Dzień odświeżenia pamięci

Wiele się mówi zazwyczaj o odpowiedzialności za przyszłość czy przyszłe
pokolenia, a nieraz zapomina się o ciążącej na nas odpowiedzialności najpierw
wobec przeszłości i przeszłych pokoleń. Odchodzący bliscy wymagają nie tylko
głębokich westchnień i pięknych pomników, ale nade wszystko żywej pamięci o ich
pięknych i wielkich czynach. Temu ostatniemu służy Dzień Zaduszny.

Nie zawsze chętnie o wszystkich z tych wielkich czynów naszych bliskich
mówimy, bo często ostatnie, decydujące zmaganie naszych bardzo bliskich zmarłych
dokonało się nie w porywającej scenerii historycznej bitwy, ale w udręce
szpitalnego, nierzadko samotnego konania, ogołacającego z intymności i
wzniosłości. Takie odejścia nieznanych Achillesów czy też raczej Chrystusowych
rycerzy na zawsze przykuwają naszą wdzięczną pamięć. Nie zawiedli i nie poddali
się w najtrudniejszym zadaniu. Chociaż ciąży na nas ich odejście, to jednak
krzepimy serce i podnosimy głowę, wspominając ich zwycięskie zmagania.
Tegoroczny Dzień Zaduszny nadzwyczaj obficie wzbogaca naszą indywidualną i
narodową pamięć. O niedawnym odejściu mojego wybitnego ojca nie śmiem publicznie
nic więcej mówić, ale o odejściu księdza profesora Tadeusza Stycznia wręcz
należy mówić, skoro odegrał on tak ogromną narodową rolę w czasie pontyfikatu
Jana Pawła II. O odejściu księdza profesora Stycznia należy wszystkim mówić, bo
inaczej odezwą się kamienie, poruszone ślepotą tych, którzy w tym życiu
uczestniczyli, z niego czerpali własne życie. Takich jest ogromna rzesza nie
tylko w naszym kraju, o czym zresztą świadczy obecność na uroczystości
pogrzebowej prof. Rocca Buttiglionego czy też księżnej Marii von Liechtenstein.
Ale pewnie nie chcemy dać się innym wyprzedzić w pamięci o życiu księdza
profesora Stycznia.
Czym ubogacił najpierw świat polskiej nauki ten niezapomniany profesor etyki? W
podejściu do tej dziedziny zachowywał równowagę pomiędzy szacunkiem dla
czcigodnej przeszłości a pociągającej teraźniejszości. Zamiast zatem powtarzać
już utrwalone, ale skostniałe klasyczne formułki w uprawianiu etyki, ks. Styczeń
starał się wyniki klasycznej etyki poddać sprawdzeniu w oparciu o nowożytne i
współczesne narzędzia metodologiczne. Zarówno pracę doktorską, jak i
habilitacyjną poświęcił zatem nie niewątpliwie ważnemu zagadnieniu moralnych
aspektów sportu czy wypoczynku po pracy, ale odpowiedzi na z pewnością jeszcze
ważniejsze pytanie: czy główne nurty nowożytnej etyki – która odrzuciła etykę
klasyczną, uważając ją za "domy na piasku" (Kartezjusz) – mogą zasłużyć na miano
etyki, czyli teorii formułującej konieczne i realnej ważności twierdzenia o
moralności? Odpowiedź autora była negatywna, czego tu jednak nie mam możliwości
wyjaśnić, ale zainteresowani mogą sięgnąć do odpowiednich publikacji. Świat
nauki nie zawsze jednak przejmuje się najbardziej prawdą, raczej problemami
grantów, wyjazdami i tzw. wzięciem. Z tego pewnie powodu dotąd jeszcze nie
przejęto się doktoratem i habilitacją ks. Stycznia. Uczniów nowożytnej etyki
mamy dzisiaj w nadobfitości, nawet jeśli swoich mistrzów nie czytali. Pokaźna
grupa w polskim parlamencie posługuje się np. rozważaniami dotyczącymi rozumu
ludzkiego – znanymi z książki Johna Locke’a o takim właśnie tytule –
argumentując za słusznością zapłodnienia in vitro, odwołując się do szlachetnego
pragnienia rodzicielskiego, przykro ograniczonego bezpłodnością. Kliniki
prowadzące ten proceder miałyby zatem czynić jakoby moralne dobro, skoro
uprzyjemniałyby życie niektórym. Widać posłom przydałaby się lektura dzieł
księdza profesora.
Oto zatem widzimy, w jakim naukowym i moralnym zmaganiu brał udział ks. prof.
Tadeusz Styczeń i w jakim zmaganiu o prawdę zwyciężył. Obyśmy zatem naszymi
pięknymi pomnikami nie przytrzasnęli tego zwycięstwa…

Marek Czachorowski
 

drukuj