fot. PAP/EPA

Amerykanie wybierają prezydenta

Ameryka wybiera swojego prezydenta. O głosy wyborców walczyli Kamala Harris i Donald Trump. Sondaże nie są jednoznaczne. 

Waszyngton. Biały Dom. Kto będzie jego gospodarzem: Kamala Harris czy Donald Trump? O tym właśnie decydują Amerykanie. Czym kierują się wyborcy przy poparciu kandydata na prezydenta?

– Prawa kobiet. Prawo do kontrolowania swoich decyzji dotyczących własnego ciała – mówiła Sylvia Miles, mieszkanka stanu Wirginia.

To zwolenniczka Kamali Harris. Dla wyborców Donalda Trumpa priorytety są zupełnie inne.

– Nasza gospodarka była o wiele lepsza za jego czasów niż teraz, a kwestia imigracji jest dla mnie bardzo ważna – powiedziała mieszkanka stanu Pensylwania.

Kandydaci spędzili ostatnie dni kampanii na wiecach w tzw. stanach wahających. Donald Trump był w Karolinie Północnej.

Republikanin zapewnia, że naprawi błędy administracji Joe Bidena. Główne cele to walka z nielegalną migracją oraz inflacją. Polityka zagraniczna skupi się na mobilizowaniu sojuszników w NATO i Unii Europejskiej do zwiększania wydatków na obronność. Szczególnie wobec Niemiec, które przez lata inwestowały w gospodarczy sojusz z Rosją. Donald Trump mówi wyborcom: Kamala Harris oznacza kontynuację rządów Joe Bidena.

– Jest zupełnie niekompetentna. Nie będziemy tego dłużej tolerować. Kamala, Kamala, jesteś zwolniona! Wynoś się stąd! Wynoś się stąd! – wołał Donald Trump.

Demokratka ostatnie chwile kampanii spędziła w Filadelfii przy słynnych schodach, po których w znanym filmie o bokserze „Rocky” wbiegał Sylvester Stallone. W Poparcie Harris zaangażowali się lewicujący celebryci, m.in. Lady Gaga.

Jeśli prezydentura Harris będzie kontynuacją polityki Joe Bidena Amerykanie mogę spodziewać się problemów z inflacją, nielegalną migracją, potknięciami w polityce zagranicznej i niepewnością. Eksperci wskazują, że jako wiceprezydent USA nie miała znaczących sukcesów.

Kamala Harris wierzy w wygraną.

– Kończymy tak, jak zaczęliśmy: z optymizmem, energią, radością, wiedząc, że mamy moc kształtowania naszej przyszłości i że możemy stawić czoła każdemu wyzwaniu, z którym się zmierzymy, gdy zrobimy to razem – mówiła wiceprezydent USA.

Sondaże nie są jednoznaczne. Ostatnie głosy za oceanem będą oddawane nawet do 3.00 w nocy czasu polskiego. Oprócz prezydenta Amerykanie wybierają także członków Kongresu, cały skład Izby Reprezentantów oraz jedną trzecią senatu. O tym, jak rozłażą się siły w amerykańskim parlamencie mówi prof. Robert Alberski.

– W izbie niższej, czyli w Izbie Reprezentantów będziemy mieli jak do tej pory przewagę Partii Republikańskiej. Kwestią dyskusyjną pozostaje senat, dlatego że tam mamy do czynienia z minimalną przewagą Demokratów – tłumaczył politolog.

Republikanom wystarczy zwycięstwo tylko w jednym lud dwóch z dziewięciu stanach, w którym obecnie mandat mają demokraci, aby przejąć kontrolę nad Izbą i całym parlamentem. „A bez Kongresu prezydentowi rządzi się trudniej” – wskazał amerykanista, Iwo Bender.

– Kongres jest potrzebny do tego, aby aprobować jego inicjatywy legislacyjne, aprobować budżet oraz aprobować niektóre nominacje, np. na sędziów sądu najwyższego czy ambasadorów – mówił Iwo Bender.

Po zamknięciu lokali wyniki nie będą znane od razu. Ze względu na małą różnicę poparcia na werdykt trzeba będzie poczekać dłużej.

TV Trwam News

drukuj