Brakuje inkretyn

Na nowej liście refundacyjnej Ministerstwa Zdrowia, która zacznie obowiązywać od 1 lipca, nie ma Onglyzy (saksagliptyny). To najczęściej stosowany lek na cukrzycę z grupy inkretyn, który hamuje u chorych na cukrzycę typu 2 jej rozwój i opóźnia konieczność stosowania insulin. Polskie Stowarzyszenie Diabetyków wysłało do resortu list z pytaniem o powody pominięcia specyfiku na liście.


Trwają negocjacje Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków oraz producenta saksagliptyny z Ministerstwem Zdrowia w sprawie przywrócenia leków inkretynowych na listę refundacyjną. – Ważne są analogi insulin, ale to zwycięstwo połowiczne. Dlatego piszemy odwołania do resortu – mówi Andrzej Bauman, prezes PSD, który zwrócił się już z pytaniem do resortu o przyczyny nieumieszczenia na liście saksagliptyny. Zgodnie z tzw. ustawą refundacyjną lista leków jest aktualizowana co dwa miesiące i publikowana w formie obwieszczenia MZ. Obecnie obowiązuje lista zaktualizowana 1 maja br., na której saksagliptyny również zabrakło. Kolejna wejdzie w życie 1 lipca. Od stycznia leki refundowane mają urzędowe ceny i marże. Na liście znalazły się trzy nowe substancje czynne dotychczas nierefundowane, w tym dwa analogi insulin długo działających: Insulinum glargine (nazwa handlowa Lantus) i Insulinum detemirum (nazwa handlowa Levemir). Pierwszy dotyczy cukrzycy typu 1 u dorosłych, młodzieży i dzieci od sześciu lat, a drugi cukrzycy typu 1 u dorosłych, młodzieży i dzieci w wieku od dwóch lat. Refundowany będzie także preparat Tafluprostum (nazwa handlowa Taflotan) stosowany przy obniżaniu podwyższonego ciśnienia śródgałkowego w leczeniu jaskry. Chorzy na cukrzycę od kilku lat zabiegali o refundację analogów insulin długo działających. Podkreślali, że ich stosowanie ułatwia im życie, gdyż mogą w bardziej elastyczny sposób przyjmować insulinę i wydatnie zmniejszyć narażenie na niedocukrzenie. Insuliny długo działające podaje się najczęściej przed snem, ich działanie jest przedłużone nawet do kilkunastu godzin po przebudzeniu. Dzięki nim chory nie ma problemów z utrzymaniem właściwego poziomu cukru w nocy.

 

Dlaczego zabrakło saksagliptyny?

Dopytywane o to Ministerstwo Zdrowia nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi. – Nie potrafię pani tego powiedzieć – tłumaczy Agnieszka Gołąbek, rzecznik resortu. Do 1 lipca pozostało zaledwie kilka dni. Czy do tego czasu uda się przekonać resort zdrowia? – Zastanawiamy się, co robić, coś zrobiono, będzie refundacja insulin, resort zdrowia uwzględnił jednak tylko potrzeby chorych na cukrzycę I stopnia. Zupełnie pominął tych, którzy chorują na cukrzycę typu 2. A to jest blisko tysiąc osób. Ta cukrzyca I stopnia nie jest doceniana przez Ministerstwo Zdrowia ani nie ma woli leczenia tej choroby w sposób nowoczesny – mówi prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, dodając, że leki inkretynowe pojawiły się na liście leków refundowanych jeszcze w grudniu ubiegłego roku, z której później raptem zniknęły. – Analogi też znikały dwa razy, więc może inkretyny też muszą zniknąć dwa razy – ironizuje prof. Czupryniak, dodając, że ma jednak nadzieję, iż leki te trafią na kolejną listę refundacyjną. Od ponad 10 lat żaden nowy lek na cukrzycę nie został objęty refundacją, podczas gdy są one refundowane w różnym stopniu we wszystkich innych krajach UE. 14 marca br. Parlament Europejski uchwalił rezolucję wzywającą państwa członkowskie do podjęcia zdecydowanej walki z epidemią cukrzycy. Tymczasem w Polsce środki na walkę z tą chorobą są dramatycznie niskie – w ubiegłym roku NFZ przeznaczył na świadczenia w poradniach i oddziałach diabetologicznych jedynie 133 mln zł, czyli zaledwie 0,22 proc. swojego budżetu.

 

 

Ostrożnie wobec obietnic

Pytanie o refundację inkretyn pozostaje jednak otwarte. Polskie Stowarzyszenie Diabetyków dysponuje kopią korespondencji między firmą Bristol-Myers Squibb, producentem saksagliptyny, a ministrem Bartoszem Arłukowiczem. Wynika z niego, że urzędnicy resortu zdrowia nie podjęli nawet z producentem saksagliptyny negocjacji cenowych. Z pisma z 6 czerwca adresowanego przez spółkę do ministra zdrowia i Artura Fałka, dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji, wynika, iż Komisja Ekonomiczna MZ uznała za nieodpowiednią urzędową cenę zbytu leku zaproponowaną przez producenta. KE wydała negatywną uchwałę, nie przeprowadzając negocjacji cenowych z producentem tego specyfiku. Komisja nie wzięła też pod uwagę nowej, niższej oferty cenowej proponowanej przez producenta. Producent nie został wezwany do negocjacji cenowych z resortem zdrowia. W ocenie firmy, jest to naruszenie przepisów prawa, a w szczególności art. 19 ustawy refundacyjnej, który dotyczy właśnie przeprowadzania owych negocjacji. Ponadto jest to też naruszeniem art. 10 ustawy Kodeks postępowania administracyjnego poprzez uniemożliwienie wnioskodawcy (spółce) wypowiedzenia się co do zebranych dowodów i materiałów oraz zgłoszonych żądań. Resort zdrowia deklaruje, że rozmowy z producentami leków na temat cen jak zwykle były prowadzone. – Negocjacje toczyły się jak zawsze z wieloma różnymi podmiotami. Negocjacje są prowadzone non stop z pewną przerwą na wydanie decyzji przed aktualizacją kolejnych list – zapewnia Agnieszka Gołąbek, rzecznik prasowy resortu. Przedstawiciele firmy zaprzeczają. – W maju odbyły się posiedzenia Komisji Ekonomicznej, która rozpatrywała wnioski refundacyjne, m.in. nasz wniosek dotyczący saksagliptyny. Większość firm uczestniczących w procesie refundacyjnym odbyła kilka spotkań negocjacyjnych z resortem zdrowia. Z nami odbyło się tylko jedno spotkanie, które miało charakter czysto informacyjny mający na celu poznanie oczekiwań resortu zdrowia. Na następne ministerstwo nas nie zaprosiło. Pomimo że złożyliśmy ofertę, nie odbyły się żadne rozmowy negocjacyjne – konkluduje przedstawiciel producenta.

 

 

Chorzy czekają

Leki inkretynowe pozwalają na odsunięcie w czasie rozpoczęcia insulinoterapii. Jeżeli saksagliptyna nie wejdzie więc na listę leków refundowanych, ponad tysiąc chorych, będzie musiało w dalszym ciągu płacić za nią z własnych środków. A jest to koszt niemały – za jedno opakowanie, które starcza zaledwie na miesiąc, pacjent musi zapłacić od 200 do 500 zł, w zależności od tego, czy lek jest dostępny w tabletkach czy w zastrzykach. Oba warianty przekraczają jednak możliwości finansowe wielu chorych utrzymujących się często tylko z renty. – W imieniu ogromnej rzeszy chorych, którzy już przyjmują ten lek, i tych, którzy czekają na to, by był refundowany, apelujemy do ministerstwa o ponowne rozpatrzenie decyzji i niepublikowanie listy, która nie będzie zawierała pełnego wachlarza leków inkretynowych. To lekarze powinni decydować o wyborze najodpowiedniejszego leku dla chorego, a nie urzędnicy – dodaje Anna Śliwińska z Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.


drukuj