Zjednoczeni w trosce o wychowanie

List pasterski księdza biskupa Stanisława Wielgusa, ordynariusza płockiego, na Wielki Post 2006 r.

Bardzo krótka jest Ewangelia przeznaczona
w tym roku na I niedzielę Wielkiego Postu. Kościół uznał, że wystarczą trzy
pełne głębokiej teologicznej treści
wiersze z Ewangelii św. Marka, by chrześcijanom, wchodzącym w liturgiczny
okres modlitwy
i pokuty, poprzedzający Święta Zmartwychwstania Pańskiego, raz jeszcze uświadomić
kilka fundamentalnych prawd wiary związanych z historią zbawienia ludzkości.
Na początku swojej relacji Ewangelista przywołuje obraz Chrystusa, który
przed rozpoczęciem publicznej działalności znalazł się na pustyni, gdzie
żyjąc w otoczeniu
dzikich zwierząt i służących Mu aniołów, modlił się do swojego Ojca i gdzie
kuszony był przez diabła.
Wiersz trzeci z relacji św. Marka dotyczy już publicznego wystąpienia Chrystusa,
które nastąpiło tuż po uwięzieniu przez Heroda św. Jana Chrzciciela. Ewangelista
streszcza w kilku istotnych słowach nauczanie Zbawiciela: "Czas się wypełnił
i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk
1, 15).
Zaznaczone wyżej trzy wątki z dzisiejszej Ewangelii – pustynia, kuszenie
Chrystusa przez diabła oraz wezwanie do nawrócenia i do wiary w Ewangelię
– winny być przedmiotem
naszego głębokiego zamyślenia się nad własnym życiem właśnie teraz, w okresie
Wielkiego Postu, którego liturgia, wprowadzając nas stopniowo w uroczyste
przeżywanie pamiątki Śmierci i Zmartwychwstania Zbawiciela świata, ma jednocześnie
skłaniać
nasze serca do nawrócenia z grzechu i przygotowywać każdego z nas na Boży
Sąd, który nastąpi w chwili, kiedy Opatrzność wyznaczy kres naszej ziemskiej
wędrówki.
Pustynia w języku religijnym oznacza miejsce samotności, jałowości, krańcowego
opuszczenia, pokuty, ryzyka oraz śmierci. Jest symbolem grzechu i niewierności.
Jest odwrotnością stworzonego przez Boga dla naszego szczęścia raju. Jest
tym terenem, na którym czyhają na człowieka niezliczone niebezpieczeństwa:
głód,
pragnienie, groźne zwierzęta i najrozmaitsze pokusy. Jest miejscem nieograniczonej,
ale trudnej wolności, ponieważ uwalnia człowieka od wszelkich codziennych
spraw i struktur oraz od dobrobytu i wygód. Jest miejscem, w którym człowiek
może najbardziej
sprawdzić swoje siły fizyczne i psychiczne, swoje sumienie i swój charakter;
w którym musi stoczyć walkę z własnymi słabościami oraz ze wszystkimi zagrożeniami
i pokusami. Na pustyni, w konfrontacji ze złem, sprawdził swoje prorockie
powołanie i moc swojego ducha Jan Chrzciciel, przygotowujący drogę dla Mesjasza.
W czterdziestodniowym
pobycie Jezusa na pustyni, rozumianej jako ojczyzna złego ducha (Mt 4, 1),
należy widzieć nie tylko wyraz ascezy, lecz także, i przede wszystkim, wielką,
zwycięską
konfrontację Zbawiciela z diabłem, którego pycha i arogancja jest tak wielka,
że ośmielił się kusić samego Syna Bożego.
Pustynia jest odwiecznym problemem dla każdego chrześcijanina i dla każdego
człowieka, bowiem życie wielu z nas przypomina pobyt Jezusa na pustyni. Jak
na pustyni zmagać
się musimy z wielorakimi zagrożeniami. Jak na pustyni dręczy nas jakże często
głód i pragnienie. Jak na pustyni kuszeni jesteśmy przez demony rozmaitych
pokus. Jak na pustyni musimy ustawicznie toczyć walkę z diabłem, od wyniku
której zależy
nasz los na tym świecie, a przede wszystkim nasze życie wieczne.
Używana przez nas na określenie złego ducha nazwa "diabeł" pochodzi
od greckiego słowa "diabolos" i łacińskiego słowa "diabolus",
które oznaczają oszczercę, kłamcę, oskarżyciela i przeciwnika, ale także
tego, kto dzieli ludzi i skłóca ich.
Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by można było łatwo zauważyć działanie złych
sił, tworzących pełne nienawiści podziały między ludźmi. Czyniły to dwudziestowieczne
ideologie zła: nazizm i komunizm, które dokonywały podziałów rasowych i klasowych,
mordując bez skrupułów dziesiątki milionów niewinnych ludzi za to tylko,
że nie
należeli do właściwej, ich zdaniem, klasy czy rasy. Diabelskiego dzieła dokonywali
i dokonują nadal ci, którzy w różnych częściach świata prześladowali w przeszłości
i prześladują teraz niewinnych ludzi z powodu takich czy innych przekonań
religijnych, światopoglądowych bądź politycznych. Przykładem takiego zbrodniczego,
diabelskiego
działania jest chociażby to, że w krajach muzułmańskich, w Chinach, a także
gdzie indziej rocznie mordowanych jest około 160 tysięcy chrześcijan tylko
dlatego,
że są chrześcijanami. O tym instytucje europejskie i ich media pozostające
pod wpływem ateistycznego, lewicowego liberalizmu nawet nie wspominają. Wyrażają
za to słowa nieopisanego oburzenia i krytyki, gdy władze jakiegoś miasta
– z
powodów, które uznały za wystarczająco ważne – odmówiły prawa takiej czy
innej mniejszości do publicznego pokazywania swoich godnych współczucia i
zrozumienia,
ale nie publicznego promowania, ułomności. Nowa ideologia zła, jak Jan Paweł
II nazwał współczesny ateistyczny relatywizm, konsumeryzm i hedonizm, dokonuje
także wśród ludzi żyjących tu i teraz drastycznych podziałów. Ideologia tak
zwanej poprawności politycznej dzieli dziś ludzi na tych, którzy są poprawni
politycznie,
tzn. pokornie przyjmują największe nawet wybryki prawne pozwalające na poniewieranie
prawa Bożego i naturalnego, oraz na tych, którzy są niepoprawni politycznie,
ponieważ nie zgadzają się na relatywizm moralny, na deptanie Bożych przykazań
w życiu i w prawodawstwie oraz na bezbożne życie. Tych drugich nazywa fundamentalistami,
obrońcami "ciemnogrodu" i wrogami ludzkości. Stosuje starą rzymską,
a z ducha diabelskiego wywodzącą się zasadę: dziel i rządź!
W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami, a także mimowolnymi uczestnikami
takiego dzielenia Polaków: na mądrych i niemądrych, postępowych i oszołomów,
kochających
Ojczyznę i prowadzących ją do zguby. By wprowadzić zamęt i boleśnie ukłuć
swoich politycznych konkurentów, niektóre media zaczęły rozgłaszać wyssaną
z palca
teorię o podziale biskupów, przypisując ich do dwóch wymyślonych stronnictw,
przy czym
oczywiście jedno z tych stronnictw jest światłe i postępowe, drugie zaś ciemne
i zacofane. Jak skomentował to przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski,
ludzie pozwalający sobie na takie sformułowania "ujawniają niezrozumienie
misji Kościoła…, a samo określenie dzielące Kościół na 'rydzykowy’ i 'łagiewnicki’
budzi niesmak, ujawnia niechlujstwo językowe i próbę upolitycznienia wiary, a
to jest niedopuszczalne" ("Niedziela" nr 5, 2006, s. 9). Kościół
polski jest jeden i całkowicie zjednoczony. Nie ma w nim żadnego biskupa,
który głosiłby poglądy niezgodne z wiarą i moralnością chrześcijańską oraz
katolicką
nauką społeczną, który całym sercem nie byłby złączony z Papieżem i Stolicą
Apostolską. Nie powinno więc być mowy o jego podziale. Nie wolno przy tym
odbierać nikomu,
a więc zarówno osobom duchownym, jak i katolikom świeckim, prawa do ich sympatii
wobec takiej czy innej partii politycznej, jeśli jej program nie godzi w
prawo Boże i zmierza do dobra wspólnego. W takiej różnorodności nie ma nic
złego.
Przeciwnie, jest ona wzbogaceniem życia publicznego. Po to w parlamentach
demokratycznych państw są rządzący i opozycja, która ich kontroluje. Nawet
w gronie Apostołów
były różnice dotyczące sposobów ewangelizowania świata, nie zaś samej Ewangelii.
W związku z powyższym pozostaje tylko zaapelować do wiernych, by byli maksymalnie
krytyczni w ocenie medialnych programów, doniesień i przedstawianych tam
opinii. Nam, ludziom kochającym Kościół i Ojczyznę, pozostaje tylko apelować
do rodziców,
do wychowawców, do nauczycieli i do wszelkich instytucji edukacyjnych, by
– mając świadomość, jak olbrzymie spustoszenie moralne i intelektualne dokonywane
jest
przez płytkie, obrażające swoim poziomem inteligencję przeciętnego człowieka,
siejące przy tym przemoc, rozpustę, konsumpcjonizm i wulgarny hedonizm programy
niektórych kanałów telewizyjnych czy inne media – podejmowali wszelkie dostępne
prawnie działania w obronie niszczonej świadomości i moralności młodego pokolenia.
Pokolenie to jest niekiedy całkowicie bezbronne i wydane na łup różnego rodzaju
hien, sprowadzających ich na krawędź zatracenia przez narkotyki, alkohol,
seks i fałszywe ideologie głoszące anarchię moralną. Młodzi ludzie są zupełnie
bezbronni
wobec nowej ideologii zła, jeśli ich rodzice, zajęci ciężką pracą na chleb
czy innymi sprawami, nie kontrolują zupełnie ich postaw i zachowań; jeśli
nie otaczają
ich pełną odpowiedzialnej miłości, stałą opieką; jeśli sądzą, że sprawy wychowawcze
ich dzieci powinna załatwić szkoła, Kościół i ulica; jeśli myślą, że można
wychować dziecko samymi słowami, nie pokazując na przykładzie własnego życia,
co to znaczy
być człowiekiem szlachetnym, uczciwym i prawym.
Benedykt XVI w trakcie swojego spotkania z polskimi biskupami przybyłymi "ad
limina Apostolorum" wskazywał na niewyobrażalnie wielką rolę wychowania
współczesnych młodych pokoleń, podkreślając, że od tego, czy rodzice, nauczyciele
i wychowawcy udźwigną ten obowiązek, zależy los ich wychowanków i los całych
społeczeństw. Wzywał wszystkich odpowiedzialnych za wykształcenie i wychowanie
młodzieży, "by nie ograniczali się do doskonalenia metod przekazywania wiedzy,
lecz by podejmowali taką jej edukację, która opiera się na bezpośrednim i osobowym
spotkaniu z człowiekiem, na świadectwie, autentycznym przekazie – bezpośrednio
od osoby do osoby – wiary, nadziei i miłości oraz wypływających z nich wartości".
Nie ma zadania ważniejszego zarówno dla Kościoła, państwa, szkoły, a przede
wszystkim rodziny, od dobrego wychowania dzieci i młodzieży. Żyjemy w czasach,
kiedy jest
wystarczająco dużo intelektualnego kształcenia młodzieży, boleśnie natomiast
brakuje odpowiedniego jej wychowania. Ludzie zajmujący się wychowaniem mówią
już o tzw. nowych dzieciach, które nie potrafią się skupić, które są niewydajne
w pracy, zamknięte w sobie i niezdolne do życia w społeczeństwie. W wielu
szkołach w krajach zachodnich, a przychodzi to szybko także do nas, upadła
jakakolwiek
dyscyplina, a normalne nauczanie, zwłaszcza w wielkich szkołach miejskich,
stało się wprost niemożliwe. Nauczyciele popadają w depresję. Czasem boją
się iść do
szkoły, ponieważ są tam po prostu prześladowani przez niektórych zdemoralizowanych,
aroganckich i bezczelnych uczniów, żyjących w przekonaniu, że wszystko im
wolno. Mimo stosowania coraz to nowych metod nauczania; mimo nowoczesnych
laboratoriów,
komputerów, a także zatrudniania dobrze wykształconych nauczycieli, stan
wiedzy absolwentów wielu szkół jest niższy niż dawniej, zdolność do samodzielnego,
twórczego
myślenia niska, wola bardzo słaba, a orientacja w odniesieniu do świata i
wartości żadna lub niewielka, a często całkiem błędna, zaczerpnięta z pozbawionych
wszelkiego
wymiaru etycznego i intelektualnego, relatywizujących zło i dobro oraz prawdę
i fałsz programów telewizyjnych z Hollywood i innych podobnych wytwórni.
Badania naukowe wykazują, że u mniej więcej 70 proc. młodzieży europejskiej
występuje
bardzo niska świadomość różnicy między dobrem i złem, prawdą i fałszem oraz
nikła świadomość zła, jakim jest wyrządzenie krzywdy drugiemu człowiekowi
przy coraz
powszechniejszym naruszaniu norm moralnych i prawnych. Młodzież ta ma bardzo
niski próg hamulców moralnych i całkowity brak głębszego sensu życia. Rośnie
w związku z tym zastraszająco przestępczość nieletnich oraz uzależnienia
od narkotyków i alkoholu. Nie będą wskutek tego zdolni do życia w małżeństwie
i rodzinie, a
także w społeczeństwie.
Dla powstrzymania tego lawinowo narastającego kryzysu konieczna jest mobilizacja
i wspólne działanie wszystkich sił i instytucji, które mają wpływ na wychowanie
młodzieży, a więc państwa, szkoły, mediów, Kościoła, rozmaitych organizacji,
a zwłaszcza rodziny, z której młody człowiek czerpie wartości moralne i społeczne,
w której najbardziej kształtują się jego postawy. Młodzież potrzebuje ideałów
i autorytetów. Bez tego nie jest możliwe dobre wychowanie. Takie ideały i
wzorce daje szkoła oraz Kościół. Dobrze by było, gdyby nie były one ustawicznie
atakowane
i poniewierane przez rozmaite, promujące anarchię moralną media.
Słowami zapisanymi przez świętego Marka Ewangelistę Chrystus wzywa nas dzisiaj
do nawrócenia i do silnej wiary w Ewangelię. To wezwanie powinien przyjąć
do siebie każdy z nas. Powinny to przyjąć do siebie wszystkie instytucje
odpowiedzialne
za wychowanie młodzieży. Powinna je przyjąć także współczesna rodzina.
Benedykt XVI, we wspomnianym wcześniej przemówieniu, stwierdza wyraźnie,
że dom i rodzina stanowią podstawową kolebkę formowania ludzkiej osoby. Powiada,
że
zdaje sobie sprawę z tego, iż wiele polskich rodzin przeżywa wielkie trudności
materialne, ponieważ wysokie bezrobocie wpływa niszcząco na kształt ich życia.
Istotnie tak jest. Stąd szczególnie ważnym dezyderatem, jaki kierujemy do
wszystkich sił, partii i instytucji, państwowych i niepaństwowych, jest wezwanie
ich, by
zrobiły wszystko, co w ich mocy, dla pozyskania wielu nowych miejsc pracy.
Bez pracy ojca czy matki niejedna dobra, bynajmniej nie patologiczna rodzina,
upada
materialnie i moralnie. Nie jest w stanie zrealizować swojego podstawowego
zadania, jakim jest dobre wychowanie dzieci.
Ale nie tylko nowa ideologia zła, rozpowszechniana dziś przez różne siły,
nie tylko bezrobocie niszczą współczesne rodziny. Niestety, wiele współczesnych
rodzin
usiłują stworzyć osoby zupełnie nieprzygotowane do życia rodzinnego.
Nie mogą dobrej rodziny stworzyć egoiści myślący tylko o sobie, ludzie niepotrafiący
się opanować i niczego sobie odmówić, nawet z krzywdą innych; ludzie, którzy
nigdy nie pracowali nad swoim charakterem; ludzie krańcowo nieodpowiedzialni;
ludzie topiący szczęście swoich dzieci w alkoholu; ludzie, dla których jedynym
bóstwem i celem jest pieniądz i ustawiczna zabawa; ludzie niechcący zachować
wierności małżeńskiej; ludzie niepotrafiący zapanować nad swoim językiem,
obrzucający ordynarnymi i wulgarnymi słowami swoich najbliższych itd., itd.
Niepodobna dobrze wychować dzieci samymi słowami. Konieczny jest przykład
osobisty rodziców, kapłanów, nauczycieli i wszelkich wychowawców. Dobry proces
wychowawczy
potrzebuje przede wszystkim świadków szlachetnego życia, a nauczycieli wówczas,
kiedy własnym życiem potwierdzają to, co głoszą. Nie może oszust uczyć uczciwości,
rozpustnik wierności, próżniak dobrej pracy, a stroniący od praktyk religijnych
– pobożności.
Wezwanie Chrystusa: "Nawracajcie się!", wszyscy weźmy sobie do
serca. Jeśli z czego Pan Bóg nas szczególnie surowo będzie sądził, to zwłaszcza
z
tego, jak wychowaliśmy młode pokolenie. Na Jego sądzie staniemy wobec podstawowego
pytania: czy wychowaliśmy nasze dzieci na szlachetnych, dobrych i uczciwych
ludzi,
którzy będą rozdawać dobro i szczęście innym, czy też wychowaliśmy ich na
egoistów, przestępców, zdrajców i pasożytów społecznych.
To na rodzicach, nauczycielach i katechetach ciąży podstawowy obowiązek kształtowania
osobowości ich wychowanków. Sami, dając zawsze dobry przykład, winni uczyć
swoich wychowanków doboru i krytycznej oceny lektury, programów telewizyjnych
i radiowych,
a także internetu i wideo. To oni powinni pomóc im w doborze wzorców do naśladowania
oraz w kształtowaniu postaw politycznych i społecznych. To ich zadaniem jest
uformowanie w swoich wychowankach przekonań światopoglądowych i religijnych.
Rodzice i inni wychowawcy nie powinni patrzeć spokojnie i bez żadnej reakcji,
gdy ich wychowankowie za wzorce swojego postępowania wybierają brutalnych,
rozpustnych i bezmyślnych osiłków. Nie powinni pozostawiać komercyjnym mediom
kształtowania
przekonań ich wychowanków w takich na przykład kwestiach, jak: aborcja, eutanazja,
doświadczenia na ludzkich embrionach, tzw. małżeństwa homoseksualne, rozwody,
przemoc, rozpusta, masowe bezrobocie, wojna itd. Media te, nastawione przede
wszystkim na zysk, interesują się wyłącznie sensacją, erotyką, zboczeniami,
przemocą i degradowaniem wszelkich autorytetów, wszystko spłycając i poniżając,
a człowieka
traktując jako jedno ze zwierząt, które nie ma nic wspólnego z godnością
dziecka Bożego.
Młodzieży trzeba mówić o sensie życia, odpowiadać na pytania: skąd przyszliśmy,
dokąd zmierzamy, po co żyjemy i jak powinniśmy żyć.
Wychowawca, który jest chrześcijaninem, powinien przyznawać się do swojej
wiary. Nie wstydzić się jej. Najwybitniejsi ludzie na świecie – uczeni, artyści
i politycy
– byli i są ludźmi wierzącymi. Powinniśmy być dumni z tego, że naszą duchową
ojczyzną jest chrześcijaństwo, które ogarnęło cały świat, które stworzyło
kulturę euroatlantycką, które dało ludzkości uniwersytety, wspaniałą sztukę,
szpitalnictwo,
które wbrew rozmaitym atakom wrogich sił i ateistycznych ideologii przetrwało
dwa tysiące lat i trwać będzie do końca rodzaju ludzkiego, jak zapewnił nas
Chrystus.
Jako biskup Kościoła płockiego proszę serdecznie wszystkich Wiernych o gorącą
modlitwę w intencji naszej młodzieży. Przeżyjmy po chrześcijańsku Wielki
Post. Wniknijmy w nasze sumienia. Poddajmy się głębszej niż zwykle refleksji
nad naszym
dotychczasowym życiem. Weźmy udział w rekolekcjach i przystąpmy do sakramentu
pokuty. W duchu miłości Chrystusowej przebaczmy tym, którzy nas skrzywdzili,
i sami prośmy o przebaczenie, jeśli wyrządziliśmy komuś krzywdę.
Wszystkim Wiernym naszego płockiego Kościoła udzielam pasterskiego błogosławieństwa
na ich całe życie i na ich trud walki ze złem. W imię Ojca i Syna, i Ducha
Świętego. Amen.

Biskup Płocki
+ Stanisław Wielgus
Płock, 1 marca 2006 r.

Ewangelia – I niedziela Wielkiego Postu

drukuj