fot. M. Marek/Nasz Dziennik

Bogaty zwyczajną świętością

Z o. Antonio Marrazzo CSsR, postulatorem w procesie beatyfikacyjnym Ojca Świętego Pawła VI, rozmawiają o. Sylwester Pactwa CSsR i Marcin Perłowski

Papież Paweł VI zostanie ogłoszony błogosławionym. Czy był otaczany kultem zaraz po śmierci?

– Trzeba tutaj powiedzieć, że sposób oddawania czci zmarłemu papieżowi jest częścią pewnej pobożności bardzo zwyczajnej. My dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni przeżywać swego rodzaju „sławę świętości”, bardzo rozpowszechnioną i przepracowaną, jak w przypadku Jana XXIII, Jana Pawła II, Ojca Pio, Matki Teresy z Kalkuty. Ale bądźmy uważni – te przypadki są dosyć wyjątkowe. Giovanni Battista Montini zaś posiadał tę „sławę świętości”, powiedzmy – „normalną”. Ten kult był swego rodzaju kultem „z ust do ust”. W Brescii czczony był głównie wśród kapłanów i osób konsekrowanych. W różnych częściach świata, do których się udawał podczas podróży apostolskich, można odnotować duży kult pośród zwykłych ludzi. Oczywiście nie jest to sława świętości „wykrzyczana” przez środki komunikacji, jednak kult Pawła VI istnieje.

Czy w trakcie procesu odkryte zostały jakieś nieznane uprzednio fakty z życia Papieża?

– W pewnym sensie nie, ponieważ o Pawle VI było już napisane bardzo wiele, więc należało zebrać to, co już istniało. Natychmiast po śmierci Montiniego został powołany do życia Instytut Pawła VI, który zebrał większość dokumentów związanych z jego osobą. Od tamtego czasu zostały opublikowane słynne „Zeszyty”, zawierające teksty napisane przez Pawła VI, także cała seria książek o nim. Obecnie przygotowywany jest druk rękopisów Papieża, a on pisał wszystko: od homilii do encyklik.

Z drugiej strony jest jeszcze wiele spraw do odkrycia, do przestudiowania. Na przykład okres II wojny światowej, kiedy to Montini pomagał Żydom czy Włochom prześladowanym przez faszyzm. Papież Pius XII osobiście delegował go do stworzenia specjalnego miejsca schronienia. Pamiętajmy, że w tamtym okresie klasztory i poszczególne rezydencje należące do Stolicy Apostolskiej były wypełnione uchodźcami. Może to zabrzmieć dziwnie, ale w Bazylice św. Jana na Lateranie komuniści, którzy tam znaleźli schronienie przed terrorem faszyzmu, przebierali się w sutanny, aby w ten sposób uniknąć śmierci. Nie zapominajmy też tego, co robił Montini nocą, a mianowicie, że w ukryciu zanosił jedzenie żydowskim dzieciom. W tym okresie powołał też specjalne biuro zajmujące się pomaganiem osobom, które straciły kontakt z najbliższymi w wyniku działań wojennych. Jest to więc okres znany jeszcze dosyć słabo, stanowi on wciąż pole do przepracowania.

Czy były jakieś konkretne przeszkody podczas procesu? Przykładowo: znane są książki, które podważają beatyfikację Pawła VI. Jakich argumentów używają jej przeciwnicy?

– Przeszkody nie. W całej dokumentacji procesu, zebranej w 12 tomach, nie ujawniono żadnych przeszkód mogących zablokować proces. Były jakieś cienie, wątpliwości, które później zostały wyjaśnione w całej serii analiz. Jeśli chodzi o te książki, to musimy brać pod uwagę to, kto je napisał i jaki temu przyświecał cel. Oczywiście, Montini, już jako Paweł VI, posiadał opozycję, zarówno pośród przedstawicieli tzw. prądu konserwatywnego, jak i po stronie tych, którzy określani byli mianem progresistów. Przede wszystkim zostały napisane książki, które należą do dziedziny skandalistycznych, szukających sensacji przeciwko Montiniemu. Ktoś chciał widzieć w nim antypapieża czy nawet diabła tylko z tego powodu, że podjął się kontynuowania Soboru Watykańskiego II. Tak więc teksty te nigdy nie były rozważane w sposób poważny, ponieważ nie przytaczają argumentów, są bezpodstawne.

Jakie były okoliczności cudu beatyfikacyjnego?

– Ten cud jest szczególny, ponieważ dotyczył osoby jeszcze nienarodzonej. Nie mamy zbyt wielu udokumentowanych takich cudów. Możemy powiedzieć, że wpisuje się on w linię nauczania Papieża Pawła VI – obronę życia ludzkiego.

Okoliczności cudu były proste. Pod koniec lat 90. u pewnej kobiety ze Stanów Zjednoczonych w 24. tygodniu ciąży odkryto bardzo poważną patologię płodu. Nie wdając się w skomplikowane medyczne opisy tego przypadku, chcę podkreślić, że ta ciąża mogła skończyć się samoistnym poronieniem, zagrażając jednocześnie zdrowiu matki. W przypadku doprowadzenia do porodu dziecko musiałoby zostać poddane natychmiastowej operacji, istniało także niebezpieczeństwo jego śmierci zaraz po porodzie. Oprócz tego należało się spodziewać, że dziecko przyjdzie na świat ze zdeformowanym ciałem: kończynami oraz twarzą, stąd też lekarze sugerowali aborcję.

Rodzice byli przeciwni temu rozwiązaniu, mając świadomość, że to ich dziecko, ich syn. Jedno jest pewne: babcia tego dziecka miała przyjaciółkę pośród sióstr ze Zgromadzenia Sióstr od Dzieciątka Maryi, które pełniły posługę przy kardynale Montinim w Mediolanie i później w Rzymie już jako Pawle VI. Gdy opowiedziała jej tę historię, zakonnica przekazała babci chłopca obrazek z podobizną Papieża. Rozpoczęto modlitwę przez jego wstawiennictwo o zdrowie dla dziecka. Modliła się rodzina, siostry, parafia, wiele osób. W 34. tygodniu, czyli 10 tygodni później, badania medyczne wykazały, że choroba całkowicie zniknęła i wszystko się uregulowało. W 39. tygodniu chłopiec urodził się, i to całkowicie zdrowy. Było to wydarzenie wyjątkowe, aby po takiej patologii okresu prenatalnego dziecko narodziło się zupełnie zdrowe. Dziś, po kilkunastu latach, chłopiec jest zdrowy. Z dokumentacji wynika, że to całkowite uzdrowienie dokonało się w sposób niewytłumaczalny. Konsulta medyczna wydała w sposób jednogłośny pozytywną ocenę, natomiast teolodzy również jednogłośnie, po dokładnym przebadaniu, wydali orzeczenie o prawdziwości uzdrowienia przez wstawiennictwo Papieża Pawła VI. W maju tego roku Ojciec Święty zatwierdził dekret o cudzie.

Dlaczego na datę beatyfikacji został wybrany 19 października br.?

– Tego życzył sobie Ojciec Święty, gdyż wtedy zamknięty zostanie nadzwyczajny synod biskupów, który obecnie obraduje w Rzymie. Ważne, by pamiętać, że to Papież Montini ustanowił instytucję synodu biskupów po Soborze. To właśnie on określił jego rolę.

Czego znakiem jest dla dzisiejszego świata ta niedzielna beatyfikacja?

– Każda beatyfikacja czy kanonizacja pomaga nam zrozumieć, że Kościół jest rzeczywistością żywą, że Chrystus żyje. Jest wyrazem wielkiej miłości Boga do człowieka i do świata. Utwierdza też człowieka w przekonaniu, iż jest stworzony na Boży obraz. Człowiek z pomocą łaski Bożej może przeżyć swoje życie w sposób pełny.

W przypadku Giovanniego Battisty Montiniego nie jest najszczególniejsze to, że był papieżem czy kardynałem. Raczej sposób jego życia – bardzo prosty, życia po chrześcijańsku. Montini był przede wszystkim pasterzem zatroskanym o to, jak zrozumieć te wszystkie zmiany, jakie dokonują się w świecie, i pomóc człowiekowi kroczyć po jego ścieżkach. Bardziej aniżeli mówił, co robić, próbował wraz z człowiekiem, u jego boku pokonywać napotykane problemy – a to jest coś przecież zupełnie innego. Nie tylko nauczać, ale robić to wraz z człowiekiem, znajdując odpowiedni język i gesty, aby człowiek mógł zrozumieć, że jego dziedzictwem jest Boże królestwo. Pragnął pokazać światu Chrystusa, który jest Zbawicielem, odkupia człowieka, jednak czyni to, wyrażając się jako człowiek, jako ktoś bliski.

Kim dla Ojca jest Paweł VI? Za co podziwia go Ojciec najbardziej?

– Osobiście podziwiam go najbardziej za odwagę mocnej wiary w to, co uważał za prawdę. Jemu potrzeba było na to czasu, ponieważ próbował weryfikować wszystkie możliwości, jednak w momencie, gdy zdobywał tę przejrzystość i pewność, nie zawracał z obranej drogi. Widzę więc w nim osobę odważną. Ponadto podziwiam w nim swego rodzaju spokój. Nawet jeśli jego oblicze mówiło co innego, wydawało się smutne, to nie był to smutek osoby rozczarowanej, zawiedzionej, raczej pewna gorycz wobec faktu, że człowiek odrzucał możliwość, którą dawał mu Bóg. To ekspresja jego wnętrza, jego duchowości, coś w rodzaju tej sytuacji z Ewangelii, gdy Chrystus jest rozgoryczony, ponieważ nie zostaje zrozumiany przez bogatego młodzieńca, albo kiedy jest odrzucany czy gdy całuje Go Judasz i On czuje się zdradzony. Aby zrozumieć Montiniego, trzeba spojrzeć w jego oczy.

A kto po raz pierwszy podniósł sprawę beatyfikacji Papieża Pawła VI?

– Już kilka miesięcy po śmierci Pawła VI, 28 listopada 1968 roku, biskup Brescii Luigi Morstabilini nakazał zbierać całą dokumentację dotyczącą Papieża, myśląc już o ewentualnym procesie kanonizacyjnym. Robiąc to, uzyskał również zgodę z Sekretariatu Stanu. Następnie, w 1990 roku, biskup wspomnianej diecezji mianował postulatorem jezuitę o. Paolo Molinariego. Tenże 20 listopada 1991 roku zwrócił się z oficjalną prośbą do kardynała Carla Ruiniego, wikariusza generalnego Jego Świątobliwości dla diecezji rzymskiej, o otwarcie procesu kanonizacyjnego. Trzeba też dodać, że oprócz prośby ze strony Kościoła włoskiego nadeszła prośba o otwarcie procesu ze strony Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej, wyrażona podczas zebrania w Santo Domingo w 1992 roku.

Wraz z otwarciem procesu w Rzymie sprawy posunęły się naprzód. Utworzono dwie tzw. lokatorie, które prowadziły postępowania lokalnie. Jedna znajdowała się w Brescii, miejscu dzieciństwa i formacji Giovanniego Battisty Montiniego, a druga w Mediolanie, miejscu biskupstwa.

Jak dalej przebiegał proces beatyfikacyjny?

– 10 lutego 1993 roku kardynał Ruini powołał komisję historyczną, która zakończyła analizę spisanych tekstów w roku 1998. W międzyczasie, gdy w 1993 roku otrzymano „nihil obstat” z Kongregacji ds. Świętych, ukonstytuowany został Trybunał i 26 kwietnia 1993 roku został wydany dekret otwierający proces. Odbyły się 82 sesje, sporządzono 63 teksty i 13 deklaracji. W Mediolanie z woli kardynała Martiniego w lutym 1994 roku została otwarta lokatoria, która zakończyła swoje prace rok później. W Brescii podobnie: lokatoria rozpoczęła prace we wrześniu 1994, kończąc je w czerwcu 1995 roku. Etap diecezjalny zamknięty został 18 marca 1999 roku. Akta zostały dostarczone do Kongregacji ds. Świętych. 10 listopada 2006 roku, po udzieleniu dekretu ważności, Kongregacja nominowała relatora procesu. Od tego momentu praca polegała na sporządzeniu tzw. Positio. Do roku 2007 postulatorem był o. Molinari, natomiast później zastąpiłem go ja, co trwa aż do tej pory. Ten czas, to wypracowanie Positio o heroiczności cnót oraz Positio o dokonaniu cudu, aby na końcu dotrzeć do beatyfikacji.

Dziękujemy za rozmowę.

drukuj