fot. PAP/EPA

Etiopia: Rząd oskarża władze regionu Tigraj o atak rakietowy

Rząd Etiopii oskarżył w sobotę władze dysydenckiego regionu Tigraj o ostrzał rakietowy dwóch lotnisk w regionie Amhara. Atak spowodował wiele zniszczeń, ale nie ma doniesień o ofiarach śmiertelnych.

Rakiety spadły na lotniska w miastach Gondra i Bahir Dar. Prezydent regionu Tigraj Debretsion Gebremichael powiedział, że nic nie wie o ostrzale, ale dowództwo podległych mu oddziałów Frontu Wyzwolenia Tigrajczyków (TPLF) zapowiedziało wcześniej, że „każde lotnisko użyte do ataku na Tigraj może być celem uzasadnionego ataku”.

Konflikt między rządem federalnym a regionem narasta od 10 dni. Według Amnesty International zginęły już setki osób, wielu ludzi ucieka do sąsiedniego Sudanu lub obozów dla uchodźców w Erytrei, gdzie brakuje żywności. Rosną obawy, że w walki zostaną wciągnięte wojska Erytrei, a jego reperkusje zdestabilizują cały region Rogu Afryki (Półwyspu Somalijskiego).

Etiopska komisja praw człowieka zapowiedziała w sobotę, że wyśle zespół śledczych do Mai-Nagra w północnej części regionu, gdzie według Amnesty International w nocy z 9 na 10 listopada doszło do masakry cywilów. AI donosi, że zabito kilkaset osób, a według niepotwierdzonych informacji sprawcami mordów były oddziały TPLF.

Tigrajczycy rządzili w Etiopii, od kiedy partyzanci obalili marksistowskiego dyktatora w 1991 roku, ale ich wpływy osłabły pod rządami Abiya Ahmeda, który doszedł do władzy w 2018 roku, a rok później został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. W zeszłym roku TPLF opuścił koalicję rządzącą.

Odkąd Abiy objął władzę, wielu wysokich rangą urzędników, Tigrajczyków, zostało zatrzymanych, zwolnionych lub odsuniętych na boczny tor, co rząd federalny argumentuje zwalczaniem korupcji. Tigrajczycy oskarżają jednak rząd o marginalizowanie ich mniejszości etnicznej, a ofensywę oddziałów federalnych nazywają „inwazją”.

PAP

drukuj