Zreformować system finansowania służby zdrowia

Rozmowa z dr n.med. Urszulą Krupą, posłem do Parlamentu Europejskiego

Od kilku dni trwa strajk lekarzy, mimo że rząd mówi otwarcie, że nie ma pieniędzy na podwyżki. Myśli Pani, że w tej sytuacji lekarze powinni protestować? Przecież strajk służby zdrowia najbardziej dotyka pacjentów, choć lekarze cały czas zapewniają, że chodzi im o dobro chorych. Czy takie postępowanie jest etyczne?

– Myślę, że sytuacja w służbie zdrowia wymaga jakiejś formy protestu i sprzeciwu wobec tego, co dzieje się w naszej Ojczyźnie. Jednak zupełnie z innych motywów niż proponują niektórzy strajkujący lekarze. Według mnie, dramatem są nie tylko niskie płace i prawie (poza szpitalami) całkowite sprywatyzowanie służby zdrowia, ale także emigracja dziesiątek tysięcy lekarzy i pielęgniarek, których już teraz brakuje na wielu oddziałach, zwłaszcza pediatrycznych i zabiegowych. Pracownicy służby zdrowia doskonale wykształceni za polskie pieniądze wyjeżdżają z kraju w pogoni za lepszym życiem i leczą chorych w krajach starej Unii bez jakiejkolwiek rekompensaty ze strony tych państw. Przy ogromnej dysproporcji ekonomicznej między krajami Piętnastki a nowo przyjętymi państwami z byłego bloku sowieckiego w ramach wolnego przepływu towarów i usług na tej emigracji – wbrew propagandowym hasłom – wzbogacają się przede wszystkim kosztem biednych bogate kraje Unii Europejskiej.

Jednak zła sytuacja w służbie zdrowia narastała od lat, osiągając w tej chwili dramatyczne apogeum. Jakie, według Pani, są przyczyny tego, że teraz jest aż tak źle?

– Sytuacja w służbie zdrowia jest w Polsce dramatyczna z wielu powodów. Podobnie jak w innych dziedzinach życia państwowego już w latach 90. rozpoczęto przejmowanie państwowego majątku służby zdrowia poprzez likwidację, a następnie prywatyzowanie dużej liczby przychodni przyzakładowych i spółdzielni, dążąc konsekwentnie do przejęcia szpitali, które stanowią praktycznie jedyny majątek państwowy, jaki pozostał. W wielu z nich drogie aparaty diagnostyczne i laboratoria z wyposażeniem przejęły już dawno spółki zawierające kontrakty z NFZ. W poprzednim okresie zmieniano kilkakrotnie nie tylko ministrów zdrowia i szefów NFZ, ale także sposób finansowania służby zdrowia, wprowadzając przepisy, których celem były ograniczenia finansowe. System finansowania, który uniemożliwia lekarzom w połowie miesiąca kierowanie pacjentów na diagnostyczne badania, system, w którym mamy najniższe wśród krajów bloku wschodniego nakłady na służbę zdrowia i najniższą składkę oraz systematycznie ograniczane finansowanie z budżetu wielu procedur, co zmusza do pokrywania ich kosztów ze składek ubezpieczeniowych, to tylko niektóre przyczyny trudnej sytuacji naszej opieki zdrowotnej. Zwłaszcza lekarze w szpitalach i klinikach zarabiają niewiele, wyrównując braki dyżurami oraz podejmowaniem różnych prac dodatkowych. Oczywiście powoduje to przemęczenie i frustrację oraz odbija się zarówno na chorych, jak i współpracownikach.

I stąd tak chętnie przyjmowane „dowody wdzięczności”?

– Ale to ta trudna i wydaje się z premedytacją komplikowana sytuacja w służbie zdrowia jest powodem tych nieprawidłowości, co objawia się najczęściej obdarowywaniem lekarzy prezentami – czy to z wdzięczności za ofiarną opiekę, czy z chęci zagwarantowania sobie skutecznego leczenia. W ostatnich latach niestety problem wynagradzania prezentami ewoluował, czasem jako warunek leczenia lub przyjęcia do kliniki. To wszystko, o czym wspomniałam, to tylko niektóre przykłady powodów złej sytuacji, która pogorszyła się znacznie w związku z wejściem Polski do UE i otwarciem granic.

To te minusy, o których na co dzień się nie mówi. Czym zapłaciliśmy, wchodząc do UE?

– Zniszczono prawie całkowicie polski przemysł farmaceutyczny leków odtwórczych, wprowadzając na rynek drogie preparaty zachodnich koncernów bez skrupułów bogacących się na polskich pacjentach. Trzeba podkreślić, że działo się to przede wszystkim za liberalno-lewicowych rządów wraz z lewicowymi trendami, jakie przyszły do nas z bogatej, ale pozbawionej zasad etycznych i moralnych Unii Europejskiej.

Ale były przecież reformy służby zdrowia? Dlatego jeszcze raz spytam – czy w takim razie etyczne i moralne są takie formy protestów?

– Moim zdaniem, głównym motywem przeprowadzanych reform w służbie zdrowia nie było dobro chorego i zdrowie polskiego społeczeństwa. Retoryczne stają się pytania o etykę i morale, gdy celem przewodnim jest przede wszystkim zarobek, a nie ochrona ludzkiego zdrowia i życia.

Z jednej strony, brakuje pieniędzy, z drugiej – faktem jest, że opóźnianie wprowadzenia podwyżek skutkuje migracją specjalistów za lepszą płacą. W szpitalu w Zgierzu kilka miesięcy temu zlikwidowano pediatrię z powodu braku rąk do pracy. Jak rozwiązać tę sytuację? Co, Pani zdaniem, powinien zrobić rząd, by wyjść z tego pata, zadowalając i lekarzy, i pacjentów, by mieli dostęp do najlepszych specjalistów?

– Przeciwdziałanie tej skomplikowanej i trudnej sytuacji powinno przebiegać na wielu płaszczyznach. Począwszy od powstania zapowiadanej od lat sieci szpitali i specjalnych kontraktów z pracującymi tam lekarzami, poprzez koszyk świadczeń gwarantowanych oraz reformę systemu finansowania, aż po ewentualne dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne i reformy ubezpieczeń rolników. Można by wprowadzić pewne ograniczenia wydawania zaświadczeń umożliwiających wyjazd dla tych medyków, którzy kończyli „bezpłatne” studia, jak też wiele innych realnych propozycji rozwiązań w ramach obrony polskich interesów i patriotyzmu. Zamiast nagłaśniać patologiczne zachowania pojedynczych skorumpowanych lekarzy i niszczyć medialnie autorytet większości, można by zaplanować inicjatywy podobne do niedawnej „Nie biorę. Chcę normalnie zarabiać” albo proponować inne alternatywne rozwiązania. Jednak nie można lekarzom tłumaczyć, że w budżecie brakuje pieniędzy i jednocześnie zgadzać się na miliardowe roszczenia bez podstaw moralnych i prawnych. Nie można obiecywać lekarzom podwyżek w przyszłości i nie przeciwdziałać miliardowym aferom i ogromnym dysproporcjom płacowym w pozostałych dziedzinach gospodarki czy choćby zwalniać z podatków zagraniczne, bogate podmioty, np. markety itp.

Jednym z postulatów strajkujących jest restrukturyzacja poprzez przekształcanie w spółki prawa handlowego. Tak chciał już kilka lat temu SLD. Czy widzi w tym Pani zagrożenia? Czy nie byłoby wtedy groźby przejęcia rynku usług medycznych przez towarzystwa ubezpieczeniowe, które na naszym rynku są w większości niepolskie?

– Przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego to prywatyzacja pozostałego, znacznie nadwątlonego już majątku służby zdrowia. Prywatne szpitale powinny zostać zbudowane za własne pieniądze przez prywatnych właścicieli, a nie być przejmowane przez prominentów rządzących partii. Istnienie państwowych szpitali nie wyklucza współistnienia prywatnych placówek służby zdrowia. Jednak u nas prywatyzacja niestety polegała na przejmowaniu wspólnego majątku na zasadzie: kto więcej ukradł, co dotyczy wielu innych dziedzin zawłaszczonej gospodarki. Oczywiście, że istnieje groźba przejęcia spółek przez zagraniczne towarzystwa ubezpieczeniowe, co pociąga za sobą dalsze bardzo niebezpieczne konsekwencje dla chorych i polskiego społeczeństwa.

Pani Poseł, jak to jest w innych krajach UE? Czy tam służba zdrowia funkcjonuje jako prywatna, czy może pozostaje w gestii państwa?

– Nie tylko w pozostałych krajach Unii, ale w większości państw świata istnieją publiczna państwowa służba zdrowia oraz sieci publicznych szpitali, gdzie gwarantowana jest opieka zdrowotna przez państwo. Gdy jedna z australijskich partii zdecydowała się sprywatyzować szpitale państwowe, więcej nie przekroczyła wyborczego progu i w następnej kadencji sprywatyzowany szpital upaństwowiono. Osobny problem to świadomość społeczna i odpowiedzialność obywateli nie tylko za pomyślność swojego kraju, ale i zdrowie rodaków. Redukowanie oddziałów dziecięcych jest korelowane z niskim wskaźnikiem urodzeń i podobnymi planami płynącymi od dawna z Unii Europejskiej jako konsekwencja panoszącej się tam cywilizacji śmierci. Chociaż ostatnio dają się zauważyć zmiany w świadomości, zwłaszcza z powodu groźby kryzysu gospodarczego związanego ze starzeniem się społeczeństwa europejskiego oraz propagowaną modą na rodzenie dzieci, które jednak nadal przez niektórych są traktowane bardziej użytkowo niż jako podmiot miłości.


Bardzo dziękuję za rozmowę.

Anna Skopinska


drukuj