fot. Tomasz Strąg

Duda: Komorowski ma problem z konwencją

Po podpisaniu ustawy ws. ratyfikacji tzw. konwencji antyprzemocowej, prezydent Bronisław Komorowski spotkał się z falą krytyki ze strony prawicowych środowisk politycznych i naukowych. Ma kłopot: nie wie co zrobić –  komentuje Andrzej Duda z PiS.

Bronisław Komorowski zapowiedział, że podejmie decyzję o ratyfikacji dokumentu „bez niepotrzebnej zwłoki” i  po zbadaniu go od strony prawnej.

Andrzej Duda, kandydat PiS-u na prezydenta, podkreśla, że ta sprawa jest dla Bronisława Komorowskiego kłopotliwa. Z jednej strony, chciałby on pozyskać wyborców lewicowych, z drugiej, zachować elektorat konserwatywny.

– Ma problem, dlatego, że – jak myślę – nie bardzo wie, co zrobić w tej sytuacji, w którą wpuścił go w jakimś stopniu rząd PO, partii, która, jak by nie było, go popiera, co też pokazuje, że u nich nie wszystko dobrze wygląda. Ja natomiast apelowałem do pana prezydenta, żeby tej konwencji nie ratyfikował, bo uważam iż jest to konwencja szkodliwa dla naszego społeczeństwa, naszego systemu wartości i w ogóle dla pewnego kształtu państwa polskiego, dla naszej tradycji ukształtowanej przez 1000 lat. Ona (ustawa) niesie za sobą sprzeczne wzorce. Mało – są takie momenty, gdzie właśnie nakazuje zwalczać pewne „stereotypy” wynikające z tradycji i kultury – mówi Andrzej Duda.

Senator Jan Maria Jackowski mówi, że konwencja w bardzo negatywny sposób wpłynie na kondycję Polski. Uważam, że to decyzja straszna – podkreśla.

– Była okazja – i prezydent ma taką prerogatywę – żeby wyjaśnić wszystkie wątpliwości konstytucyjne co do obowiązywania tej ideologicznej, neomarksistowskiej konwencji. Sprawa jest o tyle smutna, że do polskiego porządku prawnego, tak jak w czasach komunizmu, wchodzi ideologia. Wchodzi także do systemu prawnego, ponieważ ratyfikowana konwencja będzie zobowiązywała nasze prawodawstwo do dostosowania do tej konwencji. Uważam, że to decyzja straszna i że ludzie wierzący nie powinni głosować na pana Komorowskiego – komentuje senator.

Dr Artur Mamacarz-Plisiecki, wykładowca KUL i WSKSiM, zauważa, że prezydent będzie chciał jak najszybciej podpisać genderową konwencję

– Liczy na to, że do 10 maja (czyli do momentu wyborów) jego wyborcy zapomną, że cokolwiek miał z tym dokumentem wspólnego. W ten sposób będzie można, jak to mówią, „grać na dwóch fortepianach”: katolikom pokazywać złożone ręce i rozmodloną twarz na Mszach świętych i różnych uroczystościach religijnych, zaś lewicowcy i liberałowie otrzymają ustami jego doradców na łamach Gazety Wyborczej i TVN-u informację, że to przecież jest ich prezydent, skoro nawet wbrew Kościołowi podpisuje międzynarodowe dokumenty – ocenia dr Artur Mamacarz-Plisiecki.

Poseł Małgorzata Sadurska apeluje do prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby nie podpisywał dokumentu.

– Domagam się od prezydenta Komorowskiego, żeby nie ratyfikował tej konwencji, żeby nie bał się i ogłosił, że nie zgadza się na ratyfikację konwencji, która, łamie polską konstytucję, nie chroni ofiar przemocy ani z nią nie walczy i wprowadza do naszego systemu prawnego ideologię gender. To jest swoista gra prezydenta Komorowskiego – podkreśla polityk.

Zgodnie z prawem prezydent może zwrócić się w sprawie zbadania zgodności dokumentu z Ustawą Zasadniczą do Trybunału Konstytucyjnego.

Stanowczy sprzeciw wobec ratyfikacji konwencji wyrażają księża biskupi. Sprzeciwiają się jej także posłowie i senatorowie PiS-u. Ponadto w sprawie protestują m.in, organizacje pro-life, prorodzinne i część środowisk prawniczych.

 

RIRM

 

drukuj