fot. flickr.com

Belgijskie służby poszukują dwóch nowych podejrzanych ws. ataków w Paryżu

Prokuratura w Belgii poinformowała wczoraj, że belgijska i francuska policja „aktywnie poszukują” dwóch kolejnych podejrzanych w związku z zamachami w Paryżu. Służby opublikowały ich zdjęcia i zaapelowały do świadków o pomoc w ustaleniu miejsca ich pobytu.

Chodzi o dwóch mężczyzn, którzy we wrześniu towarzyszyli w podróży na Węgry poszukiwanemu w związku z paryskimi zamachami z 13 listopada Salahowi Abdeslamowi.

Według śledczych Abdeslam we wrześniu udał się dwukrotnie na Węgry wypożyczonym samochodem. 9 września był kontrolowany na granicy austriacko-węgierskiej w towarzystwie dwóch mężczyzn, którzy posługiwali się fałszywymi belgijskimi dowodami tożsamości wystawionymi na nazwiska Samir Bouzid i Soufiane Kayal.

Pierwszy z tych dokumentów został wykorzystany cztery dni po zamachach w Paryżu, 17 listopada, w agencji Western Union w regionie brukselskim. Posługujący się nim mężczyzna zlecił przekaz w wysokości 750 euro dla Hasny Aitboulahcen, kuzynki Abdelhamida Abaaouda, domniemanego organizatora paryskich zamachów.

Wraz z kuzynką zginął on 18 listopada w policyjnym szturmie na mieszkanie w Saint-Denis, na północnym przedmieściu Paryża.

Właściciel drugiego sfałszowanego dokumentu wynajął dom w Auvelais w Belgii, który został przeszukany przez policję 26 listopada. Według belgijskich mediów mógł on być wykorzystywany, jako kryjówka i miejsce skonstruowania bomb użytych w Paryżu.

W czwartek rząd Węgier potwierdził, że Salah Abdeslam na dworcu kolejowym Keleti w Budapeszcie rekrutował bojowników spośród znajdujących się tam migrantów.

Rola Salaha Abdeslama w zamachach pozostaje niejasna. Są wskazówki, że miał on przeprowadzić samobójczy zamach, ale ostatecznie się na to nie zdecydował. Paryski prokurator Francois Molins powiedział, że prawdopodobnie kierował Renault Clio, z którego wysiedli zamachowcy samobójcy pod stadionem Stade de France.

W rezultacie serii ataków przeprowadzonych równocześnie w różnych miejscach Paryża 130 osób poniosło śmierć, a ok. 350 zostało rannych.

 

PAP/RIRM

drukuj