fot. PAP

Gazprom zmniejszył dostawy gazu w stosunku do zamówień

Gazprom ograniczył o ponad 20 proc. dostawy gazu do Polski w stosunku do dziennych zamówień, mniej dostają też Słowacy. PGNiG uspokaja, że na bieżąco uzupełnia brakującą ilość importem z Niemiec i Czech. Gaz-System czasowo wstrzymał przesył gazu na Ukrainę.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podało, że od poniedziałku obserwuje zmniejszenie dostaw gazu ziemnego w ramach kontraktu jamalskiego w stosunku do dziennych zamówień składanych przez polską spółkę na wszystkich połączeniach międzysystemowych z kierunku wschodniego: w Drozdowiczach z kierunku Ukrainy oraz Kondratkach i Wysokoje z Białorusi.

W poniedziałek dostawy gazu z kierunku wschodniego zostały zredukowane o ok. 20 proc., natomiast we wtorek – o ok. 24 proc. w stosunku do dziennego zamówienia złożonego do Gazprom Export – poinformowało w środę PGNiG. Spółka dodała, że zwróciła się do dostawcy o wyjaśnienia.

Przedstawiciel Gazpromu zaprzeczył jednak w rozmowie z agencją ITAR-TASS, jakoby dostawy do Polski zostały ograniczone. Doniesienia agencji informacyjnych są nieścisłe, obecnie dostarczamy do Polski taki wolumen gazu, jak w poprzednich dniach – 23 mln m sześc. dziennie – powiedział przedstawiciel Gazpromu agencji.

Cytowany przez agencję Interfax rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow poinformował, że odchylenia w wielkości dostaw gazu do Polski wynikają z konieczności zapełnienia rosyjskich podziemnych magazynów gazu. „Dostawy gazu we wszystkich kierunkach są realizowane przy uwzględnieniu posiadanych obecnie zasobów na eksport oraz trwającego zapełniania podziemnych magazynów gazu na terytorium Federacji Rosyjskiej” – powiedział rzecznik.

Także słowacka spółka SPP, odbiorca i dystrybutor rosyjskiego gazu, poinformowała, że otrzymała w środę dostawy przez terytorium Ukrainy mniejsze o 10 procent. Cytowany przez agencję RIA-Nowosti przedstawiciel SPP Peter Bednar poinformował, że mimo to dostawy dla wszystkich odbiorców będą w pełni zrealizowane. „SPP dysponuje wystarczającymi zapasami gazu w podziemnych magazynach i jest przygotowana do dalszego zagwarantowania wypełniania swoich zobowiązań” – zapewnił Bednar. Nie wyjaśnił, czy doszło do zmniejszenia dostaw w stosunku do zamówień, czy w stosunku do kontraktu.

PGNiG zapewniło, że brakujące ilości gazu są uzupełniane dostawami przez interkonektory z Niemcami i Czechami. Polski operator gazociągów przesyłowych Gaz-System poinformował z kolei, że przepustowość połączeń z Niemcami w Lasowie i z Czechami w Cieszynie, którymi gaz obecnie płynie do Polski, jest w całości wykorzystywana.

Gaz-System wstrzymał natomiast czasowo przesył gazu na Ukrainę w ramach tzw. rewersu. „Ze względu na techniczną konieczność zmian ruchu w systemie przesyłowym z powodu ograniczenia dostaw z kierunku wschodniego, konieczne jest czasowe wstrzymanie realizacji usługi przesyłowej przerywanej na punkcie Hermanowice w kierunku Ukrainy” – poinformowała PAP rzeczniczka Gaz-Systemu Małgorzata Polkowska.

Szef ukraińskiego operatora gazociągów Ukrtransgaz Igor Prokopiw powiedział w środę w Kijowie dziennikarzom, że dostawca gazu poprosił o dwa dni, aby znaleźć zapasy paliwa i wznowić dostawę. „Oni poprosili o dwa dni przerwy technicznej, aby znaleźć odpowiednią ilość u siebie na rynku” – powiedział, cytowany przez agencję ITAR-TASS.

Według Financial Times, Prokopiw powiedział też, że z kierunku Polski zakontraktowano na środę 4 mln m sześc. gazu, Polska z kolei zamawiała u Rosjan 11 mln, natomiast dostała tylko 7 mln, czyli mniej o tyle, ile miało popłynąć na Ukrainę.

Ukraina, odcięta od rosyjskich dostaw, ostatnio sprowadzała za pomocą rewersów gaz z kierunku zachodniego – przez Polskę i Słowację. Słowacki operator Eustream poinformował, że tranzyt gazu przez największą magistralę gazową, biegnącą przez Ukrainę i Słowację do Europy Zachodniej, przebiega bez zakłóceń.

Jak podał Reuters, niewielkie ograniczenie dostaw gazu z Rosji zanotował też niemiecki koncern energetyczny E.ON. Rzecznik tej firmy odmówił odpowiedzi na pytanie, jak duże było to ograniczenie. Podkreślił jednak, że sytuacja nie jest „alarmująca”.

Poproszony o komentarz wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński zapewnił w Łodzi, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona. „Trzymamy rękę na pulsie. Na poziomie biznesowym kontaktujemy się ze stroną rosyjską. Zobaczymy, czy to jest jakieś zakłócenie podyktowane celami technicznymi, czy politycznymi i czy ma nam to dać coś do myślenia” – powiedział dziennikarzom Piechociński. Apelował, żeby nie eskalować informacji dotyczącej zmniejszenia dostaw rosyjskiego gazu do Polski.

Zwrócił uwagę, że w tym roku, jeśli chodzi o dostawy gazu z kierunku wschodniego, była „wyjątkowa odpowiedzialność i terminowość”. „Przypomnę, że w pierwszym półroczu braliśmy nawet ponadkontraktowe ilości gazu. Mamy rekordowe zapasy” – powiedział. Dodał jednocześnie, że „nasze tłocznie” są gotowe na import gazu z kierunku zachodniego i potrafimy technicznie pozyskać kilka miliardów metrów sześciennych gazu.

Eksperci wskazują na dostawy rewersem na Ukrainę jako jedną z możliwości redukcji dostaw w stosunku do zamówień PGNiG. Były minister gospodarki Piotr Woźniak przypomniał, że dwa tygodnie temu Rosjanie wysłali sygnał o tym, że te rewersowe dostawy gazu są – według nich – niezgodne z prawem. „Później natomiast zapowiedzieli, że będą z tego wyciągać konsekwencje wobec firm, które będą rewersem przesyłać gaz na Ukrainę” – dodał.

Ekspert Instytutu Sobieskiego Tomasz Chmal zwrócił jednak uwagę, że rewers na Ukrainę jest suwerenną decyzją państw i można przecież w ten sposób przesyłać np. gaz norweski. „Klauzule zakazujące reeksportu gazu są uznawane za sprzeczne z europejskimi przepisami dotyczącymi konkurencji i w UE nie obowiązują. Europejscy odbiorcy gazu mogą robić z nim co chcą, w tym i dostarczać na Ukrainę. Tego typu groźby są więc bezpodstawne, nie mają w mojej ocenie żadnego uzasadnienia” – powiedział PAP Chmal.

W jego opinii raczej nie jest to sytuacja przypadkowa, a próba testowania odbiorców gazu w Europie i pokazania, kto jest w stanie oddziaływać na politykę europejską.

Również Georg Zachmann, ekspert ds. energii brukselskiego think tanku Bruegel, uważa, że to rewers gazu na Ukrainę może być motywem ograniczenia dostaw surowca przez Gazprom do Polski. „Jeśli Rosjanom uda się przerwać dostawy z Zachodu, Ukraina może nie przetrwać zimy” – powiedział PAP.

Były wicepremier Janusz Steinhoff zastanawiał się jednak, czy możliwości takiego zmniejszenia dostaw w stosunku do zamówień nie przewidują zapisy kontraktu PGNiG z Gazpromem, bo – jak powiedział – wiadomo, że przewidują pewną tolerancję. PGNiG zasłoniło się jednak w tej sprawie tajemnicą handlową.

 

PAP

drukuj