Zlekceważyli bohatera

Ani Telewizja Polska, ani Instytut Pamięci Narodowej nie odnotowały
100. rocznicy urodzin majora Zygmunta Szendzielarza, „Łupaszki”. Choć obie
instytucje się bronią, że 1 marca, czyli w dniu, kiedy obchodzony jest Dzień
Żołnierza Wyklętego, w TVP Historia wyemitowano ośmioodcinkowy cykl krótkich
form dokumentalnych pt. „Żołnierze wyklęci”, który powstał pod patronatem
naukowym IPN, to jednak w ocenie historyków jest to za mało, zważywszy na
szczególną rolę, jaką „Łupaszka” odegrał w polskim powojennym
podziemiu.

Oddziały dowodzone przez „Łupaszkę” w latach 1945-1948 rozbiły około 60
posterunków Milicji Obywatelskiej, kilka placówek Urzędu Bezpieczeństwa
Publicznego i posterunków Służby Ochrony Kolei, a także kilkanaście miejsc
stacjonowania Armii Czerwonej.
Jak poinformował Andrzej Arseniuk, rzecznik
prasowy IPN, cykl filmów „Żołnierze wyklęci” był jednocześnie upamiętnieniem
osoby i dokonań mjr. Zygmunta Szendzielarza, „Łupaszki”. Zatem winien się
wpisywać także w uczczenie 100. rocznicy urodzin sławnego żołnierza. Arseniuk
zaznaczył przy tym, że cykl filmów powstał przy dużym nakładzie finansowym IPN,
nie wymienił jednak żadnej konkretnej sumy. Podkreślił ponadto, że IPN
uczestniczy w różny sposób w promowaniu osoby „Łupaszki”. Z inicjatywy Instytutu
powstał m.in. komiks dla młodzieży dotyczący dokonań majora AK. W delegaturach i
oddziałach IPN w marcu były i będą organizowane prelekcje naukowe z udziałem
znanych historyków odnoszące się do życiorysu i działań mjr. Zygmunta
Szendzielarza. Rzecznik IPN nie skonkretyzował jednak, w jakich oddziałach
Instytutu odczyty te miały miejsce ani kto je prezentował.
Jak poinformował
nas dr Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN
we Wrocławiu, Instytut nie odnotował w sposób szczególny na Dolnym Śląsku 100.
rocznicy urodzin majora „Łupaszki” z powodu natłoku zajęć, m.in w związku ze
zbliżającymi się uroczystościami katyńskimi. Jak tłumaczył Szwagrzyk, kilkunastu
pracowników nie było w tym roku w stanie zorganizować żadnej wystawy czy też
wydać specjalnych biuletynów z tej okazji. Jednakże Szwagrzyk zaznaczył, że
wrocławski IPN zawsze w swej działalności o „Łupaszce” pamięta, i być może w
przyszłym roku szczególniej zaznaczy kolejną rocznicę jego
urodzin.
Ośmioodcinkowy cykl krótkich form dokumentalnych pt. „Żołnierze
wyklęci” Telewizja Polska SA zrealizowała pod patronatem naukowym IPN. Niestety,
nie udało się nam skontaktować z rzecznikiem prasowym TVP Danielem Jabłońskim,
aby porozmawiać o upamiętnieniu postaci „Łupaszki”. Jak czytamy na stronie
internetowej Telewizji Polskiej, w filmach, które TVP wyemitowała 1 marca br.
„pokazano determinację żołnierzy, ich wiarę w to, o co walczyli. Żołnierze
wiedzieli, że zginą i chcieli zginąć tylko w walce”. Jednak 12 marca TVP już
„zapomniała” o rocznicy urodzin Zygmunta Szendzielarza.
Postać majora
„Łupaszki” jest jedną z najbardziej znaczących wśród tysięcy innych żołnierzy
Armii Krajowej, którzy nie złożyli broni po 1945 roku, a wielu z nich zostało
potem zamordowanych przez komunistów. Część żołnierzy, w tym i „Łupaszka”,
została poddana brutalnemu śledztwu i przeprowadzono przeciwko nim pokazowe,
sfingowane procesy sądowe. 1 marca TVP Historia przedstawiła także sylwetki kpt.
Jana Dubaniowskiego „Salwy”, dowódcy oddziału partyzanckiego „Żandarmeria”, kpt.
Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” i kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Widzowie
poznali także innych bohaterów polskiego podziemia antykomunistycznego, jak ppłk
Łukasz Ciepliński „Pług”, Stanisław Ludzia „Harnaś”, ks. Władysław Gurgacz „Sem”
oraz żyjąca dotąd Janina Smoleńska „Jachna”. Jak podaje TVP, powołując się na
dane TNS OBOP, „Żołnierzy wyklętych” obejrzało ponad milion widzów. To bardzo
dobry wynik, zważywszy na to, że zasięg TVP Historia jest bardzo mały (satelita
lub sieci kablowe) i niewiele było programów, które miały w przeszłości podobną
oglądalność. Tym bardziej więc szkoda, że telewizja publiczna zlekceważyła
możliwość bliższego przedstawienia sylwetki „Łupaszki” 12 marca, gdy minęła 100.
rocznica jego urodzin. Widać bowiem, że widzowie są zainteresowani dobrymi
programami historycznymi w TVP, ale rzadko mają możliwość ich oglądania. Wiele
wartościowych programów dotyczących najnowszej historii jest bowiem emitowanych
właśnie albo tylko w TVP Historia, albo w Programie 1 lub 2, i to bardzo późno w
nocy, co ogranicza krąg potencjalnych widzów.

Mało mówimy o „Łupaszce”

Na jeszcze inny problem wskazuje historyk Leszek Żebrowski. Podkreśla, że
Instytut Pamięci Narodowej wydaje bardzo dużo naukowych i popularnonaukowych
pozycji z tego zakresu, ale trafiają one cały czas do tych samych odbiorców. Nie
ma, niestety, tak potrzebnej masowej popularyzacji postaci, takich jak major
Zygmunt Szendzielarz. – Dlatego milion widzów okolicznościowych filmów w TVP
dotyczących żołnierzy wyklętych to i tak dużo. Pamiętajmy, że przecież nie
wszyscy oglądają telewizję – dodaje Żebrowski.
W ocenie prezesa Zarządu
Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Czesława Cywińskiego,
postać majora „Łupaszki” była tak szczególna, iż zasługuje na przypomnienie w
każdą rocznicę dotyczącą zrywów polskiego podziemia. I również w rocznicę jego
urodzin.
– Należałaby się tu choćby mała wzmianka, choćby przypomnienie w
formie na przykład wystawy czy krótkiego filmu dokumentalnego. Po to, by postać
majora zapadała coraz głębiej w świadomość młodego pokolenia – zauważa Czesław
Cywiński. Zaznacza, że „Łupaszka” był jednym z dowódców, których władza ludowa
obawiała się najbardziej. Wydano na niego aż 18 wyroków śmierci, a każdy z nich
był ceną za walkę i bohaterstwo przeinaczone później przez ludową
propagandę.

Walczył o wolność i prawdę

Jak przypominają historycy, major Zygmunt Szendzielarz był oficerem polowym
Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcą 5. Wileńskiej Brygady AK, kawalerem
Krzyża Virtuti Militari. Walczył z Niemcami, z ich litewskimi kolaborantami,
także ze zbrojnymi bandami sowieckimi na Wileńszczyźnie wykonującymi rozkazy
sztabu partyzanckiego w Moskwie. Ich działalność była skierowana nawet nie tyle
przeciwko Niemcom, ile przeciw Polakom. Sowieccy „partyzanci” dawali się we
znaki Polakom z Wileńszczyzny, napadali też na żołnierzy z oddziałów AK i ich
mordowali. Zygmunt Szendzielarz nie miał złudzeń co do zamiarów Sowietów wobec
Polaków i Polski, i dlatego odmawiał współpracy z oddziałami Armii Czerwonej
walczącymi z wycofującymi się na Zachód Niemcami. Z tego powodu jego oddział nie
brał udziału w operacji „Ostra Brama”, gdy oddziały AK wyzwoliły Wilno. Obawy
„Łupaszki” się potwierdziły, bo wkrótce Sowieci rozbroili akowców, część z nich
wymordowano, a wielu uwięziono i wywieziono do łagrów.
Po wojnie Zygmunt
Szendzielarz prowadził szeroką akcję dywersyjno-propagandową na terenie
Podlasia, Pomorza Gdańskiego i Pomorza Zachodniego skierowaną przeciwko NKWD,
UB. Miała ona na celu podtrzymanie ducha oporu przed planowanymi na styczeń 1947
r. wyborami sejmowymi. I właśnie to pokazywanie prawdy o rządach komunistycznych
w Polsce, o jej zniewoleniu było także jednym z najważniejszych dokonań majora.
Został on aresztowany przez UB w czerwcu 1948 roku. Po licznych przesłuchaniach
w więzieniu mokotowskim został skazany na osiemnastokrotną karę śmierci. Proces
„Łupaszki” i kilku innych wybitnych oficerów wileńskiej AK miał charakter
pokazowy, jako jeden z niewielu w czasach komunistycznych był transmitowany
przez radio. Major zachował się godnie w czasie śledztwa i procesu, chronił
podwładnych, brał wszelkie „winy” na siebie. Komunistyczny sąd skazał wszystkich
„sądzonych” na śmierć. Zostali zamordowani 8 lutego 1951 r. w piwnicach
Mokotowa. Miejsce pochówku majora „Łupaszki” pozostaje do dziś
nieznane.
Historycy podkreślają, że komuniści włożyli wiele wysiłku w
budowanie czarnej legendy Zygmunta Szendzielarza. Powstały artykuły,
propagandowe książki, gdzie wmawiano ludziom, iż oddział zbrojny „Łupaszki” to
była zwykła banda zajmująca się mordowaniem niewinnych cywilów i milicjantów
oraz rabunkiem. I część tej czarnej legendy niestety wśród niektórych ludzi
pozostała, tym bardziej więc konieczne jest jak najczęstsze przypominanie
prawdziwej historii majora „Łupaszki”.

Anna Ambroziak

——————————–

 

 Za mało się mówi o podziemiu
 
Z
dr. Leszkiem Żebrowskim, historykiem, badaczem polskiego podziemia
niepodległościowego w czasie II wojny światowej i po roku 1945, rozmawia Anna
Ambroziak

Ani TVP, ani IPN nie odnotowali w żaden szczególny sposób
setnej rocznicy urodzin mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Z czego to
wynika? I czy cykl krótkich form doku mentalnych o żołnierzach wyklętych
wystarczy, by upowszechnić tę postać?

– Instytucje do tego powołane,
ale przede wszystkim media, pomijają nie tylko takie rocznice. Powody są różne;
przede wszystkim działa czynnik czasu. Dwadzieścia lat temu była to jeszcze
historia „żywa”, ponieważ żyli i byli jeszcze czynni świadkowie tragicznych
wydarzeń z lat 40. i 50. ubiegłego wieku. To przede wszystkim oni dbali o pamięć
żołnierzy wyklętych, bohaterów powstania antykomunistycznego. Dziś już ich
prawie nie ma. Szkoła prawie w ogóle nie poświęca im uwagi; co więcej,
przeładowana jest często treściami całkowicie sprzecznymi z ich ideałami.
Dlatego ta część naszej historii została zepchnięta do niszy, jest poza głównym
nurtem wydarzeń.

IPN nie zorganizował żadnych wystaw poświęconych rocznicy
urodzin majora – Instytut tłumaczy się nawałem zajęć związanych m.in. z rocznicą
katyńską i zbyt małą kadrą pracowników…

– Wbrew temu, co się
powszechnie sądzi, w Polsce nie ma obecnie wyrazistej polityki historycznej. Co
więcej, inicjatywa pewnych kręgów politycznych czy społecznych usiłująca
wzmocnić etos polskich niepodległościowców, spotyka się natychmiast z
niewspółmiernie energicznym odporem sił przeciwnych, które są zresztą znacznie
potężniejsze i dysponują o wiele większymi możliwościami propagandowymi.
Przecież nie można cały czas ulegać sprzecznym siłom, a racja wówczas mogła być
tylko po jednej stronie. Jedni bronili prawdy, wolności, suwerenności, godności,
własności i honoru, inni zaś – mając ogromne poparcie w sowieckich bagnetach –
budowali i przemocą utrwalali władzę ludową, czyli de facto Polskę sowiecką. Nie
można było być po dwóch stronach naraz. Jeśli dziś bohaterem pseudoelit jest
Jacek Kuroń, który z rewolwerem w dłoni uganiał się po warszawskim Żoliborzu,
czy Leszek Kołakowski, który jeździł w grupach operacyjnych „na bandy”, to dla
nich major „Łupaszka” był przeszkodą, którą w myśl marksistowskiej dialektyki
należało unicestwić i zabić o nim wszelką pamięć. Niezależnie od późniejszych
zasług przywołanych tu postaci (choć i z tym bywa różnie) ich miłośnicy bardzo
dbają o to, by nie osądzić jednoznacznie naszej niedawnej przeszłości, nie
potępić okresu „ustanawiania i utrwalania władzy ludowej” jako epoki
zbrodniczej, bo powstałe wokół nich mity, jakoby chcieli budować „nowy,
wspaniały świat”, ległyby wówczas w gruzach.
Ale to jest fałszowanie
rzeczywistości i bardzo zła droga ku przyszłości – rozmywanie fundamentów
wartości i relatywizowanie prawdy. Komunizm był jak nazizm – tyle tylko, że
trwał o wiele dłużej i kosztował ludzkość jeszcze więcej ofiar.

Prezes IPN Janusz Kurtyka w jednym z programów TVP 1
stwierdził, że żołnierze ci działali „w nierokującym szans na zwycięstwo starciu
z reżimem komunistycznym”…
– Dziś z perspektywy wiedzy na temat
tego, co zdarzyło się później, mamy tego pełną świadomość – polscy
niepodległościowcy nie mieli żadnych szans w obliczu ogromnej przewagi
komunistycznej. Ale w tamtym czasie, w latach 1944, 1945 i późniejszych,
wydawało się, że Polska, jako pierwsza ofiara agresji niemieckiej, która stawiła
zdecydowany opór złu, nie zostanie tak łatwo wydana na pastwę Sowietów, czyli
niedawnego przecież sojusznika nazistowskiej III Rzeszy Niemieckiej. To od
sojuszu Hitlera ze Stalinem w sierpniu 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa.
Nie wolno o tym nigdy zapominać. Gdyby nie polski opór, zwycięstwo dwóch
największych zbrodniarzy w dziejach świata byłoby znacznie łatwiejsze.
We
wrześniu 1939 r. też nie mieliśmy żadnych szans zostawieni sami sobie przez tych
samych sojuszników. Czy to znaczy, że powinniśmy od razu się poddać i iść ręka w
rękę z nazistami i komunistami? Przecież istnieje coś takiego, jak honor i
godność, i także o te wartości walczyli żołnierze wyklęci.

Z czego wynikał specyficzny stosunek komunistów do mjr.
„Łupaszki”? Mówi się, że była to mieszanka wrogości i jednocześnie ledwie
skrywanego lęku oraz respektu…

– Konspiracyjna historia mjr.
„Łupaszki” w powszechnej świadomości zaczyna się od okrutnego mordu popełnionego
przez sowieckich „partyzantów” na żołnierzach AK nad jeziorem Narocz w sierpniu
1943 roku. Polacy długo tolerowali tam obecność Sowietów i ich wyczyny,
tłumacząc to geopolityką i realiami. „Łupaszka” przejął pod swe dowództwo
resztki z niemal całkowicie wymordowanego oddziału, który zachował ciągłość
organizacyjną i ideową jeszcze długo po jego tragicznej śmierci w mokotowskim
więzieniu. „Łupaszka” był więc symbolem oporu wobec komunistów już podczas II
wojny światowej. Był świadkiem komunistycznych zbrodni, niezłomnym obrońcą
tradycyjnych wartości i symbolem walki ze zniewoleniem. Dlatego został
zamordowany, a pamięć o nim tępiono przez kilkadziesiąt następnych
lat.
„Łupaszka” nie był sam – przez powojenne organizacje konspiracyjne i
młodzieżowe przewinęły się setki tysięcy ludzi. Dziesiątki tysięcy zostało
zamordowanych przez komunistów w aresztach i więzieniach. Innych bardzo długo
przetrzymywano w więzieniach, aby zabić wszelki opór, degradując ich później
(wraz z rodzinami) do statusu obywateli drugiej czy trzeciej kategorii. Gdyby
nie rola Sowietów, to komunizmu i zniszczeń, jakie spowodował, w Polsce by w
ogóle nie było. Polska zaś byłaby obecnie w zupełnie innym miejscu –
cywilizacyjnie i gospodarczo. Komuniści zatrzymali nas prawie na pół wieku w
światowym postępie, a bajki o Nowej Hucie i „reformie rolnej” w ich wydaniu jako
o „osiągnięciach”, to przecież brednie. Ale czy niedawni piewcy Polski Ludowej
są w stanie się do tego przyznać i oddać publicznie hołd „Łupaszce” i innym
żołnierzom wyklętym? Czas pokazał, że nie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj