fot. flickr.com

Francja: pod Paryżem Romowie bici za rzekome porywanie dzieci

Pogłoski o porywaniu przez Romów dzieci spowodowały w tym tygodniu napaść na ich obozowisko pod Paryżem. W związku ze sprawą zatrzymano prawie 20 osób. Jest to najpoważniejszy, ale nie pierwszy w tym roku przypadek pobicia Romów we Francji.

AFP podała, że kilkunastu mężczyzn z pobliskich osiedli, uzbrojonych w pałki, noże i kije bejsbolowe i z kanistrami benzyny, wtargnęło w poniedziałek na teren obozowiska Romów w podparyskim departamencie Sekwana-Saint Denis.

Według świadków, cytowanych przez radio France Info, napastnicy pobili kilka osób, obrzucali Romów obelgami, grozili podpaleniem, a dorosłym i dzieciom – śmiercią. Interweniowała policja, która zatrzymała 19 osób.

Według policji i władz samorządowych sygnałem do napaści było rozpowszechniane poprzez portale społecznościowe ostrzeżenie o Rumunach, którzy krążąc w białej furgonetce, porywają dzieci w celu sprzedaży ich organów lub zmuszania do prostytucji.

W wywiadzie dla publicznej telewizji France2 przedstawiciel policji zaprzeczył we wtorek wieczorem, jakoby w departamencie doszło do jakichkolwiek porwań. Poinformował jednocześnie, że ze skargą w sprawie próby porwania dwukrotnie na policję przyszli rodzice z dwojgiem dzieci. Okazało się, że ludzie ci kłamali.

Wzywając mieszkańców do zachowania „spokoju i ostrożności”, pogłoski o porwaniach dzieci zdementowała również deputowana departamentu Sekwana-Saint Denis Sabine Rubine.

17 marca dziennik „Le Parisien” zamieścił, niedostrzeżoną wtedy przez inne media, informację o tym, jak w innej podparyskiej miejscowości Colombes grupa mężczyzn wyciągnęła z białej furgonetki dwóch Romów, ciężko ich pobiła, a samochód podpaliła. I wtedy Romom udało się ujść z życiem dzięki interwencji policjantów.

Bojówkarze – jak pisał reporter gazety – obrzucili kamieniami pojazdy policji i strażaków; „sytuacja była do tego stopnia napięta, że funkcjonariusze musieli użyć granatów z kulami gumowymi”.

Od początku roku mnożą się incydenty opisywane jako próby porwania – informował w eterze France Info detektyw z podparyskiej policji. Jak tłumaczył, najczęściej chodzi o wymyśloną skargę lub np. zgłoszenie nagabywania, niemającego nic wspólnego z porwaniem. Prawie zawsze w pobliżu pojawia się biała furgonetka. Sprawa natychmiast przedostaje się na portale społecznościowe i rozprzestrzenia się w internecie.

„Rodzą się lokalne teorie spiskowe, które rozrastają się na Facebooku i Twitterze” – mówił w środowym wywiadzie radiowym Patrick Haddad, mer Sarcelles, gdzie w tym tygodniu również doszło do – jak się określa – „karnych ekspedycji” przeciw squatom zajmowanym przez Romów.

Mer opowiedział, że wydał komunikat, który umieścił na stronie merostwa i w szkołach, ponieważ – jak to ujął – „niepokój ogarnął dzieci i rodziców”. Haddad przyznał, że nie starcza to, by rozwiać podejrzenia, gdyż mieszkańcy nie wierzą ani radnym, ani policji, ani dyrektorom szkół; „twierdzą, że jedni kryją drugich, że instytucje ich okłamują”.

Dzienniki „Le Monde” i „Liberation” zamieściły w środę materiały opisujące zjawisko. W opublikowanych przez nie nagraniach z portali społecznościowych widać bicie ofiar, słychać groźby i obelgi, wykrzykiwane z akcentem północnoafrykańskim, jaki zachowują młodzi potomkowie przybyszów z Maghrebu. Duży procent mieszkańców departamentu Sekwana-Saint Denis to imigranci z Afryki oraz ich dzieci.

Assma Maad przytacza w „Le Monde” wiele przykładów fałszywych oskarżeń o porwanie z różnych regionów Francji. Cytowana przez nią ekspertka Aurore Van de Winkel tłumaczy, że „porywanie dzieci to jeden z największych współczesnych lęków”.

Badaczka zwraca uwagę, że „nie trzeba było portali społecznościowych, żeby rozchodziły się plotki o podejrzanych pojazdach, zaparkowanych obok szkół. Ale kiedy przekazywano je sobie z ust do ust albo przez telefon, rozchodziły się wolniej i nie miały takiego zasięgu”.

Niemal stałą obecność białej furgonetki w tych pogłoskach tłumaczą francuskie media tym, że jest to najczęstszy kolor tego rodzaju pojazdów.

W innym artykule w „Le Monde” Allan Kaval, nie kryjąc osłupienia, pisze, że „tuż za rogatkami stolicy, wzdłuż wyrastających budowli Wielkiego Paryża, wydobywa się z głębi stuleci, nieustępujący mit Cygana, kradnącego dzieci”.

PAP/RIRM

drukuj