fot. facebook.com

Będzie amerykańsko-chińska wojna celna?

Donald Trump chce wprowadzić nowe cła na produkty z Państwa Środka. Chiny zapowiadają obronę swoich interesów handlowych.

Cła na stal i aluminium to nie wszystko. Donald Trump chce nałożyć na chińskie firmy 60 mld dol. obciążeń importowych. Jak informuje agencja Reutera, kwoty mają dotyczyć sektora technologicznego i telekomunikacyjnego. Biały Dom odmówił odpowiedzi na pytania o rozmiary i czas podjęcia tych kroków. Na reakcję Pekinu nie trzeba było długo czekać.

– Chiny podejmą stanowcze środki, by bronić swoich interesów handlowych – zapowiedział rzecznik chińskiego MSZ.

Kilka dni temu chiński minister handlu również odniósł się do amerykańsko- chińskiej wymiany handlowej.

– W wojnie handlowej nie ma zwycięzców, jakakolwiek wojna handlowa przyniesie katastrofę Chinom, Stanom Zjednoczonym i reszcie świata – powiedział Zhong Shan, chiński minister handlu.

Chiny nie dążą do wojny handlowej i nie będą jej inicjować – dodał przedstawiciel chińskiego rządu.

– Jeśli staniemy przed wyzwaniami, to będziemy bronić interesów naszego kraju i jego mieszkańców – wskazał.

Profesor Mieczysław Ryba jest jednak sceptyczny co do wybuchu wojny celnej.

– Chiny i USA współzależą od siebie, więc całkowitej wojny handlowej trudno oczekiwać. Rynek amerykański to największy zbyt na produkty chińskie, firmy amerykańskie dużo inwestują w Państwie Środka – podkreślił.

Amerykański prezydent nie raz zarzucał Chinom stosowanie nieuczciwych praktyk handlowych i ograniczanie amerykańskim firmom dostępu do swojego rynku. Zdaniem Donalda Trumpa przyczyniło się to do powiększenia deficytu USA w handlu z najludniejszym krajem świata.

– Jemu się nie podoba, że koncerny amerykańskie wyprowadziły produkcję z Ameryki do krajów, gdzie obciążenia związane z kosztami pracy są nikłe. On chce, żeby w USA się rozwijał przemysł i klasa średnia u niego, a nie takiej sytuacji, na której korzystają wielkie koncerny – wskazał prof. Mieczysław Ryba.

Planowane przez Donalda Trumpa nowe cła mają być karą za stosowanie przez Chiny przepisów inwestycyjnych, które zmuszają amerykańskie firmy do oddawania swojej technologii, aby móc działać w tym kraju.

– Nowymi cłami mają zostać objęte grupy produktów takich jak elektronika, produkty wytwarzane przez sektor ITI, sektor telekomunikacyjny o wartości 60 mld dolarów, więc to poważny cios w ekspert chiński do Stanów Zjednoczonych – wskazał ekonomista Maciej Kalwasiński.

Jeden z byłych chińskich dyplomatów powiedział, że Państwo Środka będzie próbowało rozmawiać i apelować w sprawie taryf w ramach Światowej Organizacji Handlu. Jeśli jednak Donald Trump będzie się upierał przy restrykcjach, Pekin z pewnością stanowczo odpowie np. taryfami na amerykańską soję, bawełnę, samoloty, ropę czy gaz ziemny.

TV Trwam News/RIRM

drukuj