Edyta Stępczak: Nepal potrzebuje natychmiastowej pomocy

Edyta Stępczak, dziennikarka, która przeżyła serię trzęsień ziemi w Nepalu, mówi Redakcji Informacyjnej Radia Maryja o aktualnej sytuacji w tym kraju.

– Jestem w Katmandu. Sytuacja nadal jest nieciekawa. Wczoraj po południu mieliśmy wstrząs wtórny o sile 7 stopni w skali Richtera. W sobotę i niedzielę było ponad 30 wstrząsów wtórnych – co około 2 godziny. Wszyscy znajdują się na zewnątrz i boją się wracać do domów. Nie ma prądu, zaczyna brakować wody. Nie mam niemal żadnej łączności. W miejscu, w którym się znajdowałam był generator, ale skończyła się do niego benzyna. Nie ma żadnego zasilania.

Całą noc padał deszcz. Mnóstwo ludzi pozostaje na zewnątrz bez namiotów. Pomoc jest dopiero organizowana. Sztab kryzysowy nie działa jeszcze skutecznie. Większość osób jest nadal bez żadnej pomocy.

Mieszkałam w Nepalu przez cztery lata. Zbierałam materiały do książki, którą piszę o tym państwie. Po prawie rocznej przerwie wróciłam tam na miesiąc, by dokończyć zbieranie materiałów i zacząć własny projekt, który polega na organizowaniu wyjazdów z obowiązkową donacją, m.in. na wskazane fundacje.

Obecnie szukam miejsca na nocleg. Straciłam mieszkanie. Wszystko się zawaliło. W Nepalu konstrukcje budowlane są wznoszone w bardzo tani i niebezpieczny sposób; niewiele z nich jest odpornych na trzęsienia ziemi. Jest to dziesiąty kraj na świecie pod względem podatności na trzęsienia. Nie ma transportu publicznego. Dzisiaj nie mam z nikim kontaktu, nawet z ambasadą, z konsulem. Wszystkie linie telefoniczne są zniszczone.

Jak to zwykle bywa w sytuacjach nadzwyczajnych:  w jednych ludziach budzi się solidarność – widziałam przypadki, w których ludzie sobie wzajemnie pomagają, a w drugich budzi się „hiena” i ceny za taksówki wzrosły o pięćset procent. Ceny żywności również wzrastają.

Zaczynają pojawiać się ekipy ratunkowe, Caritasu, amerykańskie, szwajcarskie. Rozmawiam z ludźmi. Trudno jest mi przytoczyć jakieś oficjalne dane. Gdyby spojrzeć na spis powszechny lub jakieś statystyki, to wszystko jest opatrzone uwagą, że ze względu na trudne warunki (brak dróg, brak infrastruktury), te dane nie są wiarygodne.

Na razie szacunki są takie, że zginęło ponad dwa tysiące ludzi, ale najprawdopodobniej będzie to trzy, cztery razy tyle. Brakuje sprzętu ratowniczego. Są tylko łopaty. Widziałam, jak przy moim mieszkaniu, które się wcześniej zawaliło, z gruzów gołymi rękami wyciągali jedną osobę. Nie ma żadnego sprzętu elektronicznego, nie ma psów wyszkolonych do takich zadań. Przechodziłam obok straży pożarnej, która legła w gruzach. Nie ma koordynacji. Caritas robił coś na własną rękę. Wydawał artykuły pierwszej pomocy, namioty. Akcję paraliżuje rząd, który debatował wczoraj cały dzień, zamiast podjąć jakieś działania.

Spodziewamy się epidemii, ponieważ nie wydobywa się szybko ciał. W ciągu dnia jest upał, ciała zaczynają się rozkładać. Jedyna w kraju autostrada jest ciężko przejezdna, ponieważ blokują ją lawiny kamienne. W górach zginęło 17 wspinaczy. W rejonie Everestu spadła lawina. Na ulicach jest obecnie większy ruch, ale ludzie nadal pozostają na zewnątrz i bardzo niewiele sklepów jest otwartych.

Nepal jest jednym z najbiedniejszych krajów świata. Organizacja w nim jest bardzo chaotyczna. Pomoc jest w tej chwili bardzo potrzebna – zaznacza Edyta Stępczak.

RIRM

drukuj