Egzekucja za polskie nazwy

Tysiąc litów za każdy dzień zwłoki w wykonaniu sądowego nakazu usunięcia polskich nazw ulic z domów musi zapłacić dyrektor rejonu wileńskiego Lucyna Kotłowska

Sąd administracyjny wielokrotnie nakładał już na Lucynę Kotłowską grzywnę w wysokości do tysiąca litów. Teraz, w wyniku działań pełnomocnika rządu Republiki Litewskiej i komornika, sędzia zażądał od kobiety informacji o jej sytuacji finansowej i majątkowej, żeby nałożyć karę 1 tys. litów za – UWAGA! – każdy dzień zwłoki w wykonaniu nakazu usunięcia dwujęzycznych (litewsko-polskich) nazw ulic z domów mieszkańców rejonu.

Za nieusunięcie polskich nazw ulic kierownictwu rejonu wileńskiego i solecznickiego grożą wielotysięczne grzywny, w ostateczności nawet kara pozbawienia wolności. Problem tlił się od trzech lat, by teraz przybrać na sile w formie egzekucji komorniczych, podjętych wobec dyrektorów obydwu rejonów samorządowych. W litewskim systemie administracyjnym dyrektor rejonu stoi na czele władzy wykonawczej w rejonie. Od kilku lat systematycznie są na nich nakładane wysokie kary za nieusuwanie dwujęzycznych tablic z nazwami ulic wiszących na prywatnych domach mieszkańców. Kodeks naruszeń administracyjnych Republiki Litewskiej przewiduje, że niedostosowanie się do wymagań urzędnika Inspekcji Języka Państwowego w przypadku nieużywania języka państwowego grozi upomnieniem, grzywną dla kierowników instytucji, organizacji, firm w wysokości od 300 do 600 litów. W przypadku powtórnego naruszenia grzywna wzrośnie podwójnie – od 600 do 1,5 tys. litów.

W najbardziej dramatycznej sytuacji znalazła się Lucyna Kotłowska. Kara ma być wyegzekwowana z majątku osobistego. – 16 maja odbędzie się rozprawa, na której ma zapaść wyrok w mojej sprawie. Wówczas zostanie wskazana suma, którą mam zapłacić. Od tej decyzji nie będzie odwołania, a karę będzie egzekwował komornik – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Kotłowska. W całej sprawie chodzi o odsetki od kary nałożonej w połowie 2011 roku. Kobieta była już kilkakrotnie karana z tego powodu. – Pięć, sześć razy zapłaciłam po 500 lub 1000 litów. Jednak kolejnej kary już nie zapłaciłam. Teraz kwota jest ogromna. Tysiąc litów to stawka oscylująca na poziomie płacy minimalnej, na polskie realia to około 1,2 tys. – tłumaczy Kotłowska.

Zdaniem Bogusława Rogalskiego, byłego posła do Parlamentu Europejskiego, a obecnie doradcy ds. międzynarodowych EKR, sytuacja przybiera dramatyczny obrót. – To rodzaj zastraszania polskiej społeczności. Jest to także próba finansowego niszczenia osób pełniących funkcje samorządowe oraz rażące naruszanie praw polskiej mniejszości narodowej na Litwie – uważa Rogalski. I przypomina – podobne kroki administracyjne wszczęto wobec Bolesława Daszkiewicza, dyrektora rejonu solecznickiego, na którego również wielokrotnie nakładano grzywny za tabliczki z polskimi nazwami ulic.

Dwa lata temu Litewski Najwyższy Sąd Administracyjny orzekł, że tablice z podwójnymi nazwami ulic na Wileńszczyźnie, w językach litewskim i polskim, mają być usunięte i zastąpione tablicami z napisem po litewsku. Decyzja jest ostateczna i nie podlega odwołaniu. Samorządowcy podkreślają jednak, że nie dysponują narzędziami do wyegzekwowania od mieszkańców usunięcia tabliczek z prywatnych posesji.

W trakcie rozpraw sądowych Lucyna Kotłowska wielokrotnie prosiła o przedstawienie jej sposobu na wykonanie orzeczenia sądu. Jak się okazało, nie uzyskała konkretnych odpowiedzi. – Rząd chce, bym po prostu karała ludzi, choć nie mam możliwości prawnych. Nie chciałam tych ludzi karać, ponieważ tych tabliczek nie wywiesiłam. Na budynkach publicznych, szkołach, urzędach są tabliczki z litewskimi nazwami. Nie mam prawa wchodzić na teren prywatnych posesji – podkreśla dyrektor rejonu wileńskiego. Właściciele posesji, mieszkający tam z dziada pradziada Polacy kategorycznie odmawiają ich usunięcia. Oprócz starych przedwojennych szyldów oraz tych, które zostały zawieszone po upadku Związku Sowieckiego, pojawiły się w ostatnich latach zupełnie nowe.
To czytelny opór wobec działań litewskich władz, które wprowadziły zakaz pisowni nazwisk, nazw topograficznych, ulic i miejscowości w formie oryginalnej. Jak przyznaje dyrektor Kotłowska, żadna instytucja państwowa ani samorządowa nie prowadzi ewidencji nieruchomości, na których widnieją również tabliczki w języku narodowym. Zasadniczo w ciągu ostatnich trzech lat doszło na Litwie do zaostrzenia kursu wobec społeczności polskiej za używanie dwujęzycznych tablic informacyjnych w gminach, gdzie nasi rodacy stanowią nawet 90 proc. ogólnej liczby mieszkańców. W rejonie solecznickim Polacy to 80 proc. mieszkańców, w rejonie wileńskim – 60 procent. Oba samorządy zarządzane są przez osoby należące do polskiej mniejszości na Litwie.
Zdaniem Rogalskiego, ta wyjątkowa jak na Unię Europejską sytuacja narusza standardy europejskie w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych zawartych m.in. w Konwencji Ramowej Rady Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych, Europejskiej Karcie Języków Regionalnych lub Mniejszościowych oraz w traktacie polsko-litewskim. – To jaskrawy przykład dyskryminacji na tle narodowościowym. Przypomnę, że mniejszość litewska w Polsce cieszy się szerokimi przywilejami, z używaniem dwujęzycznych nazw miejscowości włącznie. Pokazuje to właściwe podejście Polski do spraw mniejszości narodowych. Po stronie litewskiej takiej wzajemności brakuje – mówi Rogalski. – Zwracam się do państwa z prośbą o podjęcie działań zmierzających do ochrony praw naszych rodaków na Litwie zgodnie z normami europejskimi i traktatem polsko-litewskim – apeluje.
Zdaniem posła Jarosława Sellina z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, sprawą egzekucji komorniczych wobec dyrektora rejonu wileńskiego powinno zająć się MSZ. – Resort powinien interweniować w obronie polskiej mniejszości czy każdego Polaka, który z powodu swojej postawy i walki o prawa polskiej mniejszości jest szykanowany, w każdej tego rodzaju sytuacji – ocenia poseł PiS. W najbliższych dniach odbędzie się posiedzenie sejmowej komisji właśnie w sprawie stosunków polsko-litewskich. Sellin zapowiada, że będzie to bardzo dobra okazja, by zapytać ministerstwo o problem nakładania przez litewskie władze grzywien na Polaków pracujących w samorządach rejonów wileńskiego i solecznickiego. – Skierujemy zapytanie w tej kwestii do resortu spraw zagranicznych, jakie kroki podjął lub zamierza podjąć w tej sprawie – dodaje poseł Adam Lipiński, klubowy kolega Sellina.

Maciej Walaszczyk

drukuj