Zbadać, a nie ulegać sugestiom

Aż pięć zespołów dochodzeniowych bada przyczyny katastrofy samolotu linii
Manx2, który rozbił się podczas podchodzenia do lądowania w mieście Cork. Sprawą
zajmują się specjaliści nie tylko z Irlandii oraz Wielkiej Brytanii, ale także
śledczy z Hiszpanii i USA. Na prośbę miejscowych władz do Irlandii przylecieli
najwybitniejsi amerykańscy śledczy, aby pomóc w zbadaniu przyczyn katastrofy.
Jedną z pierwszych czynności będzie dokładna rekonstrukcja wraku.

W wypadku samolotu pasażerskiego Metroliner linii Manx2 numer NM7100, do którego
doszło w pobliżu miasta Cork, zginęło sześć osób, a kolejnych sześć zostało
rannych. Według pierwszych informacji samolot, który leciał z Belfastu, spadł w
gęstej mgle i stanął w płomieniach. Służby śledcze informują, że wstępny raport
w sprawie przyczyn katastrofy ma być dostępny w ciągu kilku tygodni. Tak sprawne
prowadzenie śledztwa jest według Irlandczyków możliwe dzięki sprawnemu
odczytaniu danych z czarnych skrzynek oraz przeprowadzeniu badań wraku. Wrak
samolotu Manx2 pozostaje w Cork i jak informują śledczy, to właśnie jego
dogłębne zbadanie pozwoli odpowiedzieć na wiele pytań w sprawie przyczyn
wypadku.

Międzynarodowe śledztwo

Całemu śledztwu przewodzi Irlandzka Jednostka Badania Wypadków Lotniczych (AAIU),
jednakże na jej zaproszenie do śledztwa włączono także ekspertów z Wielkiej
Brytanii, Hiszpanii oraz Stanów Zjednoczonych. Dublin poprosił o pomoc
najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie. Amerykański zespół składający
się głównie z pracowników Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu działa bowiem
pod kierownictwem Daniela Bowera, który pracował m.in. nad śledztwem w sprawie
katastrofy promu kosmicznego Columbia, a także w sprawie zamachów
terrorystycznych na wieże WTC 11 września 2001 roku. Jak pisze irlandzki
"Independent", Amerykanie będą m.in. badali, dlaczego hiszpański pilot
zdecydował się na podejście do lądowania oraz co sprawiło, że prawa końcówka
skrzydła dotknęła pasa startowego i obróciła samolot przy prędkości ok. 180
km/h. Na fakt, że badaniem przyczyn wypadku zajmują się zespoły aż z czterech
krajów, niebagatelny wpływ ma także lista pasażerów samolotu. Wśród ofiar bowiem
oprócz Irlandczyków znajduje się także pilot maszyny, 31-letni Hiszpan Jordi
Sola Lopez. Jak informują władze, ciała ofiar przekazano rodzinom w ciągu 24
godzin.

Po pierwsze – złożyć wrak

"Jednym z pierwszych etapów śledztwa po przewiezieniu wraku maszyny z hangaru
lotniska Cork do Gormanstown będzie ponowne zmontowanie maszyny, aby sprawdzić,
czy nie doszło do uszkodzeń mechanicznych czy usterek istotnych podzespołów,
które mogłyby mieć wpływ na doprowadzenie do katastrofy. Następnie zaś równie
istotne będzie odczytanie zapisów z czarnych skrzynek, a także nagrań z kabiny
pilotów" – cytuje informacje AAIU irlandzki dziennik.
Mimo że – jak twierdzi przewoźnik – obydwaj piloci mieli pełne wymagane
przeszkolenia i posiadali spore doświadczenie, zaraz po katastrofie pojawiły się
medialne sugestie, że zarówno pierwszy pilot Jordi Lopez, jak i drugi,
Brytyjczyk Andrew Cantle, mogli mieć zbyt mało godzin wylatanych na tego typu
maszynie. Linie Manx2 poinformowały, że obydwaj mężczyźni byli całkowicie
wykwalifikowani, aby pilotować tego typu turbośmigłowy samolot przy panujących
wówczas warunkach pogodowych.
Śledczy z AAIU nie ulegają jednak tej medialnej nagonce i podkreślają, że nie
należy ferować żadnych wyroków na pilotów. Obecnie – jak podkreślają – są na
etapie sporządzania szkicu dokumentu, który obrazowałby ostatnie minuty tego
tragicznego lotu. Według wstępnych ustaleń, na pokładzie maszyny nie doszło do
pożaru, nie wykryto także żadnych uszkodzeń mechanicznych. Jak podkreśla szef
śledczych Paddy Judge, inspektorzy pracują obecnie na "czystej kartce papieru" i
nie przyjmują z góry żadnych teorii dotyczących przyczyn wypadku. Nie komentują
także informacji o tym, iż pilot maszyny podchodził do lądowania trzykrotnie.
Zaznaczają, że standardową procedurą są tylko dwa podejścia, nie potwierdzają
informacji o trzykrotnej próbie posadzenia maszyny. – Znamy już wiele elementów
tej układanki, lecz nie mamy w tym momencie jeszcze całości obrazu – podsumował
śledczy Graham Liddy.
 

Łukasz Sianożęcki

drukuj