fot. PAP/Paweł Supernak

Bliscy wspominają ofiary, które 10 kwietnia 2010 r. zginęły pod Smoleńskiem

Wspomnienia o tym, co wydarzyło się 11 lat temu, do dziś są żywe wśród tych, którzy pamiętają o katastrofie. W Smoleńsku zginęli ich przyjaciele, najbliżsi, ludzie, których chcieli naśladować. Zginęli ludzie zasłużeni dla Polski.

11 lat temu, 10 kwietnia 2010 roku, świat obiegła informacja o śmierci polskiej elity państwowej. W katastrofie lotniczej w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński.

– To było wielkie zaskoczenie, niedowierzanie, że mogło dojść do takiej tragedii. To się nie mieściło w głowie – wspomina tamten dzień minister obronny narodowej, Mariusz Błaszczak.

Elita państwa polskiego leciała do Katynia, aby wzmocnić prawdę historyczną.

– 70. rocznicę ludobójstwa katyńskiego, żeby upamiętnić polskich żołnierzy, którzy zostali zamordowani bestialsko przez Moskwę w Katyniu – przypomina minister Mariusz Błaszczak.

Na uroczystość do Katynia pociągiem pojechał poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Jak mówi, w Lesie Katyńskim z przerażeniem czekano na kolejne informacje. Wiadomo było, że coś wydarzyło się na lotnisku.

– To była wielka trauma. Staliśmy nad grobami pomordowanych polskich oficerów i dostaliśmy z drugiej strony informację o wielkiej tragedii – mówi poseł Arkadiusz Mularczyk.

W Smoleńsku wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką, Marią Kaczyńską, śmierć ponieśli m.in. ostatni prezydent RP na uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski; szef sztabu generalnego Wojska Polskiego, gen. Franciszek Gągor, a także prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Janusz Kurtyka. Pozostała po nich pustka – zauważa marszałek senior Sejmu, Antoni Macierewicz.

– Straszliwy brak tych ludzi, ich mądrości, poświęcenia dla Polski, wiedzy, a także ich wspaniałego patriotyzmu – zaznacza b. minister obrony narodowej, Antoni Macierewicz.

W katastrofie zginęli senatorowie Janina Fetlińska i Stanisław Zając. W ławach poselskich nie ma już m.in. Grażyny Gęsickiej i Przemysława Gosiewskiego. Poseł PiS Małgorzata Wassermann straciła w katastrofie ojca – posła Zbigniewa Wassermanna.

– 10 kwietnia to dla nas zawsze bardzo trudny dzień. W nim od rana wracają wszystkie obrazy, przeżycia, uczucia – mówi Małgorzata Wassermann.

W Smoleńsku zginęli przedstawiciele rodzin katyńskich – zauważa prezes Komitetu Katyńskiego, Andrzej Melak.

Gdy pojawiły się informacje o katastrofie, łudzono się jeszcze, że ktoś przeżył. Nadzieja towarzyszyła też Andrzejowi Melakowi. Wkrótce potem dotarła do niego informacja o śmierci brata i innych osób zasłużonych dla Polski.

– To były osoby, które dla Polski, dla jej wolności, niepodległości i prawdy historycznej dokonały więcej niż ktokolwiek inny – mówi Andrzej Melak.

Wspomnienie o tych, którzy odeszli, przebijało się, także w internecie. Zdjęcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Anną Walentynowicz przypomniał Sławomir Cenckiewicz.

„Pamięć na zawsze!” – napisał na Twitterze Sławomir Cenckiewicz.

Pamięć o Smoleńsku to pamięć narodu, państwa, przyjaciół.

Zbigniew Hoffmann był blisko związany z Władysławem Stasiakiem.

„Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, a jednak … . Pamięć o moim przyjacielu” – napisał na Twitterze Zbigniew Hoffmann.

Osób, które zginęły w Smoleńsku, nie udało i nie uda się zastąpić – tłumaczy poseł Małgorzata Wassermann. Wskazuje na dorobek prezydenta Lecha Kaczyńskiego i drogę, jaką wytyczył.

– To przede wszystkim jego interwencja w Gruzji, która w zasadzie uratowała wtedy sytuację. To wielki patriota, który wyznaczał dalekosiężne cele. Bardzo wielu ludzi na tym pokładzie to byli ludzie, których do polityki (tak jak mojego tatę) pozyskał Lech Kaczyński – zauważa Małgorzata Wassermann.

Okoliczności katastrofy w Smoleńsku do dziś bada podkomisja, na czele której stoi Antoni Macierewicz.

TV Trwam News

drukuj