fot. Tomasz Strąg

A. Macierewicz: Szef SKW nigdy nie skłamał; oskarżenia kierowane pod jego adresem – „bezczelne”

Szef SKW Piotr Bączek nigdy nie skłamał; oskarżenia kierowane pod jego adresem przez Platformę Obywatelską to bezczelność – oświadczył szef MON Antoni Macierewicz. PO go atakuje, bo Bączek pokazuje działania niebezpieczne dla Polski, związane z rządami tej partii – ocenił.

PO zażądała w czwartek dymisji Piotra Bączka w związku z – jak mówili posłowie Platformy – nieścisłościami wokół b. wiceszefa MON Jacka Kotasa, którego określili jako „rosyjskiego łącznika”. Jacek Kotas był podsekretarzem stanu w MON od 12 lutego 2007 r. do 26 listopada 2007 r.

Szef MON powiedział w piątek dziennikarzom w Sejmie, że oskarżenia wobec Piotra Bączka to „bezczelność”.

„Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego nigdy nie skłamał” – oświadczył.

Antoni Macierewicz uważa, że atak na Piotra Bączka wynika z faktu, że pokazuje on „bezprawie i działania, które są niebezpieczne dla Polski, związane z działalnością byłych urzędników wspieranych przez Platformę Obywatelską, takich np. jak (b. szef SKW Janusz) Nosek czy (b. szef SKW gen. bryg. rez. Piotr) Pytel, którzy podejmowali nielegalną współpracę ze służbami rosyjskimi”.

„Za to go atakują” – podkreślił minister obrony narodowej.

Zarzuty PO pod adresem szefa SKW mają związek z byłym podsekretarzem stanu w MON Jackiem Kotasem.

O Jacku Kotasie zrobiło się głośno we wrześniu 2016 r., gdy ówczesny prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak zaliczył go do grona osób, które robiły interesy na nieruchomościach i korzystały z dzikiej reprywatyzacji w Warszawie. Jan Śpiewak nazwał go „rosyjskim łącznikiem” sugerując, że właściciele działającej w nieruchomościach spółki Radius, której Jacek Kotas był prezesem, mieli powiązania z półświatkiem oraz rosyjskimi biznesmenami z przeszłością w KGB.

W listopadzie 2016 r. portale fakt24.pl oraz wp.pl napisały, że Antoni Macierewicz, jako szef SKW nadał dostęp do tajemnic państwowych „rosyjskiemu łącznikowi”, jakim miał być Jacek Kotas.

Doniesienia te zdementowała wówczas Służba Kontrwywiadu Wojskowego, którą kieruje Piotr Bączek. W oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej SKW zaznaczono, że Antoni Macierewicz, który sprawował stanowisko szefa SKW w latach 2006-2007, „nie sygnował poświadczenia bezpieczeństwa wydanego panu Jackowi Kotasowi w lutym 2007 r., a postępowanie sprawdzające zostało przeprowadzone przez SKW na wniosek ówczesnego sekretarza stanu w MON, pana M. Zająkały, i nie dotyczyło dostępu do informacji ściśle tajnych”.

SKW podkreśliła też, że Jacek Kotas „w latach 2001-2007, według dokumentów z urzędów i organów skarbowych, ochrony porządku publicznego, a także jego osobistego oświadczenia, nie był zatrudniony, nie był prezesem, ani udziałowcem żadnego podmiotu gospodarczego, w tym spółki Radius”.

Tę informację podważyli w czwartek politycy PO. Ich zdaniem, Kotas od 2002 do 2006 r. był prezesem spółki ERA 200, która – jak wskazali – jest „trzonem grupy kapitałowej Radius, jak jeszcze niedawno informowała o niej na swojej stronie internetowej spółka Radius Projekt”.

Jak poinformowali, parlamentarny zespół śledczy ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa – ich ugrupowania – dotarł do dokumentów źródłowych, które – w ocenie PO – stawiają pod dużym znakiem zapytania rzetelność SKW kierowanej w 2007 r. przez Macierewicza, a także wiarygodność SKW kierowanej obecnie przez Bączka.

PO wskazuje też, że Kotas, mógł mieć dostęp do tajnych dokumentów, jako wiceszef MON, musiał przejść odpowiednią procedurę, której jednym z elementów jest wypełnienie Ankiety Bezpieczeństwa Osobowego. „Wymaga ona ujawnienia szeregu danych o sobie i swojej rodzinie, podania informacji o zatrudnieniu w ostatnich 10 latach oraz udzielonych pożyczkach i kredytach” – podkreślali politycy Platformy.

PAP/RIRM

drukuj