(fot. PAP)

Co się stało z ciałem Anny Walentynowicz?

Rodzina śp. Anny Walentynowicz domaga się wyjaśnień od prokuratury. W Moskwie zidentyfikowano ciało, twarz była nieuszkodzona. Podczas sekcji zwłok było to niemożliwe, bo nie było głowy.

Rodzina nie wie co stało się z ciałem legendy solidarności po identyfikacji w Moskwie. Zapowiedzieli skierowanie kolejnych wniosków do prokuratury. Ta jednak cały czas milczy. Dziś sprawa została poruszona podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.

Piotr Walentynowicz, wnuk legendy solidarności, tłumaczył że bliscy w czasie sekcji zwłok zgłaszali swoje uwagi prokuratorom, teraz otrzymali dokumentację medyczno-sądową, która  nie odpowiedziała na wszystkie pytania.

– Nie było problemów z rozpoznaniem babci w Moskwie, natomiast był ogromny problem z rozpoznaniem babci w czasie sekcji zwłok. Nie było istotnego elementu, czyli głowy. W związku z tym jest chyba naturalne, że mamy pewne wątpliwości i chcemy je wyjaśnić – powiedział Piotr Waletynowicz.

Janusz Walentynowicz, syn ofiary katastrofy, powiedział że rozpoznał swoją mamę w Moskwie po twarzy, jako trzecią osobę którą mu pokazano. Potwierdził to także dr Dmitryj Książek, który był obecny w czasie identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej.

– Nie doszło do żadnej pomyłki w identyfikacji ciała pani Walentynowicz. Towarzyszyłem panu Januszowi przy identyfikacji i wiem na pewno, że rozpoznał ciało na 100%. Jestem w  stanie o tym zaświadczyć i mogę zeznać pod przysięgą, że twarz pani Anny Walentynowicz była nieuszkodzona i można ją było doskonale poznać. Ja, który znałem panią Annę z telewizji i ze zdjęć – byłem pewien, że to ona – powiedział dr Dmitryj Książek

Wątpliwości można byłoby szybko rozwiązać gdyby nie procedury i biurokracja, jaka ma miejsce w Prokuraturze Wojskowej – akcentował Piotr Walentynowicz.

– Można oczywiście powiedzieć, że przecież wszystko jest jasne, są badania, wyniki, więc dlaczego się czepiamy. Pragnąłbym jednak przypomnieć, że przez ostatnie 2,5 roku byliśmy zapewniani, że wszystko jest dobrze, że wszystko jest prawidłowo. Efekty tego sami państwo znają, dlatego my jako rodzina nie możemy sobie pozwolić, aby jakiekolwiek wątpliwości pozostały niewyjaśnione do końca życia, tym bardziej że nie trzeba powoływać komisji  Millera, żeby te wątpliwości wyjaśnić. Liczę na jakiś gest ze strony prokuratury, że wspólnie w cywilizowany sposób to załatwimy – podkreślił Piotr Walentynowicz.

RIRM 

drukuj