
„Czy milion czterysta tysięcy zabitych cywilów to dość, żeby upomnieć się o specjalne miejsce w pamięci niemieckiej?”. Wystąpienie prof. Andrzeja Nowaka w Berlinie
Prof. Andrzej Nowak, historyk, podczas wystąpienia na konferencji w Berlinie organizowanej przez AfD wygłosił przemówienie dotyczące pamięci historycznej o II wojnie światowej. Ekspert wskazał, że naród niemiecki ma niską świadomość krzywd wyrządzonych Polakom.
Prof. Andrzej Nowak, wybitny polski historyk, autor poczytnych książek, 8 października wygłosił w Berlinie wykład na konferencji organizowanej przez niemiecką partię AfD.
W wystąpieniu przedstawionym po polsku historyk przyznał, że inicjatywa budowy Domu Polsko-Niemieckiego to – jego zdaniem – dobry pomysł. Prof. Andrzej Nowak wskazał również na trzy filary, jakie są wymienione w projekcie inicjatywy: upamiętnienie, spotkanie i zrozumienie. Ocenił przy tym, że każde z tych pojęć powinno tu występować w liczbie mnogiej.
„Nie chodzi mi o to, żeby powstało sto pomników ofiar polsko-niemieckich, nie. Chodzi mi o to, że każdy ma prawo do indywidualnej pamięci i to trzeba uszanować. Żadna pamięć odgórnie narzucana nie może stać się obowiązująca. Musimy zachować prawo jednostek do indywidualnej pamięci, taka jest część kultury wolności. A więc upamiętnienia, różne upamiętnienia. Spotkania – to jest to drugie pojęcie. Zamiast jednego – liczby pojedynczej – spotkania, różne spotkania” – tłumaczył prof. Andrzej Nowak, podkreślając, że ważne jest spotkanie ludzi o różnych punktach widzenia.
Ponadto historyk pozytywnie ocenił plany upamiętnienia mniej zauważanych ofiar.
„Polska należy do mniej zauważanych ofiar w niemieckiej pamięci realnej, w niemieckiej kulturze pamięci. Przykładem tego są badania opinii publicznej przeprowadzane przez najbardziej rzetelne instytucje, które tym się zajmują w Niemczech. Ostatnie badania, do których ja miałem dostęp, to badania z 2019 r., kiedy postawiono niemieckim respondentom pytanie: kto powinien być upamiętniany we współczesnych Niemczech, gdy idzie o pamięć II wojny światowej, jako ofiary? Na pierwszym miejscu oczywiście wymienieni zostali – i słusznie – Żydzi. 82 proc. respondentów upomniało się o upamiętnianie Żydów. Na drugim miejscu grupa Sinti Roma – 44 procent. Następnie niepełnosprawni zamordowani w czasie II wojny światowej, dalej członkowie niemieckiego ruchu oporu – pięć proc., dalej homoseksualiści. I tak dalej coraz mniej liczne kategorie już oscylujące wokół jednego proc. lub poniżej jednego proc. respondentów. Nie było w tej kategorii nie tylko Polaków, ale żadnych innych narodów wschodniej Europy poddanych niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej. To jest wymierne świadectwo stanu niemieckiej pamięci. Podobne badania przeprowadził chyba dwa lata później Instytut Pileckiego, polska instytucja zajmująca się historią II wojny światowej. One potwierdziły dokładnie ten sam stan rzeczy, dlatego nie potrzebuję przytaczać ich wyników. Nikt z niemieckich respondentów nie wymieniał w badaniu przeprowadzonym przez Instytut Pileckiego Polaków jako ofiar” – relacjonował prof. Andrzej Nowak.
„Można by w tym momencie zatrzymać się, skupić się wyłącznie na II wojnie światowej i zadać pytanie, (…) czy milion czterysta tysięcy zabitych cywilów to dość, żeby upomnieć się o miejsce, specjalne miejsce w pamięci niemieckiej?” – pytał historyk.
Biały Kruk/radiomaryja.pl



