na to, że wszyscy wyszliśmy od Boga, to nazywał wszystkich ludzi braćmi i siostrami. On przede wszystkim zachwycił się osobą Chrystusa, tym, że Bóg stał się człowiekiem, jednym z nas. On tak umiłował Jezusa, iż dwa lata przed śmiercią otrzymał stygmaty, czyli znaki męki Chrystusowej – mówił o. dr hab. Grzegorz Bartosik OFMConv w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
3 października 1226 roku w Asyżu zmarł święty Franciszek. Dokładnie 800 lat po tym wydarzeniu wspominamy człowieka, który swoim życiem pokazał, jak radykalnie można zaufać Bogu i odpowiedzieć na Jego miłość. Franciszek nazywał Boga swoim Ojcem, a wszystkich ludzi braćmi i siostrami, bo widział w nich dzieci tego samego Boga. Jego serce szczególnie zachwycił Chrystus Bóg, który stał się człowiekiem i to właśnie miłość do Jezusa doprowadziła go do tak głębokiego zjednoczenia z Nim, że na dwa lata przed śmiercią otrzymał stygmaty, znaki męki Chrystusa.
– Mamy 800 lat od chwili, kiedy święty Franciszek z tej ziemi przeszedł do Ojca w otoczeniu braci. Pozostawił po sobie ogromne dziedzictwo duchowe, nie tylko w formie zakonu franciszkańskiego, ale przede wszystkim swoją osobą pokazał, jak kochać Boga i bliźnich. Miłość do Boga wynikała z faktu, że on traktował Boga Ojca jak swojego Ojca. Z uwagi na to, że wszyscy wyszliśmy od Boga, to nazywał wszystkich ludzi braćmi i siostrami. On przede wszystkim zachwycił się osobą Chrystusa, tym, że Bóg stał się człowiekiem, jednym z nas. On tak umiłował Jezusa, iż dwa lata przed śmiercią otrzymał stygmaty, czyli znaki męki Chrystusowej – wskazał o. dr hab. Grzegorz Bartosik OFMConv.
Franciszek patrzył na świat jak na wielką rodzinę stworzoną przez jednego Ojca. W każdym stworzeniu potrafił dostrzec ślad Bożego piękna i mądrości. Ziemię nazywał matką żywicielką, a wodę siostrą pokorną i czystą, która daje życie i oczyszcza. Jego zachwyt nad stworzeniem był więc czymś więcej niż tylko podziwem dla przyrody, był sposobem odkrywania Boga obecnego w całym świecie.
– Franciszek całe dzieło stworzenia nazywał swoimi braćmi i siostrami: ludzi, zwierzęta, rośliny, ziemię, kosmos. Podkreślał, że wszyscy jesteśmy stworzeni przez jednego Ojca, dlatego powinniśmy się wzajemnie szanować. Ziemię nazywał matką żywicielką, wodę pokorną i czystą. Wskazywał, że woda nie tylko daje nam życie, ale oczyszcza nas z brudu cielesnego. Właściwie w każdym stworzeniu widział piękno, które zawarł Bóg, stwarzając świat – akcentował franciszkanin.
Biedaczyna z Asyżu miał w swoim sercu szczególne miejsce dla Matki Bożej, a Jej kult na stałe wpisał się później w duchowość franciszkańską.
– Święty Franciszek bardzo kochał także Matkę Bożą i znajdowała szczególne miejsce w jego sercu, a później w duchowości franciszkańskiej. Kiedy usłyszał słowa: „Franciszku, idź odbuduj mój Kościół”, zrozumiał je początkowo dosłownie i zaczął odbudowywać małe kościółki, które były u podnóża Asyżu. Najpierw zaczął odbudowywać San Damiano, a później Porcjunkule, która stała się kolebką. Tam zebrali się pierwsi bracia, tam przyjął św. Klarę i tam chciał umrzeć. Natomiast to kościółek Matki Bożej Anielskiej czcił Matkę Bożą – oznajmił duchowny.
Całą rozmowę z o. dr hab. Grzegorzem Bartosikiem OFMConv można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl


