Do Nepalu lecą dwie grupy polskich ratowników

Z Warszawy odleciała w niedzielę grupa 6 ratowników Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, która ma pomóc poszkodowanym w trzęsieniu ziemi w Nepalu. Na wylot do Katmandu oczekuje grupa poszukiwawczo-ratownicza HUSAR, w skład której wchodzi 81 strażaków PSP.

Ratownicy z PCPM odlecieli na pokładzie samolotu rejsowego z przesiadką w Katarze; w Katmandu mają być w poniedziałek około godz. 10 czasu lokalnego (6 rano w Polsce).

MSZ uruchomiło specjalną infolinię w sprawie trzęsień ziemi, do jakich doszło w Nepalu: (+48) 225238880. Przy telefonie dyżurują pracownicy departamentu konsularnego MSZ. Jednocześnie ministerstwo podkreśla, że „na chwilę obecną” nie ma potwierdzonych informacji, by wśród ofiar kataklizmu byli Polacy.

Strażacy mieli wylecieć do Katmandu przed południem maszyną wyczarterowaną od LOT. Jednak start opóźnia się z powodu występujących w Nepalu wstrząsów wtórnych i niejasnej sytuacji na lotnisku w nepalskiej stolicy – poinformował st. bryg. PSP Paweł Frątczak. Dodał, że wylot przewidywany jest o godz. 19, ale nie wykluczył, że może nastąpić wcześniej.

Jak powiedział podczas briefingu na lotnisku Wojciech Wilk z PCPM, celem wyjazdu obu grup jest niesienie pomocy medycznej osobom poszkodowanym w trzęsieniu ziemi.

„Wysyłamy lekki zespół, który ma na celu przetarcie szlaków logistycznych, by dotrzeć jak najszybciej do Katmandu, rozpocząć tam działania ratunkowe – mamy nadzieję, że w tym samym rejonie, gdzie będzie operować Państwowa Straż Pożarna. Ale jako że jesteśmy organizacją niosącą pomoc humanitarna, to patrzymy nie tylko na podstawowe potrzeby, które są w tej chwili, ale także na to, jaka pomoc będzie potrzebna w ciągu kolejnych kilku tygodni” – powiedział Wojciech Wilk z PCPM.

Wilk zaznaczył, że przy trzęsieniu ziemi na początku trzeba ratować ludzi spod gruzów i dlatego bardzo ucieszył się z wyjazdu polskich strażaków ze sprzętem.

 „Później osoby poszkodowane – zapewne mówimy o setkach tysięcy, jeżeli nie o milionach – będą potrzebować pomocy humanitarnej – od zabezpieczenia żywności, aż po dach nad głową” – wyjaśnił Wojciech Wilk.

Ratownicy PCPM planują pracować w Nepalu co najmniej do 7 maja. Jeśli będzie taka konieczność, zostaną dłużej. Mobilizują też drugi zespół medyczny, który w razie konieczności dołączy do pierwszego w ciągu kilku dni. „Jedziemy z dużą ilością sprzętu, choć jest to sprzęt lekki” – powiedział Wojciech Wilk. „Wieziemy około 200 kg sprzętu medycznego i leków oraz innego wyposażenia” – dodał.

Zaznaczył także, że ratownicy PCPM będą współpracować z polskimi strażakami. Razem działali już podczas powodzi w Bośni-Hercegowinie. „Jesteśmy zgrani podczas szkoleń (…) i choć jest to ogromne wyzwanie, bardzo się cieszymy, że będziemy razem z polskimi strażakami pracować w Nepalu” – dodał.

Dowódca grupy poszukiwawczo-ratowniczej PSP bryg. Mariusz Feltynowski podał, że strażacy na miejsce dolecą w ciągu około 12 godzin i chcą jak najszybciej rozpocząć akcję ratowniczą. Na razie nie wiedzą, w jakim rejonie będą działać, bo o tym zadecydują władze Nepalu.

„Będziemy oczywiście – jeżeli będziemy jedną z pierwszych grup – starali się jechać tam, gdzie są największe zniszczenia, gdyż jesteśmy przygotowani na to, żeby działać w dwóch niezależnych miejscach, nawet oddzielonych o kilkadziesiąt kilometrów od siebie i przez cały okres pobytu” – mówił.

Ze strażakami leci 12 psów ratowniczych. Grupa będzie miała również do dyspozycji 6 ton sprzętu ratowniczego, m.in. geofony, kamery wziernikowe, sprzęt hydrauliczny, pneumatyczny oraz do stabilizacji budynków, sprzęt medyczny, wodę i żywność oraz inne zaplecze logistyczne. Strażacy nie wykluczają, że pozostaną na miejscu nawet kilkanaście dni.

Feltynowski zauważył, że psy w czasie poszukiwań wypełniają bardzo ważne zadanie i pozwalają uniknąć błędnego oznaczenia miejsc, gdzie znajdują się ludzie. Pomyłka może skutkować zaangażowaniem grupy nawet na kilkanaście godzin – wyjaśnił.

Wojciech Wilk z PCPM dodał, że jego grupa zamierza rozpocząć akcję w sąsiedztwie działań ratowników PSP, aby udzielić pomocy medycznej uratowanym przez polskich strażaków i ludziom, którzy przebywają na tym obszarze, ale odnieśli mniejsze obrażenia.

Paweł Frątczak powiedział, że grupa ratownicza musi być całkowicie samowystarczalna i przygotowana do pracy przez co najmniej 14 dni. „Rząd w Katmandu wystąpił z oficjalną prośbą o udzielenie pomocy ratowniczej i humanitarnej. Chęć udzielenia pomocy potwierdziło 48 grup, ale de facto grupy certyfikowane, które w tej chwili są przygotowane do wylotu, to są: 57-osobowa grupa amerykańska, grupa polska, grupa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a także grupa chińska oraz cztery inne małe grupy” – tłumaczył.

Według niego Polacy mają szanse być jednym z pierwszych zespołów na miejscu. „Pierwsza grupa certyfikowana, która przylatuje, po kontakcie z władzami lokalnymi zakłada centrum dowodzenia akcją ratowniczą, gdzie każda następna musi się zgłosić, aby otrzymać dany sektor, aby nie było chaosu w działaniach ratowniczych” – mówił Frątczak.

Dodał także, że wśród 81 strażaków jest dwóch lekarzy i dziewięciu ratowników medycznych. Zespół ma duże doświadczenie, brygadier Feltynowski m.in. dowodził polską grupą biorącą udział w akcji ratunkowej po trzęsieniu ziemi na Haiti z 2010 roku.

Bilans ofiar sobotniego trzęsienia ziemi w Nepalu przekroczył już dwa tysiące zabitych, jest ponad 5 tysięcy rannych – poinformowały w niedzielę władze nepalskie i krajów sąsiednich. Liczba ofiar wciąż rośnie.

Wstrząs o sile 7,9 w skali Richtera nastąpił w sobotę przed południem czasu lokalnego, jego epicentrum znajdowało się 80 km na wschód od miasta Pokhara w środkowej części kraju. Nastąpiło także kilkanaście słabszych wstrząsów wtórnych. Było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w Nepalu od 81 lat.

PAP/RIRM

DANE O CUDZOZIEMCACH, KTÓRZY BYLI W NEPALU PODCZAS TRZĘSIENIA ZIEMI

drukuj