Zawsze gotów do służby
Z Wiesławą Włodarczyk, szwagierką Szymona Cieślaka, maszynisty
pociągu TLK Intercity "Brzechwa" relacji Przemyśl – Warszawa, który zginął w
katastrofie kolejowej pod Szczekocinami, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakim człowiekiem był Pani szwagier?
– Szymon był człowiekiem bardzo uczciwym, odpowiedzialnym i sumiennym. I to
zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Cechowała go zwłaszcza
odpowiedzialność. Razem z siostrą wychowali troje dzieci: syna i dwie córki.
Dziś wszyscy są już dorośli. Jako mąż i ojciec z pewnością mógł być wzorem dla
innych. To był po prostu złoty człowiek. W listopadzie skończyłby 55 lat.
Często mówił o swojej pracy, przecież trudnej i odpowiedzialnej?
– Od najmłodszych lat szwagier interesował się koleją. Zaraz po ukończeniu
Technikum Kolejowego w Warszawie poszedł do pracy, której był oddany bez reszty.
Początkowo był pomocnikiem maszynisty, z czasem zdobył doświadczenie, co
pozwoliło mu na samodzielne kierowanie pociągiem. Był oddany swojej pracy, do
której podchodził z szacunkiem. To człowiek z wielką rozwagą. Miał świadomość,
że od jego zaangażowania zależy bezpieczeństwo ludzi, że za nich odpowiada. To
motywowało go jeszcze bardziej. Można powiedzieć, że był na każde zawołanie
pracodawcy. Chętnie zastępował każdego, jeśli ktoś był chory lub nie mógł
przyjść do pracy z innego powodu. Praca była jego pasją. Nie raz pokonywał tę
trasę. Mamy rodzinę w górach i pamiętam, jak ostatnio Szymon rozmawiał nawet z
moim mężem, że jak będzie chciał ich odwiedzić, to pojedzie właśnie z nim. Stało
się jednak inaczej.
Kiedy dowiedziała się Pani o tragedii pod Szczekocinami?
– Nazajutrz po katastrofie, z samego rana zadzwoniła do mnie druga siostra i
powiedziała, co się stało. Ponadto mąż przeczytał informację na pasku w
telewizji. Wiedzieliśmy, że są zabici i wielu rannych. Byliśmy zszokowani
rozmiarami tragedii. Ale do głowy nam nie przyszło, że uczestniczył w niej
szwagier. Mniej więcej około godz. 9.00 wiedziałam, że jednym z pociągów
kierował Szymon.
Nie było Pani łatwo patrzeć na spiętrzone wraki pociągów…
– Byłam przerażona. Patrzyłam na to, co się stało, z lękiem i
niedowierzaniem. Wszystko to wyglądało strasznie. Kiedy docierały do nas
informacje, że maszyniści przeżyli, pojawiła się nadzieja. Ale na krótko, bo
szybko je zdementowano. Wszystko stało się jasne, kiedy siostra zidentyfikowała
ciało swojego męża. Niedawno spotkaliśmy się na urodzinach mamy. Kto by
pomyślał, że było to nasze ostatnie spotkanie…
Czy szwagier mówił o trudnościach, z jakimi spotykał się w pracy?
– Owszem, jak chyba każdy, wiedzieliśmy o problemach, z jakimi boryka się
polska kolej. Nigdy jednak nie starałam się wyciągać od Szymona informacji, co
do których posiadania nie czułam się powołana.
Pociąg uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych środków transportu.
– Jednak po tym, co się wydarzyło, podobnie jak wielu ludziom w Polsce przed
wejściem do pociągu na pewno będzie mi towarzyszył lęk. Pierwszy wagon na pewno
nie wchodzi w rachubę. Miejmy tylko nadzieję, że po katastrofie stan
bezpieczeństwa na polskiej kolei będzie ulegał systematycznej poprawie. Szkoda,
że trzeba było aż tak wielkiej tragedii i tylu ofiar, żeby zaczęło się o tym
głośno mówić. Oby nie skończyło się tylko na słowach i pustych obietnicach.
Dziękuję za rozmowę.
