fot. Małgorzata Pabis

Akcja w kopalni Wujek: ratownicy skręcili w kierunku ściany

Ratownicy prowadzący akcję poszukiwawczą dwóch górników zaginionych 18 kwietnia po wstrząsie w kopalni Wujek zaczęli drążyć chodnik ratowniczy w kierunku ściany, w rejonie której powinni znajdować się poszukiwani. Do ściany zostało ok. 120-130 metrów. 

Poinformował o tym we wtorek rano rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego, do którego należy kopalnia, Wojciech Jaros. Ratownicy zdecydowali o drążeniu chodnika przebiegającego prostopadle w stosunku do dotąd drążonego wyrobiska po wykonaniu odwiertów do przecinki „5”, w kierunku której do tej pory posuwali się.

Dwa niższe odwierty natrafiły w przecince na litą skałę, co może wskazywać na wypiętrzenie jej spągu (podłoża). Kolejne pokazały rumosz skalny i metalowe elementy, co oznacza, że przecinka nie nadaje się do penetracji. Z tego względu ratownicy już od niedzieli zaczęli przygotowywać skrzyżowanie, aby z niego zacząć drążyć chodnik ratowniczy w kierunku ściany.

We wtorek rano Jaros poinformował, że w nocy zakończono zabudowę skrzyżowania, a od godziny 6.40 kombajn zaczął drążyć chodnik ratowniczy „2” (w osi wschód – zachód). Chodnik ten powinien dotrzeć w rejon ściany „7”, w pobliże miejsca, gdzie według ustaleń sztabu akcji powinni znajdować się poszukiwani górnicy.

Trwająca wciąż akcja jest następstwem wstrząsu w tzw. ruchu Śląsk – części kopalni Wujek znajdującej się w Rudzie Śląskiej. Był on skutkiem odprężenia górotworu na głębokości ok. 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano pracowników; dwóch górników przebywających w zagrożonym rejonie nie zgłosiło się. Wstrząs spowodował ogromne zniszczenia w wyrobiskach, m.in. ich znaczne zaciśnięcie i wypiętrzenie podłoża.

Początkowo zmierzający po górników ratownicy posuwali się bardzo wolno, przebijając się ręcznie przez rumowisko skalne i zniszczone części maszyn. Zapadła więc decyzja o drążeniu kombajnem nowego chodnika, który pozwoli dotrzeć do zaginionych, jak również o wykonaniu pionowego odwiertu z powierzchni, aby szybciej sprawdzić niedostępny rejon.

Odwiert był gotowy 5 maja, po 12 dniach prac. Drążony na granicy Katowic i Rudy Śląskiej otwór trafił w zaplanowane wcześniej miejsce ponad kilometr pod ziemią. Opuszczona przezeń kamera pokazała, że pod obudowami jest pusta przestrzeń, osuwisko, trochę zniszczeń, nie pokazała jednak ludzi. Przez odwiert opuszczono też sprzęt łącznościowy i płyny izotoniczne. Próby nawiązania komunikacji z górnikami nie przyniosły rezultatu.

Dodatkowo analizy powietrza pobieranego w obserwowanym poprzez odwiert rejonie wskazywały, że jego skład nie jest korzystny dla przebywania ludzi. Stwierdzono tam zmniejszoną zawartość tlenu oraz zwiększone, zmienne stężenie metanu, od początku pomiarów powyżej granicy wybuchowości.

W związku z brakiem jakiegokolwiek sygnału 13 maja ratownicy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego zakończyli prowadzenie nasłuchiwania i wycofali sprzęt z odwiertu na powierzchnię. Otwór został przejęty przez kopalnię. Jednocześnie ciągle pracuje kombajn, drążący chodnik ratunkowy.

PAP/RIRM

drukuj