Dowartościowanie krzyża

Tegoroczne święto Podwyższenia Krzyża Świętego zbiega się z akcją usuwania
krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego przez nasze najwyższe władze. Oczywiście –
jak się podaje do wierzenia – z jak najszlachetniejszych powodów. Aby sprawnie
zrealizować najszlachetniejszy czy zgoła zły zamysł najlepiej ubrać go w pozory
dobra i wspaniałomyślności. Słyszymy zatem, że krzyż ma być tylko przeniesiony w
godniejsze miejsce, chroniony przed politykierami bez sumienia, przed rzekomym
znieważeniem. Czy mamy więc dziękować władzy za ultraszacunek dla krzyża?

Wszystko byśmy zrozumieli, przyjęli i wykonali, ale wyraźna zgoda władz na
jawne, zmasowane i bezkarne znieważanie tego krzyża w miejscu publicznym rodzi
pewność, że mamy do czynienia z niewypełnianiem przez władzę konstytucyjnego
obowiązku uszanowania przekonań religijnych obywateli oraz skrajnie antyludzką
niewrażliwością na ludzkie cierpienie, którego symbolem jest dzisiaj krzyż.
Cokolwiek mniemamy na temat umęczonego na nim Chrystusa, nie możemy nie widzieć
tutaj co najmniej skrajnie udręczonego niewinnego człowieka. Obojętność władzy
na publiczne zniewagi wobec tego cierpienia daje aż zbyt wiele do myślenia, w
którym miejscu jesteśmy.
Nie tylko z szacunkiem dla krzyża Chrystusa ludzkość ma nieustanny problem,
począwszy od kpin z Ukrzyżowanego, iż "innych wybawiał, a siebie nie może
wybawić". Ludzkość ma przede wszystkim problem z poszanowaniem krzyża w
rozumieniu cierpienia, ułomności, upadku. Ileż w mediach codziennie pogardy i
kpin z udręczonego człowieka? Ile satysfakcji np. z upolowania obiektywem
jakiejś wiarołomnej żony, upadłego anioła czy usterek w urodzie lub ubraniu? A
cóż powiedzieć o codziennym krzyżowaniu politycznego lidera opozycji w czasie
żałoby po śmierci brata, bratowej i wielu przyjaciół? Czyżbyśmy już mieli
kamienne serca wobec innych, miłowali kopanie innych i szyderstwo? Ten obyczaj
"walki klasowej" – wszystkich ze wszystkimi – wtargnął także do prac naukowych,
gdzie zanikają kulturalne naukowe polemiki, coraz częstsze są recenzje zamiast
życzliwości serwujące pochlebstwo, zwyczajne chamstwo i złośliwość. Ale skoro
rzekomo walczymy o prawdę, to cóż znaczy cierpienie adresata naszego działania!
Czy tak myślimy?
Widać trzeba dzisiaj "podniesienia" nie tylko Chrystusowego krzyża, ale także
wszystkich ludzkich krzyży czy też krzyża jako takiego. Trzeba ludzkie, zawsze
sensowne cierpienie "podnieść", czyli dowartościować, ponieważ jawi się ono jako
coś, co człowieka od siebie odpycha i tą drogą stara się nas odciągnąć od
realizacji dobra. Regularnie przekonuje się nas, że cierpienie nie ma sensu, a
sens ma tylko piękna pogoda, opalone, zgrabne ciało, zasobne konto w banku itp.

Ale bez krzyża Chrystusa – a zatem w świecie pod pustym lub obojętnym wobec
człowieka niebem – wszystkie ludzkie cierpienia napełniają tylko zwątpieniem.
Usuwa się zatem z przestrzeni publicznej nie sam krzyż, ale krzyż przekonujący o
sensowności ludzkiego cierpienia. Rozpustne gwiazdy filmu i rocka obwieszone są
przecież krzyżami z wizerunkiem Chrystusa, ale ma miejsce w tym wypadku świadoma
kradzież tego symbolu. Skoro lubujący się w manifestacyjnym łamaniu wszystkich
dziesięciorga przykazań obwieszają się krzyżami, to z pewnością chodzi o
zafałszowanie sensu tego znaku. Ten zamiar odebrania sensu Chrystusowego krzyża
obwieszczali uwięzionym polskim księżom kaci z Dachau – jak wspomina ks. abp
Kazimierz Majdański. Wyrażali oni swój zamysł w kpiących słowach "my wam
ściągniemy z krzyża tego Żyda", czyli uczynimy krzyż bezsensownym, pozbawionym
czytelnego znaczenia, iż to sam Bóg wybrał ten krzyż z miłości do człowieka.
Ile może zdziałać w naszym życiu ten sensowny przekaz z Chrystusowego krzyża,
mówią kolejne pokolenia milionami głosów. Pozwolę sobie przypomnieć świadectwo
Zofii Kossak. We wspomnieniach "Z otchłani" opisuje epidemię tyfusu plamistego w
Birkenau w 1943 roku. W ciągu miesiąca zmarło ponad 10 tysięcy więźniarek. Jedną
z nich była polska zakonnica. Konała z wielkim spokojem, z radością wychodząc na
spotkanie oczekującego Oblubieńca, bo w ręce trzymała duży zakonny krzyż.
Pozostawiła go współwięźniarkom: "Staje się on teraz najcenniejszą rzeczą,
ogólnym skarbem rewiru. Podawany konającym, sprowadza wyraz pokoju na
zastygające twarze".
Czyżbyśmy zamyślali wyrwać cierpiącym ten krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego?

Marek Czachorowski
 

 

drukuj