fot. PAP/EPA

Francja bombarduje dżihadystów z Państwa Islamskiego w Syrii

Francja poinformowała w niedzielę, że rozpoczęła bombardowania sił dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) w Syrii. Do tej pory francuskie lotnictwo było zaangażowane w naloty międzynarodowej koalicji na pozycje IS na terytorium Iraku.

„W ten sposób nasz kraj potwierdza swą wolę do walki z zagrożeniem terrorystycznym, jakie niesie ze sobą Daesz (Daesh – arabski akronim IS). Będziemy uderzać za każdym razem, gdy bezpieczeństwo naszego kraju będzie zagrożone” – zakomunikowano w oświadczeniu wydanym przez biuro prezydenta Francois Hollande’a.

Wcześniej w tym miesiącu Hollande przyznawał, że francuskie ataki z powietrza na cele IS będą konieczne. Poinformował jednocześnie, że na początku września rozpoczęto loty rozpoznawcze nad Syrią, które miały dać Paryżowi obraz sytuacji panującej na ziemi i pomóc w podjęciu decyzji o bombardowaniach.

Paryż zaapelował jednocześnie do wspólnoty międzynarodowej o „globalne rozwiązanie” dla kryzysu panującego w Syrii.

„Ludność cywilna musi być chroniona przed każdą formą przemocy, zarówno popełnianej przez Daesz, jak i inne grupy terrorystyczne, ale także przez siły prezydenta Baszara el-Asada. (…) Dlatego koniecznym jest pilne wypracowanie takiej formy zmiany ustrojowej, która zawrze w sobie wszystkie elementy – od sił reżimu po umiarkowaną opozycję” – napisano w komunikacie.

Do tej pory Francja brała udział jedynie w nalotach na IS w Iraku, ponieważ obawiała się, że takie działania przeciwko tej radykalnej organizacji sunnickiej w Syrii mogłyby wzmocnić prezydenta tego kraju Baszara el-Asada, przeciwko któremu od 2011 r. trwa rebelia.

Francuskie władze były gotowe przystąpić do nalotów na siły Asada w Syrii w 2013 r., zanim prezydent USA Barack Obama wycofał się z tego planu.

Paryż był również silnie zaangażowany w zwalczanie bojowników Al-Kaidy w Afryce Zachodniej i dostarczał wsparcie logistyczne i wywiadowcze Nigerii i sąsiednim państwom zwalczającym bojowników z ugrupowania islamistycznego Boko Haram.

PAP/RIRM

drukuj